czwartek, 7 sierpnia 2014

"Swoją drogą" Tomek Michniewicz

Kiedy w 2011 roku przeczytałam pierwszą książkę Tomka Michniewicza, czyli "Samsarę" (TUTAJ moje wrażenia), wiedziałam, że z pewnością sięgnę po kolejne!

Co mnie tak urzekło w tym autorze? Przede wszystkim jego świeże spojrzenie na świat, szczerość oraz niesamowity dar obserwacji. Jestem wielką miłośniczką książek o podróżowaniu i uważam, że w chwili obecnej pan Tomek jest jednym z najlepiej rokujących autorów tego gatunku.

"Swoją drogą"również mnie nie zawiodła. Jest zupełnie inna niż "Samsara", ale nie mniej ciekawa. Przyznam, że mnie od samego początku urzekł pomysł autora na tę książkę.
  
"Zabiorę Cię w dowolne miejsce na świecie. 
Pod jednym warunkiem - decyzję, dokąd chcesz lecieć i po co, musisz podjąć już, w tej chwili."*

Słowa te usłyszały od autora 3 osoby:  Marcin, dawny kolega, kiedyś żądny przygód, dziś nudny księgowy, Marianna, piękna żona autora, która nie wyobraża sobie urlopu innego niż plaża i all inclusive oraz Andrzej, ojciec Tomka, który jest nieco despotycznym miłośnikiem bluesa. 
Spodziewać by się można było, że z wielkim entuzjazmem wyruszyli w drogę swego życia, po czym wrócili  pełni wrażeń  i uroczych zdjęć i żyli długo i szczęśliwie, jednak prawda jest nieco inna.

Dla każdej z tych osób podjęcie decyzji o wyjeździe wiązało się z wielkim wyzwaniem i zmierzeniem się z własnymi demonami. W przypadku Marcina było to zburzenie ładu panującego w jego życiu od lat i porzucenie biura na rzecz amazońskiej dżungli, Marianna - kobieta niezależna i znająca własną wartość - podjęła próbę zrozumienia roli kobiet w świecie islamu na przykładzie  Arabii Saudyjskiej, natomiast Andrzej, marzący całe życie o zagraniu na swojej gitarze w prawdziwej bluesowej spelunce przekonał się po wyprawie do Stanów, że nie wszystko złoto, co się świeci. Nie można też zapomnieć o autorze, który zabierając swoich bliskich w te wszystkie podróże został skonfrontowany z nieco inną stroną ich osobowości, przez co i ich wzajemne stosunki siłą rzeczy uległy pewnej zmianie.
 
Kolejnym ważnym, o ile nie najważniejszym aspektem tej książki jest to, że dzięki niej uświadamiamy sobie jak bardzo ograniczeni jesteśmy we własnych osądach. Wychowani po europejsku wszystko mierzymy swoją miarą i ślepo wierzymy w to, że tak jest najlepiej. I nawet nie trzeba jechać do USA, Arabii Saudyjskiej czy w amazońską dżunglę, aby się o tym przekonać.

"Przyjechaliśmy tu, przywożąć swoje przyzwyczajenia, nieświadomie oczekujemy znanych nam dobrze schematów. Gdy świat działa na innych zasadach, frustrujemy się, męczymy. Wystarczyło się dostroić, zaakceptować ten inny porządek. Okazało się, że jest logiczny i poukładany, tylko inaczej. Ale nie jest głupi, bezsensowny. Jest inny."**

W pełni zgadzam się z autorem, że karmieni medialną papką nie zadajemy sobie zbyt wiele trudu, aby choć część informacji zweryfikować, przez co ilość naszych lęków i uprzedzeń ciągle wzrasta, niszcząć tym samym chęć poznawania świata.

Reasumując... książka drogi jest od jakiegoś czasu bardzo popularnym gatunkiem, jednak w większości przypadków autorzy nie silą się na oryginalność. Ot, znowu w życiu mi nie wyszło, więc ruszam na poszukiwanie szczęścia gdzieś indziej. U pana Michniewicza jest jednak inaczej. Tutaj każdy z bohaterów ma swój  poukładany światek, a autor chciałby nim trochę potrząsnąć i uzmysłowić, że czasem warto spojrzeć na pewne sprawy z innej strony. Myślę, że w dużej mierze mu się to udało, choć wydaje mi się również, że i on sam był nieco zaskoczony efektem końcowym. Czy w pozytywnym czy w negatywnym sensie, tego Wam już nie zdradzę, tylko odeślę do lektury.

Książkę z czystym sumieniem polecam i uważam, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Jest to nie tylko ciekawy reportaż, ale również wspaniała lekcja tolerancji i  to zarówno tej w stosunku do najbliższych nam ludzi, jak i odległych i obcych kultur.





* "Swoj drogą", Michniewicz Tomek, wyd. OTWARTE, Kraków 2014, str. 45

** tamże, str. 206

 Książkę zaliczam do wyzwania "Reportesrkim okiem"