wtorek, 28 kwietnia 2015

Książkowe podsumowanie kwietnia i plany na maj 2015

Koniec miesiąca zbliża się wielkimi krokami, więc czas na małe czytelnicze podsumowanie.

W kwietniu, podobnie jak i w maju przeczytałam 6 książek. Zaczęłam od kryminału w postaci "Pochłaniacza" Katarzyny Bondy, następnie był przeuroczy "Czik" Wolganga Herrndorfa, bardzo wzruszające"Służące" Kathryn Stockett, magiczne "Opowieści z miasta wdów" Jamesa Canona, dający do myślenia "Minimalizm po polsku" Anny Mularczyk - Meyer, a przysłowiową wisienką na torcie okazał się "Kolor purpury" Alice Walker.



Każda z tych książek była szalenie ciekawa i z przyjemnością napiszę o nich coś więcej, jednak najlepszą pozycją, bez dwóch zdań, okazał się "Kolor purpury" i tę książkę wybrałam jako Książkę Miesiąca, a więc od niej zacznę recenzowanie powyższego stosiku.


Jeśli chodzi o bloga, to w tym miesiącu ukazało się 11 wpisów:

- 3 wpisy z serii 'Podlinkowani', gdzie polecam inne blogi/recenzje (#1 Podlinkowani, #2 Podlinkowani, #3 Podlinkowani).
- post w którym zachęcałam do udziału w 20. edycji Portu Literackiego we Wrocławiu
- wpis o najciekawszych, moim zdaniem, premierach kwietniowych
- zaproszenie do organizowanego przeze mnie rozdania z okazji Międzynarodowego Dnia Książki

Tak więc działo się dużo. Jednak, to co zawsze cieszy mnie najbardziej, to wasze przemiłe słowa i komentarze w wiadomościach prywatnych, tutaj czy na facebooku oraz kolejne polubienia. Dziękuję, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że nadal będziemy się razem świetnie bawić!

Co do planów na maj, to w chwili obecnej są one dość ogólne. Po pierwsze będę trzymała kciuki, aby artykuł, który napisałam dla polonijnego magazynu Moje Miasto spotkał się z ciepłym odbiorem (oczywiście opublikuję go również tutaj), po drugie chciałabym zacząć ten miesąc od recenzenckiej książki od Wydawnictwa Znak i podzielenia się z Wami wrażeniami zarówno po niej, jak i po książkach o których wspominałam wyżej,  a na koniec mam w planie rozkoszowanie się licznymi lekturami, które czekają na mój odbiór u rodziców. Przy okazji ostrzegam, że majowe stosisko będzie ogromne! Nie dość, że skorzystałam z kilku promocji, to jeszcze licytowałam na allegro, a ponad to wiem, że otrzymam kilka książkowych prezentów i przywiozę też kilka książek z biblioteczki w domu rodzinnym. Tak więc będzie co pokazywać i czytać :)

Tymczasem serdecznie Was pozdrawiam i do usłyszenia!

Magota

niedziela, 26 kwietnia 2015

#3 Podlinkowani

...czyli zapraszam do zapoznania się z wpisami i video recenzjami, które najbardziej mnie zaciekawiły w minionym tygodniu. Może i Wam coś wpadnie w oko?



Do poczytania

garść recenzji:

U Kingi  z "Przeczytane...Napisane..." „Noc przed festynem” – Saša Stanišica
Dzięki Chabrowej dowiedziałam się, że Nora Roberts pisze też kryminały. Na jej blogu recenzja "Śmierć o Tobie pamięta"
Coraz bardziej ciekawi mnie "Zakon Mimów" Samanty Shannon. Tym razem recenzja u Pożeracza słów. 
"Harry Angel" Williama Hjortsberga też kusi. Zwłaszcza po wpisie Olgi z Wielkiego Buka
A na Przestrzeniach Tekstu bardzo poruszająca recenzja "Biesłanu" Zbigniewa Pawlaka i Jerzego A. Wlazło

U źródeł, czyli do poczytania u pisarzy bądź na stronach związanych z literaturą:
O Stanisławie i Marii Witkiewiczach pisze Agnieszka Wojdowicz
Na stronie Czytajmy Polskich Autorów kilka ciekawych nowości
Instytut książki co tydzień wybiera jedną książkę wartą przeczytania i warto tam zajrzeć

Do obejrzenia

Aga z Czytam sobie szczerze o "Kasacji" Remigiusza Mroza 
Paulina Pizorska opowiada o książce "Chę żyć" nieco kontrowersyjnego Michała Piróga
Mag z "Kącika z książkami" relacjonuje pierwszy dzień Portu Literackiego 
Tomasz czyta relacjonuje Targi Książki w Białymstoku

I jak? Coś Was zaciekawiło?


czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdanie z okazji Światowego Dnia Książki

    Z okazji Światwego Dnia Książki przygotowałam dla Was małą niespodziankę.

