poniedziałek, 15 września 2014

Urlopowe czytanie

Na mój tegoroczny urlop zabrałam ze sobą 4 książki - dwie do przeczytania na pewno, dwie na zapas. I wiecie co? Te, na które nastawiłam się najmocniej i które moim zdaniem miały największe szanse mnie zachwycić, okazały się średnie lub nawet kiepskie, natomiast od tych rezerwowych nie mogłam się wręcz oderwać... Dobrze być książkoholikiem i zawsze mieć jakiś plan B ;)

Książką, która okazała się największym rozczarowaniem był Jonathan Carroll i jego "Oko dnia". O tej książce nie będę się rozpisywać, bo i nie ma o czym. Jest to zbiór ulubionych cytatów, tudzież luźnych przemyśleń autora, które w zamyśle miały być głębokie, a okazały się chaotycznym zbiorkiem wyrwanych z kontekstu tekstów, które nic nie wnoszą do życia czytelnika. Tak jak lubię tego autora, tak tym razem mówię stanowcze nie.

Czas na książkę numer dwa, czyli "Podróż do miasta świateł. Rose de Vallenord" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk. Zaczęłam ją czytać jeszcze przed urlopem i choć nie skradła ona mojego serca tak jak część poprzednia, to postanowiłam dać jej szansę. Niestety to pierwsze wrażenie okazało się trafne i już do końca obyło się bez uniesień. Niby wszystko było tak jak być powinno, bo - jak zwykle u tej autorki - powieść dopracowana w każdym szczególe, a bohaterowie ciekawi, ale jednak zabrakło tego nieopisanego "czegoś". Do tej pory każdą książkę pani Gutowskiej-Adamczyk pochłaniałam w mgnieniu oka i polecałam w ciemno każdemu, teraz jednak nieco się wymęczyłam przy czytaniu i uważam, że książka była pisana raczej siłą rozpędu, aniżeli z potrzeby serca. Bez urazy dla autorki, ale moim zdaniem czas na małą przerwę i nowy projekt.

Natomiast całkiem niespodziewanie spodobało mi się "W imię miłości"Katarzyny Michalak. Nie sądziłam, że w ogóle po nią sięgnę, bo to raczej nie moje klimaty, a do tego bardzo zraziłam się do autorki po "Ogrodzie Kamili" (jak dotąd była to jedyna książka tej autorki, którą miałam w ręku, a zarazem chyba najgorsza jaką czytałam w ostatnich miesiącach), jednak gorąca zachęta ze strony mamy i bratowej zrobiły swoje. Sięgnęłam więc po nią i... od pierwszej strony przepadłam.  Owszem, historia z cyklu tych nieco naciąganych, ale za to przejmująca, ciekawie napisana i - tu wielkie brawa dla autorki - z fajnym zakończeniem. Myślę, że dam jeszcze szansę pani Michalak, choć zupełnie nie wiem po którą książkę powinnam teraz sięgnąć. Może coś polecicie?

Na koniec urlopowo - ksiązkowy creme de la creme, czyli "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" Jonasa Jonassona. Dużo teraz nie napiszę, bo chcę poświęcić tej książce osobną recenzję, ale okazała się ona totalnym zaskoczeniem i już dawno się tak nie uśmiałam (w głos!) jak podczas czytania tejże pozycji. Nie dość, że zabawna, to jeszcze mądra i to w taki fajny, niewymuszony sposób. Nawet nie wiedziałam jak bardzo brakuje mi takich lektur!


I to tyle z mojego wakacyjnego czytania. Plan wykonany w 100%, więc czas na nowe książkowe wyzwania, ale o tym to już w kolejnym wpisie...

Życzę Wam miłego tygodnia, a sama lecę nadrabiać zaległości na Waszych blogach, bo strasznie dużo się tego nazbierało podczas mojej nieobecności. Widać, że też nie próżnowaliście :)

Uściski!

Magota

6 komentarzy:

  1. Podziwiam, że znajdujesz czas na książki i na pisanie o nich! Ja na urlopie nawet "Twojego Stylu" nie dałam rady przeczytać, bo cały czas ktoś coś ode mnie chciał... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, znam to! Ja na ten docelowy wyjazd kupiłam sobie jedną gazetę (bodajże "Pani") i do tej pory nie skończyłam, bo tyle się działo, że nie było czasu na czytanie :) Natomiast co do książek, to większość przeczytałam nie tyle na samym wyjeździe, co w drodze i podczas pobytu u rodziców, kiedy to ciocie i dziadkowie cieszyli się dziećmi ;)

      Usuń
  2. Cieszę się, że podobał Ci się "Stulatek" i czekam na dłuższą recenzję. Czytałam o tej książce różne opinie - mój egzemplarz czeka na półce i zamierzam jesienią po niego sięgnąć.
    Czas wyrobić sobie własne zdanie :)

    A relacja z urlopu (choćby w skrócie) będzie?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Agussiek, chętnie! Nie sądziłam, że ten temat kogoś zainteresuje, więc nie pisałam, ale skoro o tym wspominasz, to z przyjemnością zrobię małą relację z urlopu :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też się to ciągle przytrafia: książki, które, jak sądzę, powinny mi się bardzo spodobać, rozczarowują, a pozycje rezerwowe, jak je nazwałaś, zachwycają. ;) Jesteś kolejną osobą, która chwali "Stulatka...", poczekam jeszcze na zapowiedzianą osobną recenzję, ale czuję, że będę musiała sięgnąć po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem te kilka słów, jak w przypadku opinii o "Stulatku..." mówi więcej o książce niż cała recenzja. Od razu widać, że książka przyniosła Ci radość i odprężenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!