sobota, 17 stycznia 2015

"Taka zabawna historia" Krzysztof Kowalewski w rozmowie z Juliuszem Ćwieluchem

O książce tej usłyszałam po raz pierwszy w audycji Polskiego Radia pt.: "Trójkowy Znak Jakości" i po wysłuchaniu kilku fragmentów wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Po pierwsze dlatego, że lubię czytać o interesujących ludziach, a na takiego pan Kowalewski wygląda, po drugie, ponieważ jeszcze nigdy nie zawiodłam się na poleceniach pana Nogasia (trójkowy specjalista od książek), a po trzecie... bo zafascynowało mnie zdjęcie z okładki. Uważam, że jest to fantastyczny portret, który wiele wyraża i obiecuje. Czy książka zatem spełniła moje oczekiwania?


Do tej pory kojarzyłam pana Kowalewskiego - jak i pewnie większość z Was - głównie z ról zagranych w filmach Barei, jako radiowego Sułka, ewentualnie jako Zagłobę w filmowej wersji "Ogniem i mieczem" w reżyserii Jerzego Hoffmana. Takie też miałam wyobrażenie o nim, jako osobie prywatnej - zabawny, nieco rubaszny, który lekkim krokiem idzie przez życie.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy już na pierwszych stronach książki pojawiają się historie mrożące krew w żyłach. Są to opowieści o dzieciństwie, które przypada na czas wojny i zostawia w głowie makabryczne sceny, o życiu w cieniu żydowskiego pochodzenia (a o tym, że jest Żydem pan Kowalewski dowiaduje się dopiero jako 7 - latek i to dzień po kieleckim Pogromie Żydów z którego cudem uchodzi cało) oraz o młodości, spędzonej w zburzonej Warszawie

Jednak myli się ten, kto myśli, że będą to ckliwe historie opowiadane ze łzami w oczach, którymi pan Kowalewski chce wzbudzić współczucie czytelników. Wręcz przeciwnie. Pan Krzysztof widzi siebie bardziej jako obserwatora, aniżeli uczestnika tych wszystkich scen i nie tyle go one bolą, co zawstydzają, przez co pan Krzysztof co rusz stara się zmieniać temat i naprowadzić rozmowę na te jaśniejsze aspekty swojego życia.

Jednym z takich apsektów jest niewątpliwie jego kariera. Nie będę tu wypisywała jego dokonań, bo to każdy łatwo może sprawdzić sam, ale jako ciekawostkę napiszę, że droga zawodowa, którą podążył była wynikiem zbiegów okoliczności i dziełem przypadku, a zarazem braku pomysłu na inną pracę. Szybko się jednak okazuje, że był to bardzo trafny wybór i choć aktor, jak do tej pory, nie otrzymał jeszcze w swoim życiu roli nad wyraz wybitnej czy choćby nawet mniej wybitnej, ale pierwszoplanowej, to nie sposób doszukać się u niego żalu czy frustracji. Wręcz przeciwnie, cieszy się ze swojego dorobku, czerpie pełnymi garściami z tego, co daje mu los i z rozbrajającą szczerością przyznaje: "Nie mówię, że sukces mnie nie łaskocze, ale wielki sukces załaskotałby mnie na śmierć."*

Ostatnie rozdziały książki poświęcone są jego rodzinie. Tej w której wyrastał i tej, którą sam założył... raz, drugi i trzeci. Ta droga również nie była usłana różami, a Pan Krzysztof długo nie mógł odnaleźć swojego szczęścia. W jego życiu uczuciowym było wiele zawirowań i trudnych decyzji, co z pewnością rzutuje na to, jakim człowiekiem jest obecnie. A jest bardzo zachowawczy, ostrożny w osądach i woli zostawić pewne kwestie niedopowiedziane, niż powiedzieć o nich za dużo.

To jest właśnie coś, co mnie najbardziej zachwyciło zarówno w panu Kowalewskim, jak i prowadzącym rozmowę, panem Juliuszem Ćwieluchem. Zarówno jeden, jak i drugi wykazali się wielką klasą, wiedząc kiedy rozmowę kończyć i nie brnąć w wątki, które mogłyby być dla kogokolwiek szkodliwe czy nieprzyjemne. Tak więc mimo tego, że książka jest bardzo szczerym zapisem, odnośnie życia aktora i obok wspomnień o osobach bliskich jego sercu, nie brak tu też opowieści o ludziach, którzy go skrzywdzili, to jednak nie mamy poczucia publicznego prania brudów i dokonywania aktu zemsty na kimkolwiek. Mnie to bardzo ujęło, bo znam wiele przypadków, kiedy Znany i Lubiany powiedział o parę słów za dużo, pozostawiając wielki niesmak...

Reasumując, książkę z całego serca polecam. Wcale nie trzeba być wielkim fanem aktora, aby przeczytać ją jednym tchem. Oprócz tego, że sam pan Kowalewski jest przysympatycznym człowiekiem, który ma wiele do powiedzenia, to znajdziemy jeszcze w "Takiej zabawnej historii" wiele ciekawostek i anegdot odnośnie tego co się działo za kulisami kręcenia filmów i wystawiania sztuk w czasach ciężkiego komunizmu i absurdalnego PRLu, co też jest niewątpliwym plusem tej książki. Jeżeli dodamy do tego jeszcze liczne fotografie, wychodzi nam idealna książka na szary, zimowy wieczór.


* "Taka zabawna historia" Krzysztof Kowalewski w rozmowie z Juliuszem Ćwieluchem, wydawnictwo Wielka Litera, 2014, str. 264

1 komentarz:

Dziękuję za poświęcony mi czas!