piątek, 20 marca 2015

Film czy książka? #1 --> Akademia Wampirów

O tym, że książki są na ogół znacznie lepsze niż film, nikogo nie trzeba przekonywać, jednak warto pamiętać o tym, że nie każdy film oparty na książce jest jej ekranizacją (wiernym przeniesieniem), a jedynie jej adaptacją (przeróbką na potrzeby własne).

Niestety  często wpadamy w pułapkę tej terminologii i stąd wielkie rozczarowanie po obejrzeniu filmu od którego oczekiwaliśmy wiele, a w którym otrzymaliśmy jedynie zlepek kilku wątków, spojonych ze sobą wizją reżysera, która na ogół niewiele ma wspólnego z tym co przeczytaliśmy w książce. Przykład, który wybrałam na dzisiaj jest idealnym tego przykładem.

Po "Akademię Wampirów" Richelle Mead sięgnęłam za sprawą zachwytów Anity z Book Reviews by Anita i pisałam już o niej TUTAJ. Tym, którzy tamtej recenzji nie czytali przypomnę, że po rozczarowaniu jakim była dla mnie saga "Zmierzch" dałam sobie spokój z klimatami tego typu, ale dzięki Anicie zrobiłam jednak kolejne podejście i  tym razem historia szalenie mnie wciągnęła, co z resztą widać na zdjęciu poniżej, bo na pierwszej części się nie skończyło.


Stąd też z wielką ochotą sięgnęłam po film i ... był on tak fatalny, że trafił do ścisłej czołówki najbardziej beznadziejnych filmów, jakie obejrzałam w swoim życiu.

1. Bohaterowie

Głównymi bohaterami pierwszej części są Rose, Dimitr i Lissa. W filmie w te role wcielili się: Zoey Deutch (siedzi pierwsza po lewej, Danila Kozlowsky (stoi pierwszy po prawej) i Lucky Fry (siedzi po prawej).

źródło

Dramat! Nie wiem kto był odpowiedzialny za castingi do tego filmu, ale powinni go ukarać. Jedyna Rose w miarę podołała zadaniu, a reszta nie dość, że wyglądała fatalnie, to jeszcze grała tak, że płakać się chciało. Największym rozczarowaniem jak dla mnie był Dimitr. W książce postać cudownie tajemnicza i pełna uroku, tu... nijaki, drętwy i zupełnie bez polotu, co oczywiście miało wielki wpływ na odbiór wątku romansowego w tym filmie.

2. Fabuła

To, co wyróżnia książkę Richelle Mead spośród wielu innych tego typu, to oryginalność i szalenie wciągająca, a zarazem sprawnie skonstruowana fabuła. Tak więc Mark Waters, który jest reżyserem filmu miał wielkie pole do popisu. Jednak stanowczo nie podołał. Stworzył film straszliwie chaotyczny, głupawy i z bardzo ciekawej książkowej fabuły zrobił najzwyklejszą w świecie sieczkę. Zapewne celowo poszedł w stronę komedii dla nastolatków, aby zyskać większe grono odbiorców, ale dodając te swoje dziwne gagi pokaleczył jedynie całą historię i w pewnym momencie z filmu zrobił się pastiż.

3. Klimat

Klimat tego filmu był równie porywający, co mój zapał do sobotnich porządków... Nieprzekonująca gra aktorska, drętwe dialogi, kiepski scenariusz i jeszcze gorsze efekty. Moim zdaniem całkowicie zmarnowany potencjał! Jestem pewna, że gdyby za ten film wzięli się twórcy takiego "Zmierzchu" czy "Harrego Pottera", to okazałby się on prawdziwym strzałem w dziesiątkę, a tak wyszła ciężkostrawna papka. Jestem stanowczo na nie!

W tym starciu bez wątpienia wygrywa książka. Film szczerze odradzam.


4 komentarze:

  1. Mnie nawet Zmierzch wciągnął, choć gdy przeczytałam opis z okładki, to wydawało mi się, że to całkiem nie dla mnie - zupełnie mnie nie kręci taka tematyka. Ale byłam ciekawa o co ten cały szum, no i zupełnie nieoczekiwanie nawet dla samej siebie się wciągnęłam. Teraz lubię historie o wampirach:-) Może więc i po Akademię sięgnę.
    Ale filmy w tym gatunku gorzej wypadają. Choć np. Uderworld bardzo mi się podobał, ale to akurat chyba nie było na podstawie żadnej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój problem ze Zmierzchem był chyba taki, że zaczęłam od filmu, który strasznie mnie wynudził i po książce spodziewałam się później fajerwerków :) Dzięki za podpowiedź z Underworld. Nie znałam, ale chętnie obejrzę!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, szkoda, że usunęłaś komentarz, bo był bardzo trafny. Zgadzam się w pełni z tym co napisałaś :)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!