wtorek, 29 kwietnia 2014

"Ale o co chodzi, czyli w poszukiwaniu Graala, Elfów i Św. Mikołaja" Asia i Edi Pyrek

 " (...) zastanawiałem się, czy ja naprawdę wierzę w elfy? Bo wiem, że chciałbym, ale czy wierzę? Przecież ich nie widziałem. Ale - zacząłem pytać sam siebie (co prawdopodbnie jest jakimś skomplikowanym objawem chorobowym) - czy widziałeś kiedyś bakterię? A kwanta? Albo witaminę? Nie? Ale wiesz, że istnieją. To, że czegoś nie widziałem, nie oznacza, że to nie istnieje...*


Asia i Edi Pyrek mają wielki apetyt na życie. Widać to w ich felietonach, wywiadach, a już najbardziej, w pisanych przez nich książkach. Ich entuzjazm jest zaraźliwy, jednak chęć podzielenia się wrażeniami bywa nadmierna i wtedy zaczyna się chaos. Tak było w przypadku tej książki.

Na książkę składają się trzy rozdziały. Portugalia, czyli poszukiwanie Świętego Graala, jest moim zdaniem najmocniejszą częścią tej książki. Wszystko zaczyna się Lizbonie, skąd przez Fatimę trafiamy do Porto. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o mitycznym Graalu, podążamy wraz z autorami śladem ostatniego Mistrza Zakonu Templariuszy, wysłuchujemy po drodze wielu ciekawych (choć niejednokrotnie sprzecznych ze sobą) teorii z Lożą Masońską na czele, a nawet zahaczamy o temat wierzeń Hitlera w ezoterykę. Czy Święty Graal zostaje odnaleziony? W pewien sposób tak. Wszystko zależy od tego, co kto rozumie pod pojęciem Świętego Graala. Irlandia i poszukiwaniu elfów nie robią już tak dobrego wrażenia. Co prawda rozdział ten jest napisany na znacznie większym luzie i czyta się go przyjemnie, jednak na dłuższą metę nic z niego nie zapada w pamięć. Ot, byli tu i tam, myśleli, że elfy są takie, a ktoś im powiedział, że jednak inne i to tyle.

"Elfy są piękne, przezroczyste, efemeryczne, delikatne i ładnie prezentują się na książkowych ilustracjach (...) Nie są krasnalami - tymi kurduplami z długimi brodami, które chodzą w czerwonych czapeczkach i wyśpiewują "Hej ho, hej ho...". W porównaniu z elfami krasnale są prymitywne i lekko nienormalne (...) Czy nikt się nie zastanowił nad faktem, że krasnale często zamieszkiwały muchomory (Amanita muscaria), czyli jedną z najbardziej halucynogennych i szamańsich roślin w tej części Europy? A w elfach nie ma nic gwałtownego, groźnego albo nieprzyjemnego (...) Jednym słowem - każdy zdrowo myślący człowiek chciałby mieć w domu elfa - najlepiej samiczkę. I właśnie dlatego postanowiliśmy pojechać do Irlandii - krainy św. Patryka, polskich emigrantów, moherów, guinessa i elfów". **

Ostatni rozdział, traktujący o Turcji i poszukiwaniu Świętego Mikołaja jest za to najciekawszy pod względem zdjęć. Piękna fotorelacja m.in. ze Stambułu, Didymy czy Efezu wspaniale obrazuje podróż autorów i sprawia, że książkę zamykamy z nutką żalu. Jeśli chodzi o treść jaką przekazują, to już niekoniecznie żałowałam, że to koniec książki... Nieco wymuszony dowcip i nadmiar informacji sprawiały, że często się gubiłam i cofałam o kilka zdań lub stron, co w efekcie końcowym bardzo wymęczyło.

Książka sama w sobie nie jest zła, ale czytałam już znacznie ciekawsze reportaże. Być może jeszcze kiedyś sięgnę po którąś z pozostałych książek państwa Pyrek, ale "Ale o co chodzi..." nie oszołomiło mnie na tyle, żebym już teraz rzuciła się na ich poszukiwanie.

