środa, 28 maja 2014

"Zamień chemię na jedzenie" Julita Bator

Szalenie rzadko sięgam po poradniki, jednak tym razem skusiłam się ze względu na tematykę, która od jakiegoś czasu mnie interesuje oraz wiele pozytywnych opinii o książce.


Pozytywy, w moim mniemaniu, w pełni zasłużone. Autorka w bardzo przystępny sposób opowiada nam o swoich doświadczeniach związanych ze zdrowym i niezdrowym jedzeniem oraz przybliża najważniejsze informacje z zakresu wszechobecnej chemii w produktach, które codziennie spożywamy. Tym sposobem dowiadujemy się na przykład na jakie stabilizatory czy barwniki możemy przymknąć oko, co powinno nas zaniepokoić, a po co w żadnym wypadku nie sięgać. Wszystko popiera solidnymi argumentami oraz przykładami, tudzież propozycjami zamienników.



Na książkę, oprócz wstępu, źródeł i indeksu składa się 20 rozdziałów - od definicji racjonalnego odżywienia i wspomnianej już rozpiski składników szkodzących, przez poszczególne grupy żywnościowe (mleko, cukier, makarony, jajka, warzywa, drób, ryby itd.) po naturalne leki i żywieniowy recykling, włącznie. Co ważne, autorka podaje też wiele (na ogół nieskomplikowanych) przepisów na to, jak daną, naszpikowaną sztucznościami rzecz, możemy sami przyrządzić w domu i  choć ja nadal nie mam zamiaru kręcić majonezu czy ubijać masła ;), to z wielu innych porad chętnie skorzystam. Z resztą spójrzcie sami jak wygląda mój egzemplarz - cała masa notatek i pozaznaczanych miejsc, do których z pewnością wrócę.




Jedyne z czym się w tej książce nie mogę zgodzić, to stwierdzenie autorki, iż znalezienie dobrej, nieprzetworzonej żywności jest raczej łatwe i tanie. Owszem, chcieć znaczy móc, więc jak dobrze poszukamy i popytamy, to na pewno znajdziemy jakieś źródło, ale co do cen, to moim zdaniem różnica jest znaczna. Pani Bator sugeruje natomiast, że dobre mleko czy mięso od gospodarza nie przechodzi tylu ścieżek związanych z dystrybucją, przez co ich cena jest korzystniejsza. W teorii tak, w praktyce nie. Tak przynajmniej mówi moje doświadczenie.

Co jeszcze? Książka jest bardzo starannie wydana. Estetyczna, czytelna i spójna, choć na pewno nie zaszkodziłoby jej dodanie kilku zdjęć. Jeśli chodzi o styl, którym posługuje się autorka, to jest on również bardzo przyjemny, wręcz lekki. Czytając, mamy wrażenie, że prowadzimy pogawędkę z dobrą znajomą, a nie wysłuchujemy rad specjalisty od wszystkiego. Pani Bator generalnie stara się unikać mentorskiego tonu, choć nie zawsze jej się to udaje. Na przykład w temacie dzieci i słodyczy zdarzają się jej  - nazwijmy to delikatnie - chwile uniesień ;), ale ponieważ sama jestem mamą i prowadzę regularną walkę z ciociami i dziadkami, którzy zasypują moje dzieci słodyczami, po części rozumiem.

Reasumując, bardzo się cieszę, że ta książka trafiła w moje ręce. Co prawda nie nawróciłam się na zdrową żywność na tyle, by jeść tylko eko (uważam, że żadna skrajność nie jest dobra), ale zyskałam większą świadomość tego co jem i wiele rad wzięłam sobie do serca. Przetwory, pieczenie chleba czy domowy budyń nie są mi obce, więc będę po prostu kontynuowała to co robiłam do tej pory, wspierana wiedzą i pomysłami pani Bator.

1 komentarz:

  1. W sam raz dla mnie pozycja, wielkie dzięki za przedstawienie:) Zdrowe jedzenie z pewnością nie jest łatwe, ale z czasem człowiek nabiera wprawy. Oszczędza się na tym, czego się nie kupuje - na dżemach, wędlinach, słodyczach, choć przerób warzyw i owoców oraz woda potrzebna do ich mycia, są ogromne;) Na razie nie czuję żadnych oszczędności, mam wrażenie, że wprost przeciwnie. Ale mam nadzieję, że jakoś się to unormalizuje. W końcu każda rewolucja najpierw kosztuje:).
    Do droższych produktów eko na razie podchodzę z rezerwą, mam wrażenie, że to też jakiś chwyt marketingowy i jeśli mam do wyboru kaszę jaglaną zwykłą za niecałe 3 zł, to wybieram ją, a nie tę z certyfikatem za 6 zł....

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!