    Do rozlosowania jest zestaw ze zdjęcia poniżej, a więc cudowna książka Kate Morton pt.: "Zapomniany ogród" oraz bardzo praktyczny notatnik Pukka Pad.

    Wszystko co trzeba zrobić, to wyrazić chęć udziału w losowaniu w komentarzu poniżej, a osoby posiadające własne strony proszone są o udostępnienie informacji o konkursie u siebie.

    Zgłoszenia przyjmowane są przez tydzień, a więc do 30.04.2015 do godziny 24:00, a 1.05.2015 ogłoszę zwycięzcę.

    Zapraszam i życzę powodzenia!

środa, 22 kwietnia 2015

"love, rosie" Cecelia Ahern

Zacznę może od tego, że wielu mylnie uważa, iż "love, rosie" jest najnowszą książką Cecelii Ahern. Nieprawda. Jest to druga (z dziesięciu) po "P.S. Kocham Cię" książka w dorobku tej autorki, ale wcześniej zatytułowana ona była "Na końcu tęczy". Widocznie w ostatnich latach stwierdzono jednak, że jest to tyuł zbyt banalny i wprowadzono nowy i bardziej amerykański, dodając przy tym nową szatę graficzną i... nową cenę (wydanie po lewej 9zł, wydanie po prawej 35zł).



Głównymi bohaterami książki są Rosie i Alex, dwójka przyjaciół, która zna się od kołyski i niejedno już ze sobą przeżyła. Wydaje im się, że nic nie jest w stanie ich rozdzielić, jednak pewnego dnia stają przed smutnym faktem, jakim jest przeprowadzka rodziny Alexa z Irlandii do Stanów. Jak to nastolatkowie obiecują sobie (i głęboko w to wierzą), że ich relacje w żaden sposób na tym nie ucierpią, ale życie ma to do siebie, że nic nie można zaplanować i ich chwilowa rozłąka okaże się szalenie długą drogą, a do tego prawdziwym testem ich wzajemnego przywiązania.

Wydawać by się mogło, że jest to historia nudna i banalna, a do tego traktująca o nastolatkach, a więc przeznaczona dla młodszej grupy odbiorców, ale nic bardziej mylnego. Choć puktem wyjścia są tu faktycznie bardzo młodzi ludzie, to na kartach tej książki śledzimy ich losy na przestrzeni kolejnych trzydziestu lat, dzięki czemu niejako dojrzewamy razem z nimi i bacznie śledzimy wszystkie zmiany zachodzące w ich życiu oraz oczywiście w ich wzajemnych relacjach. A dzieje się bardzo dużo.

To co z pewnością wyróżnia tę książkę spośród innych, to sposób w jaki została napisana. Nie mamy tu typowego narratora, a całą historię śledzimy czytając korespondencję między naszymi bohaterami. Początkowo są to liściki w szkolnej ławce, później listy klasyczne, messangery, zaproszenia na różne ważne okazje, SMSy itd. Mnie akurat ten epistolarny styl bardzo przypadł do gustu, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to coś, co polubi każdy, w związku z czym proponuję przed zakupem dobrze się zastanowić czy to coś dla nas.

Do kolejnych plusów tej książki zaliczyłabym szybki rozwój sytuacji oraz pełen humoru i ciętej riposty język. To jest dokładnie to, za co cenię panią Ahern. Praktycznie w każdej jej książce znajduję ciekawą historię, która ma tego przysłowiowego pazura i napisana jest w lekkim, choć niebanalnym stylu. "Love, Rosie", tudzież "Na końcu tęczy" też mnie w tej kwestii nie rozczarowała.

Było o plusach, czas na minusy. W zasadzie to jest tylko jedna kwestia, która nieco mi przeszkadzała, mianowicie chaos jaki niekiedy panował w tej wymianie zdań. Wyglądało to tak, jakby autorka od czasu do czasu próbowała zmieścić maksimum informacji w minimum użytych słów, przez co nie do końca byłam w stanie nadążyć za naszymi bohaterami. Na szczęście kilka stron dalej wszytsko w ten czy inny sposób się wyjaśniało, więc spokojnie można na to przymknąć oko.

Reasumując, mi "Love, Rosie" bardzo przypadło do gustu i ja ze swojej strony ją polecam. Owszem, nie jest to typ książki, która na lata zapadnie w pamięć i serce, ale taki typ na wspomnienie którego ciepło nam się robi koło tego serca i automatycznie zaczynamy się zastanawiać czy autorka nie wydała przypadkiem czegoś nowego, bo chętnie byśmy przeczytali coś w podobnym klimacie.

niedziela, 19 kwietnia 2015

#2 Podlinkowani

...czyli zapraszam do zapoznania się z wpisami i video recenzjami, które najbardziej mnie zaciekawiły w minionym tygodniu. Może i Wam coś wpadnie w oko?