Książkę zaliczam do wyzwania Reporterskim Okiem.




*"Ale o co chodzi, czyli w poszukiwaniu Graala, Elfów i Św. Mikołaja" Asia i Edi Pyrek, wyd. National Geographic, str.175
** str. 104

środa, 23 kwietnia 2014

Z okazji Dnia Książki i nie tylko... Książkomaniaku zbadaj się! :)

Cała prawda o moim czytaniu, czyli zabawa z książka.net.pl , którą podchwyciłam od Prowincjonalnej Nauczycielki :)


Czytasz więcej niż jedną książkę miesięcznie? Tak...więcej niż jedną książkę tygodniowo? Często...więcej niż jedną książkę dziennie? Zdarzyło się kilka razy

Czytasz więcej niż jedną książkę naraz? Zawsze :) ..więcej niż dwie książki naraz? Często...więcej niż trzy książki naraz? Często Straciłeś/Straciłaś rachubę, ile książek czytasz w tym samym czasie? Bywało :)

Wolisz randkę z książką od randki z nieznajomym/nieznajomą? Nie powiem, bo jeszcze mąż przeczyta :))) Wolisz spotkanie z książką od spotkania z przyjacielem? Nie Wolisz randkę z książką niż z ukochanym/ukochaną? Nie Wolisz książki i tyle? TAK :)

Zasypiasz z książką częściej niż raz w tygodniu? Pewnie, że tak ...częściej niż dwa razy w tygodniu? Tak ...częściej niż trzy razy w tygodniu? Tak Nie zasypiasz z książką. Kto ma czas na spanie, kiedy jest tyle do przeczytania? Tak było, dopóki nie pojawiły się dzieci :)

Masz jedną książkę na szafce obok łóżka? No, baaa! ..dwie książki na szafce obok łóżka? Zawsze!...ogromny stos książek na szafce obok łóżka? Mój stolik nocny wypełniony jest samymi książkami. Wolnego miejsca starcza jedynie na budzik i krem do rąk. Nie masz szafki tylko gigantyczny stos książek, który ją udaje? Aż tak źle nie jest :)

Masz w domu półkę z książkami? Owszem Masz dwie półki z książkami? A jakże Masz trzy półki z książkami? Wiadomo Masz półki z książkami zamiast ścian w domu? Chciałabym, ale nie :) Nie wiesz nawet, co to półki na książki, cały twój dom jest zbudowany z książek? :)))

Masz kartę biblioteczną? Mam Masz wiele kart bibliotecznych? Jedna mi w zupełności wystarcza Masz wiele kart bibliotecznych, bo jesteś ścigany w jednej lub więcej bibliotekach za niebotyczne kary za przetrzymanie książek? Hahaha

Czytasz przy jedzeniu? Jak jem sama, to tak Czytasz gdy rozmawiasz z przyjacielem? Nigdy Czytasz idąc ulicą? Bywało Czytasz jadąc na rowerze? Jeśli się liczy audiobooki, to tak Czytasz prowadząc auto? Nie, ale prowadząc wózek już tak ;)

Zdarzyło Ci się głośno śmiać podczas lektury? Wiele razy ..płakać? tak ..przeklinać pod nosem? Wiele razy ..przeklinać na głos? Wiele razy ..krzyczeć? Yyy, no jakoś nie :)..rzucać książkę w kąt i wołać „DLACZEGO?!” Tak

Czy kiedykolwiek przegapiłeś swój przystanek, bo czytałaś/czytałeś? Tak Czy kiedykolwiek przegapiłeś swój pociąg, bo czytałeś? Nie Zdarzyło Ci się wziąć urlop na żądanie żeby dokończyć książkę? Nie Czy nosiłaś/nosiłeś słuchawki podczas czytania (bez muzyki) tylko po to, żeby nikt Ci nie przeszkadzał? Tak :D Czy mając przed sobą ważne życiowe decyzje zastanawiasz się, co by zrobił Twój ulubiony bohater literacki? Nie

