piątek, 25 lipca 2014

"Rodzina" Monika Jaruzelska

Śmieszna historia z tą książką, bo trafiła ona do mnie zupełnie niespodziewanie i to aż ze słonecznej Gran Canarii! W formie ebooka, oczywiście :). Nie wnikając w szczegóły, bardzo się ucieszyłam, ponieważ już od dawna chciałam sięgnąć po którąś z książek pani Jaruzelskiej, aby przekonać się na czym polega jej fenomen i tutaj muszę dodać, że moje zaopatrywania polityczne czy stosunek do śp. gen. Jaruzelskiego nie mają z tym absolutnie nic wspólnego. Jest to ciekawość czysto literacka.


" Z perspektywy czau widzę, że jak rodzina byliśmy trójką nieszczęśliwych, samotnych ludzi. Kiedy otaczali nas inni, czasem oddani, czasem pochlebczy, a czasem po prostu serdeczni, poczucie samotności na chwilę znikało. Dopiero w domu, gdy tylko na chwilę zamykały się za nami drzwi, czuło się jak bardzo jesteśmy osobni. Troje ludzi na trzech bezludnych wyspach."*


Przeczytałam z wielką ciekawością i było dokładnie tak jak przewidywałam  - autorka ma lekkie pióro i poczucie humoru, ale poza historią swojej rodziny, nie bardzo wie o czym pisać. Sama z resztą przyznaje, że nie wie czemu podpisała zgodę na wydanie drugiej książki, a jej zapiski można zakwalifikować jako grafomańskie. I dokładnie tak jest. Książkę czyta się przyjemnie, ale nie da się ukryć, że jest to niespójny zlepek luźnych wspomnień, pisany na fali sukcesu "Towarzyszki panienki".


Co mi się w tej książce podobało? Niewątpliwie szczerość autorki. Nie boi się powiedzieć, że i matka i ojciec jako rodzice totalnie nawalili, że nazwisko zawsze jej ciążyło i, że przez bardzo długi czas w ogóle nie mogła dojść ze sobą do ładu. Bez oporów opowiada o swoich lękach przed związkiem i dlaczego jest starą matką. Po ludzku przyznaje też jak ciężkie jest dla niej pogodzenie się ze starością, chorobami i  śmiercią rodziców - jacy by oni byli. Te fragmenty czyta się momentami ze ściśniętym gardłem.

A co w takim razie przeszkadzało? To, że z jednej strony autorka tak bardzo się użala na brak normalności, ciepła i porozumienia w domu rodzinnym, a z drugiej strony absolutnie nie widzi problemu w tym, żeby do późnych lat spijać śmietankę i czerpać profity z tego co dawała pozycja jej ojca. Niezliczone wyjazdy z generałem na spotkania z czołowymi politykami tego świata, reporterami i gwiazdami kina, herbatki w Belwederze (nawet kiedy sama już była matką, a więc w wieku ponad czterdziestu lat). Umówmy się... skoro nazwisko i historia tak mi ciążą, to odcinam się i obieram inny kierunek, a nie piszę książkę o tym jak mi źle, ale ile z tego mam.

Niemniej, cieszę się, że sięgnęłam po tę książę. Choć moim zdaniem pani Jaruzelska napisała "Rodzinę" ewidentnie pod publikę, to zawarła w niej kilka ważnych informacji, można nawet powiedzieć uniwersalnych prawd i zrobiła to w całkiem przyzwoitym stylu. Jeśli nadarzy się okazja, chętnie sięgnę po "Towarzyszkę panienkę" i przekonam się czy faktycznie jest znacznie lepsza od "Rodziny", jak to sugeruje większość czytelników na moich ulubionych portalach książkowych :)


* wypadałoby podać źródło cytatu, ale książkę czytałam jako ebooka, a na Kindlu nie ma numeracji stron, tylko postęp procentowy, a biorąc pod uwagę fakt, że każdy preferuje inne ustawienia czcionki, to podawanie "moich procentów" nie ma sensu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!