poniedziałek, 21 kwietnia 2014

'Upadły Anioł" Mari Jungstedt

zdjęcie i opis pochodzą z lubimyczytac.pl
"W powiewach wiosennego wiatru na Gotlandii, Visby świętuje uroczystość inauguracji nowo wybudowanej hali kongresowej, na którą przybywa około pięciuset zaproszonych gości. Aranżer tego wielkiego przyjęcia, Viktor Algard, nie przypuszcza, że jest to ostatnie przyjęcie, jakie organizuje w swoim życiu.
Następnego dnia ktoś odnajduje jego zwłoki w budynku hali. Komisarz Knutas próbuje odnaleźć motyw tej zbrodni. Jego podejrzenia dotyczą zarówno groźnego pobicia przypadkowego nastolatka, nieznanego hodowcy owiec, tajemniczej kochanki zamordowanego, jak i jego niegdysiejszego biznesowego konkurenta. Prowadzone dochodzenie stawia komisarza jako ojca nastolatka i szefa policji przed sporym dylematem. 
„Upadły Anioł” to mrożący krew w żyłach psychologiczny thriller, obraz dewastacji ludzkiej psychiki, do jakiej może prowadzić toksyczne rodzicielstwo."

Jest to pierwsza powieść autorstwa Marii Jungstedt po którą sięgnęłam i raczej wątpię, abym chciała czytać kolejne. "Upadły anioł" okazał się absolutnym przeciętniaczkiem, momentami wręcz porażająco nudnym jak na "mrożący krew w żyłach psychologiczny thriller".

W zasadzie, to sama się sobie dziwię, że wytrwałam do końca książki. Już od pierwszych stron czułam, że to nie jest to, bo ani fabuła ani bohaterowie do mnie nie przemówili, a do tego mniej więcej w połowie domyśliłam się zakończenia. Może po cichu liczyłam na to, że autorka jednak szykuje nam jakąś niespodziankę w finale?

To co dodatkowo drażniło, to zbyt duża (jak dla mnie) ilość wątków pobocznych i na siłę wplatanych tematów ciężkiego kalibru. Tu toksyczni rodzice, tam przemoc wśród młodzieży, a jeszcze gdzie indziej całe społeczeństwo schodzące na psy. Ja rozumiem, że takie tematy są ważne i należy je poruszać, ale jeśli w kryminale (sic!) dwa razy więcej uwagi poświęca się właśnie takim sprawom, a nie budowaniu silnej fabuły czy przekonujących portretów psychologicznych, to efekt końcowy jest jaki jest...

Reasumując, książka mnie nie porwała. Być może problem leży w tym, że "Upadły anioł" stanowi szóstą (z dziewięciu) część cyklu o  inspektorze Knutasie, a ja nie czytałam poprzednich tomów? Kto wie, może moje zdanie byłoby inne, ale teraz już nie będę tego sprawdzała. Za dużo "pewniaków" czeka na mojej półce, abym traciła czas na takie "być może".

Tym razem raczej nie polecam. Przykro mi, pani Jungstedt :)

źródło






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!