Masz radykalne zasady co do pożyczania książek znajomym? Pożyczam tylko wybranym Nie pożyczasz książek i tyle? Pożyczam, ale tylko w dobre ręce Masz problem z omijaniem księgarni? Ojj, tak Znasz wszystkich księgarzy z okolicy po imieniu? Żadnego :) Książki na ogół kupuję online. Idziesz do księgarni kiedy tylko dostaniesz wypłatę? Tu nie ma reguły. Albo kasa na książkę jest, albo jej nie ma, niezależnie od daty. Kupujesz książki nawet jeśli nie stać cię na zapłacenie czynszu? Naprawdę ktoś tak robi? :)

Za wszelką cenę unikasz przeprowadzki, bo masz tak wielką bibliotekę? Nie W bibliotece czy księgarni czujesz się jak w domu? Nawet lepiej. Tam jest przynajmniej zawsze posprzątane :)) Marzyłaś/marzyłeś kiedyś o porwaniu swojego ulubionego pisarza żeby zmusić go do skończenia twojej ulubionej serii książek? Nigdy nie chciałam się bawić w Misery :) Śledzisz więcej pisarzy niż znajomych na Twitterze? Nie mam twittera :P Jesteś dumna/dymny ze swojej zdolności do przekształcenia absolutnie wszystkiego w zakładkę do książki? Bardzo :D Nosisz przy sobie zawsze przynajmniej jedną książkę? ZAWSZE.

Na 55 pytań 20 odpowiedzi przeczących. Znaczy się, że to nie jest jeszcze choroba :)))

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

'Upadły Anioł" Mari Jungstedt

zdjęcie i opis pochodzą z lubimyczytac.pl
"W powiewach wiosennego wiatru na Gotlandii, Visby świętuje uroczystość inauguracji nowo wybudowanej hali kongresowej, na którą przybywa około pięciuset zaproszonych gości. Aranżer tego wielkiego przyjęcia, Viktor Algard, nie przypuszcza, że jest to ostatnie przyjęcie, jakie organizuje w swoim życiu.
Następnego dnia ktoś odnajduje jego zwłoki w budynku hali. Komisarz Knutas próbuje odnaleźć motyw tej zbrodni. Jego podejrzenia dotyczą zarówno groźnego pobicia przypadkowego nastolatka, nieznanego hodowcy owiec, tajemniczej kochanki zamordowanego, jak i jego niegdysiejszego biznesowego konkurenta. Prowadzone dochodzenie stawia komisarza jako ojca nastolatka i szefa policji przed sporym dylematem. 
„Upadły Anioł” to mrożący krew w żyłach psychologiczny thriller, obraz dewastacji ludzkiej psychiki, do jakiej może prowadzić toksyczne rodzicielstwo."

Jest to pierwsza powieść autorstwa Marii Jungstedt po którą sięgnęłam i raczej wątpię, abym chciała czytać kolejne. "Upadły anioł" okazał się absolutnym przeciętniaczkiem, momentami wręcz porażająco nudnym jak na "mrożący krew w żyłach psychologiczny thriller".

W zasadzie, to sama się sobie dziwię, że wytrwałam do końca książki. Już od pierwszych stron czułam, że to nie jest to, bo ani fabuła ani bohaterowie do mnie nie przemówili, a do tego mniej więcej w połowie domyśliłam się zakończenia. Może po cichu liczyłam na to, że autorka jednak szykuje nam jakąś niespodziankę w finale?

To co dodatkowo drażniło, to zbyt duża (jak dla mnie) ilość wątków pobocznych i na siłę wplatanych tematów ciężkiego kalibru. Tu toksyczni rodzice, tam przemoc wśród młodzieży, a jeszcze gdzie indziej całe społeczeństwo schodzące na psy. Ja rozumiem, że takie tematy są ważne i należy je poruszać, ale jeśli w kryminale (sic!) dwa razy więcej uwagi poświęca się właśnie takim sprawom, a nie budowaniu silnej fabuły czy przekonujących portretów psychologicznych, to efekt końcowy jest jaki jest...