Do poczytania
Garść recenzji

Krótko, ale ciekawie o 3 interesujących książkach z zakresu współczesnej literatury amerykańskiej u Łyżka gustu, garść dobrego smaku, szczypta kultury
O "Królowej Tearlingu" Eriki Johansen opowiada Abigail z Wyznań Książkoholiczki
Kasiek z bloga Z pasją o dobrych książkach recenzuje książkę "Maria i Paul. Miłość geniuszy" Macieja Karpińskiego
 U Kreatywy o "Kobietach Kossaków" Joanny Jurgały - Jureczki
Bujaczek opowiada o wrażeniach po lekturze "Na zakręcie" Katarzyny Michalak
U Milki "Kości" Marka Billinghama

U źródeł, czyli do poczytania u pisarzy

Bardzo klimatyczny wpis o Secesji w Wiedniu u Agnieszki Wojdowicz

Małgorzata Kalicińska pyta u siebie o czytanie 

O Lucy Maud Montgomery u Małgorzaty Musierowicz 


A poza tym...
Biuro Literackie zaprasza do Wrocławia na Port Literacki
Przyczajony Hasacz znowu przepytuje tym razem Olgę z Wielkiego Buka



Do obejrzenia 

Recenzje

Żywot górala poczciwego, czyli Wojciecha Brzegi u Esy

"Wiadomość" Tove Jansson u Wielkiego Buka

 "Siła serca" Baptist de Pape na kanale Agi z Czytam sobie

"Wszyscy ludzie przez cały czas" Marty Guzowskiej u Anity z Book Reviews by Anita

"Miasto Cieni" R. Riggs na kanale Twierdzy Zbudowanej z Książek

 

I jak? Coś Was zaciekawiło?

sobota, 18 kwietnia 2015

Port Literacki - 20. edycja festiwalu

Drodzy czytelnicy!

W imieniu swoim oraz Biura Literackiego serdecznie zachęcam Was do zapoznia się z fantastycznym wydarzeniem literackim, które będzie miało miejsce we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w dniach 24 - 26.04.2015.

Biuro Literackie od 1996 roku organizuje festiwal Port Literacki, który w 1996 roku rozpoczął się w Legnicy, a w 2004 przeniósł się do Wrocławia. W tym roku Port odbędzie się po raz dwudziesty!


Myślą przewodnią 20. edycji festiwalu jest przenikanie się przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. 




Obchodzący w tym roku dwudziestolecie Port Literacki zaprasza na trzydniową podróż po najważniejszych wydarzeniach i projektach z całej swojej historii. W ostatni weekend kwietnia będzie można słuchać starych i nowych wierszy blisko czterdziestu polskich poetów, którzy w ciągu dwóch dekad trwania festiwalu na dobre odmienili polską literaturę. 
Specjalnymi gośćmi imprezy będą również zaprzyjaźnieni z Portem muzycy: Kora, Lech Janerka oraz Krzysztof (Grabaż) Grabowski tym razem występujący w roli poetów. 

W czasie trwania festiwalu przewidziano czternaście spotkań, na które zaproszono najważniejszych polskich poetów i pisarzy, a także artystów sceny muzycznej i teatralnej. Wśród zaproszonych gości znajdziemy m.in. Ryszarda Krynickiego, Marcina Sendeckiego, Justynę Bargielską, Darka Foksa, Jacka Dehnela, Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Zbigniewa Macheja i wielu innych. Festiwal realizowany jest przy wsparciu Miasta Wrocław oraz Biura Festiwalowego 2016. Wydarzenie dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
 

Wstęp na wszystkie wydarzenia bezpłatny – z wyjątkiem spektaklu „Niewidzialny chłopiec” oraz koncertu Pustek.

Więcej informacji oraz szczegółowy program festiwalu można znaleźć na stronie portliteracki.pl oraz na stronie: http://portliteracki.pl/festiwal/ . Do wydarzenia można dołączyć również na FB: http://www.facebook.com/events/809185949119111/

piątek, 17 kwietnia 2015

"Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz" Fred E. Basten



Tytuł: "Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz" 
Autor: Fred E. Basten
Wydawnictwo: ZNAK
Liczba stron: 213 

Nie pamiętam już u kogo zobaczyłam tę książkę po raz pierwszy, ale od tej chwili wiedziałam, że po nią sięgnę. Po pierwsze, każdy kto mnie zna w życiu prywatnym wie, że zawsze chętnie sięgam po artykuły i książki, związane z tematem szeroko pojętej kosmetyki, a po drugie bardzo zaintrygował mnie fakt, że założycielem firmy był Polak, Maximilan Faktorowicz.

