piątek, 10 października 2014

"Jeżynowa zima" Sarah Jio

Przyznam, że do niedawna brakowało w mojej biblioteczce książek z zakresu - szeroko pojętej - literatury kobiecej. Nie dlatego, żebym ich nie czytała, ale zawsze było mi szkoda pieniędzy na jednorazowe czytadło i wolałam inwestować w książki porządne, nieco bardziej ambitne, a przede wszystkim takie do których kiedyś chętnie będę wracać. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że w pewnym momencie zaczęło brakować mi małych, poręcznych i lekkich w treści książek, które spokojnie mogę zabrać ze sobą na spacer, do autobusu czy wizytę u lekarza. Takich, które bez żalu mogę odłożyć na bok i wrócić do nich przy kolejnym wyjściu. Tym sposobem zaczęłam od jakiegoś czasu nabywać kieszonkowe wydania Schmitta, Evansa, Ahern itd., bo na ogół nie kosztują one więcej niż 10 zł i są miłym urozmaiceniem po książce cięższego kalibru.Wilk syty i owca cała :)



Ostatnio sięgnęłam właśnie po jedną z tych książek, a była to"Jeżynowa zima" Sary Jio. Czytałam już kiedyś jedną książkę tej autorki i choć "Marcowe fiołki" nie powaliły mnie wtedy na kolana, tak tym razem się nie rozczarowałam.

Główna bohaterka, Claire jest dziennikarką i żoną Ethana. W wyniku pewnych tragicznych wydarzeń jej życie traci sens, co w znaczny sposób odbija się na jej małżeństwie i pracy. Brak jej chęci i motywacji do działania, a niespodziewany atak zimy, tylko pogarsza jej nastrój. Jednak to, co początkowo zdaje się być kolejnym utrapieniem, staje się punktem zwrotnym w jej życiu. Claire dostaje zlecenie napisania artykułu o anomaliach pogodowych, przez co przypadkiem natrafia na poruszającą historię chłopca, Daniela, który zaginął w tajemniczych okolicznościach kilkadziesiąt lat wcześniej, również podczas takiej niespodziewanej, majowej śnieżycy. Historia ta nie daje Claire spokoju, więc postanawia ona rozwikłać tę tajemnicę. Od tego momentu zaczynamy śledzić już nie tylko losy Claire, ale i Very, matki Daniela, przenosząc się do 1933 roku....


Wielokrotnie już wspominałam, że ja wprost uwielbiam książki, których akcja toczy się dwutorowo. Uważam, że takie poprowodzenie akcji na ogół działa na wielki plus książki i sprawia, że czytelnik ciągle czuje niedosyt, bo jak w jednej historii się coś wyjaśni, to druga zaczyna się dla odmiany komplikować. Tym sposobem nie możemy się oderwać od lektury i tak właśnie było tym razem.

Zarówno jedna, jak i druga bohaterka są kobietami z krwi i kości. Kochają, tęsknią ale też błądzą i popełniają błędy. Zarówno jedna, jak i druga oddałyby też życie za swoje dziecko i to jest właśnie centralnym punktem tej powieści. Siła miłości i wybaczania pokazana jest w "Jeżynowej zimie" z różnych perspektyw, przez co historia jest ciekawa i momentami bardzo wzruszająca. Owszem, jest to typ powieści "ku pokrzepieniu serc", jednak nie wieje od niej przy tym tanią ckliwością, przez co lektura jest bardzo przyjemna.

Moim zdaniem "Jeżynowa zima" spodoba się większości z nas.  Znajdziemy tu wszystko, co powieść tego typu powinna w sobie zawierać - fascynującą historię, tajemnicę, przyjemny styl, a do tego zaskakujące zakończenie. Jednym słowem: polecam!

4 komentarze:

  1. Czytałam "Marcowe fiołki" tej autorki i bardzo mi się podobały. "Jeżynową zimę" posiadam, więc na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Mam nadzieję, że się spodoba :) U mnie jest tak, że dana książka albo tarfi na swój czas, albo czytam ją trochę na siłę. "Marcowe fiołki" trafiy do mnie niestety w nieco mniej "romantycznym" okresie, przez co nie do końca do mnie przemówiły, ale "Jeżynowa zima" już jak najbardziej :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jestem w trakcie czytania i chwilowo bardzo mi się podoba, zobaczymy co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem :) Jako, że śledzę Twojego bloga, to na pewno prędzej czy później trafię na tę recenzję :) Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!