Reasumując, książka mnie nie porwała. Być może problem leży w tym, że "Upadły anioł" stanowi szóstą (z dziewięciu) część cyklu o  inspektorze Knutasie, a ja nie czytałam poprzednich tomów? Kto wie, może moje zdanie byłoby inne, ale teraz już nie będę tego sprawdzała. Za dużo "pewniaków" czeka na mojej półce, abym traciła czas na takie "być może".

Tym razem raczej nie polecam. Przykro mi, pani Jungstedt :)

źródło






środa, 16 kwietnia 2014

"Kraina zwana Tutaj" Cecelia Ahern

źródło

 Wszyscy od czasu do czasu się gubimy, czasem z wyboru, czasem na skutek działania sił wyższych. A gdy dowiadujemy się, czego potrzebowała nasza dusza, pojawia się przed nami ścieżka. Czasem ją dostrzegamy, ale wbrew samym sobie idziemy dalej, w nieznane. Gniew, strach lub smutek powstrzymują nas przed powrotem. Czasem wolimy pozostać zagubieni. Wieczni wędrowcy. Czasem tak jest prościej. Czasem sami znajdujemy swoją własną drogę do domu. Tak czy inaczej, zawsze się odnajdujemy. *




 Sandy Shortt nie jest typową kobietą. Nie interesują ją romanse, koleżanki, dobre układy z rodziną, a już na pewno nie zakładanie własnej. Odkąd kilkanaście lat wcześniej zaginęła jej koleżanka z sąsiedztwa, poszukiwanie zaginionych rzeczy i osób staje się jej obsesją, którą przekuwa w pracę zawodową. Po kilku latach w policji zakłada agencję, której celem jest pomaganie ludziom w odnalezieniu ich bliskich.



Czasem ludzie znikają nam dosłownie sprzed oczu. Czasem odnajdują cię nagle, nawet, jeżeli szukali cię przez całe życie. Czasem, kiedy przestajemy uważać, tracimy z oczu samych siebie. **

Niestety w całym tym zabieganiu Sandy gubi siebie. Odtrąca każdego, kto chce się do niej zbliżyć i nie widzi, że żyje tylko życiem innych. Nawet jeśli od czasu do czasu nasunie jej się jakaś refleksja w tym temacie, to szybko zostaje ona stłamszona wymówką o misji i poświęceniu. Pewnego dnia Sandy gubi się dosłownie. Błądzi w lesie podczas porannej przebieżki i trafia do miejsca, które na zawsze odmieni jej życie. Do krainy zwanej TUTAJ...


Cecelia Ahern jak zawsze czaruje słowem i buduje niebanalną fabułę, łącząc w niej zwykłe życie z odrobiną magii, a przy tym porusza ciekawe tematy, tudzież tematy dobrze nam znane rozwija w zupełnie innym kontekście. W przypadku tej książki słowem - kluczem staje się ZAGUBIENIE. Siebie, innych, rzeczy mniej lub bardziej wartościowych. Myślę, że to na czym najbardziej się skupimy, zależy tylko i wyłącznie od naszych doświadczeń i przekonań.

Być może na siłę doszukuję się drugiego dna, ale im dłużej o tej książce myślę, tym bardziej wydaje mi się ona wielowymiarowa. Z jednej strony miłe i niezobowiązujące kobiece czytadło, z drugiej wiele ciekawych i zastanawiąjących myśli, jak choćby ta...


Granica między miłością a nienawiścią jest bardzo krucha. Miłość uwalnia duszę, ale oddech wolności może okazać się trucizną.***


Reasumując, książka ciekawa, choć na pewno nie dla każdego. Ja przeczytałam z  przyjemnością i z pewnością sięgnę po kolejne pozycje tej autorki, jednak dla kogoś kto preferuje lektury bardziej "przyziemne", książka może okazać się męcząca. Dodam jeszcze, że jest to zupełnie inny typ książki niż "P.S. Kocham Cię", którym autorka podbiła świat. Znacznie mniej romantyzmu, znacznie więcej magii.

* "Kraina zwana tutaj", Cecelia Ahern, Wydawnictwo Muza, sierpień 2013, str. 317
** str. 316
*** str. 202