czwartek, 26 lutego 2015

"Białe. Zimna wyspa Spitsbergen" Ilona Wiśniewska


„Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”, to idealna lektura na mroźne, zimowe wieczory. Dzięki niej przekonamy się, że „zimno” jest pojęciem bardzo względnym oraz dowiemy czym jest bielszy odcień bieli.

Białe może być jak czarne. Pozbawia szczegółów. Za mocne światło boli, rozchwiewa nie mniej niż jego brak.



Spitsbergen to przepiękna, choć mało sprzyjająca człowiekowi wyspa, położona w archipelagu Svalbard (Norwegia). Jest to największa norweska wyspa, a zarazem najbardziej wysunięta na północ osada ludzka. Populacja wynosi tutaj około 2.500 mieszkańców, a niedźwiedzi polarnych jest tu jakieś pół tysiąca więcej. I jest to taki typ miejsca, które albo się odrazu pokocha albo znienawidzi na zawsze.

Łatwo tu zapomnieć, że świat jest gdzie indziej. 
źródło

Autorka przybywa na tę wyspę po raz pierwszy w 2009 roku. Jest na tyle zafascynowana tym miejscem, że jakiś czas później przyjeżdża ponownie, z tą różnicą, że zostaje tu nie na kilka dni, ale na kilka miesięcy. Wtapia się w to miejsce, asymiluje, a nam za pomocą tej książki uchyla rąbka tajemnicy i opowiada jak tam naprawdę jest.

A jest interesująco, bo trzeba przyznać, że wyspę tę zamieszkują bardzo specyficzni ludzie. Choć tworzą oni bardzo zżytą grupę (inaczej by nie przetrwali), to jednak przyjaźnią tego nazwać nie można i relacje między nimi są tak samo ciekawe, jak i miejsce w którym przyszło im żyć. Zapewne wynika to z tego, że na społeczość Spitsbergenu składa się barwna mieszanka obywateli ponad 50 krajów (m.in. Tajowie, Meksykanie, Polacy czy Rosjanie), których różni praktycznie wszystko – od pochodzenia i kultury, przez wiek i doświadczenie życiowe, po mentalność i status społeczny. Ale jest też i wspólny mianownik w postaci niesamowitych zdolności adaptacyjnych oraz głębokiej wiary w to, że nie ma dla nich bardziej odpowiedniego miejsca na ziemi.
 
Ciemność nie jest problemem. Problemem jest samotność w ciemności.
źródło
Choć na lodowiec rokrocznie przyjeżdża spora grupa ludzi, to pozostają tylko najsilniejsi i najbardziej wytrwali. Przyczyną tego jest fakt, że wszystkie biologiczne funkcje człowieka zostają tu brutalnie zakłócone i albo pławimy się w egispskich ciemności, podczas trwającej sześć miesięcy nocy polarnej, albo przez kolejne pół roku oślepia nas słońce i to przez pełne 24h na dobę... Tak więc nie tylko łatwo się pogubić w tym jaki jest dzień miesiąca czy która godzina, ale do tego stale trzeba się pilnować i robić wiele dziwnych rzeczy aby pozostać przy zdrowych zmysłach. Jakie są to rzeczy? Jak sobie radzić ze sobą samym? Odpowiedzi oczywiście znajdziemy w książce.

Przyznać trzeba, że autorka świetnie oddaje klimat tego miejsca. Począwszy od historii ludzi, którzy tam mieszkają, przez opisy przyrody i ciekawostki historyczne, po zaskakujące reakcje jej własnej psychiki i organizmu na warunki tak odmienne od tych, w których wyrastała.


Jednak książka Wiśniewskiej to nie tylko reportaż na który składa się opis kolorytu lokalnego Spitsbergenu. Jest to również opowieść o dorastaniu do pewnych decyzji, poszukiwaniu siebie oraz bardzo wysokiej cenie, jaką czasem trzeba zapłacić za komfort życia po swojemu, zwłaszcza tak daleko od cywilizacji. Podczas lektury dowiadujemy się więc nie tylko czegoś nowego o tym - jakby nie patrzeć - nieco abstrakcyjnym miejscu, ale siłą rzeczy i o sobie samym, bo nie sposób uciec od pytań jakie są nasze własne granice wytrzymałości i na ile nas by było stać w pewnych sytuacjach.

Reasumując, uważam, że jest to szalenie ciekawa i godna uwagi pozycja, której jedynym mankamentem jest brak jakichkolwiek fotografii. W przypadku reportażu jest to moim zdaniem dość istona kwestia, co nie zmienia faktu, że i tak warto po "Białe" sięgnąć!
źródło
 







1 komentarz:

  1. No to hop, biore sie za to! w ramach przygotowania do zimy ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!