Sama historia Maximiliana jest niesamowita i wręcz stworzona do filmowej adaptacji. Urodzony w biednej rodzinie, od najmłodszych lat musiał ciężko pracować i wspomagać finansowo rodzinę. Po zdobyciu fachu w salonie fryzjerskim, zaczął interesować się  tworzeniem tresek, peruk, wytwarzaniem kosmetyków do ciała i włosów oraz wszystkim, co wiązało się z poprawianiem damksiej urody. Jego talent i niebywała pracowitość doprowadziły go na carski dwór w Rosji, gdzie przez wiele lat pracował, przy czym mimo fantastycznych zarobków nie czuł się szczęsliwy. Ludzie cara nie spuszczali go z oka i był niejako zakładnikiem, bez prawa decydowania o własnym życiu. W momencie kiedy potajemnie poślubił jedną ze swoich klientek, wiedział, że czas rozpocząć nowy etap w życiu i wraz z nią wyemigrował w weilkiej tajemnicy do Stanów. Decyzja ta okazała się przełomową, a swoimi późniejszymi doświadczeniami Max mógłby obdarować kilkoro ludzi.
Max Factor był z pewnością nietuzinkową postacią, stale się rozwijał i wielką pasję przekuł w jeszcze większy sukces. Do końca swoich dni tworzył i unowocześniał produkty marki Max Factor, z których korzystamy po dziś dzień. Co ważne, był bardzo zżyty ze swoją rodziną i szanował ludzi, nie patrząc na to czy rozmawia ze sprzątaczką czy z Marleną Dietrich. Dyskretny, pełen pomysłów i zawsze gotowy do pomocy, przeszedł do historii jako wizażysta, wynalazca wielu wspaniałych kosmetyków, oddany przyjaciel i człowiek, który nie bał się ryzyka. Nigdy nie zapomniał skąd pochodzi i do czego dąży.

"Stopniowo kobiety w całych Stanach, a później i na świecie zakochały się w jego produktach i pomysłach na poprawianie urody, co było nie małą zasługą gwiazd filmowych, z którymi Max przez cały ten czas współpracował. Swoim zapałem, sympatycznym sposobem bycia i wielką kulturą osobistą zjednał sobie setki stałych i wiernych klientów, a i jego pracownicy byli bardzo zadowoleni ze współpracy. Większość z nich przepracowała u Maxa długie lata i nie ważne czy chodziło o najniższy szczebel w fabryce czy asystenturę w biurze. Max był po prostu bardzo lojanym i wrażliwym szefem, któremu sukces nie uderzył do głowy."

Przyznam, że jestem oczarowana historią Maxa Factora i książkę serdecznie polecam. Jest to bardzo ciekawa historia, opisana lekkim i przyjemnym językiem, a oprócz informacji o tym, kim był Max Factor, dowiadujemy się również kilku ciekawostek z życia ówczesnych gwiazd i obserwujemy, jak zmieniały się kanony mody na przestrzeni lat, w których przyszło żyć Maxowi. Czyta się jak najlepszą powieść!

niedziela, 12 kwietnia 2015

#1 Podlinkowani...

...czyli zapraszam do zapoznania się z wpisami i video recenzjami, które najbardziej mnie zaciekawiły w minionym tygodniu. Może i Wam coś wpadnie w oko?


Do poczytania


Garść recenzji:

Książkoville wspaniale recenzuje "Najgorszego człowieka na świecie"
TOP 15 Klasyków według Olgi z Wielkiego Buka
Recenzja "Chan al-Chalili" Nadżiba Mahfuza u Myśli i słowa wiatrem niesione
O "Kasacji" pisze Milka
"O tych, którzy się rozwijali", czyli przepiękna i bardzo nietypowa książka na Przestrzeniach Tekstu
Dominika z Dosiakowego Królestwa i jej wyzwanie 30 dni z książką 

A poza tym...

Przyczajony Hasacz przepytuje Remigiusza Mroza  
W kąciku z książkami o wydarzeniach okołoksiążkowych, które odbędą się w kwietniu we Wrocławiu


Do obejrzenia

 Recenzje: 

Wielki Buk opowiada o "Dzikiej Drodze"
"Zrób mi jakąś krzywdę" czyli bardzo zachęcająca recenzja u Twierdzy zbudowanej z książek
 Radzka radzi, żeby przeczytać "To nie są moje wielbłądy"
O kreatywności i tym jak ją pobudzić opowiada Ewelina Mierzwińska
Marta z Martha Oakiss Secret Books  zdradza jak faktycznie wygląda Współpraca z wydawnictwami


Na koniec dobra inspiracja, a więc filmiki z serii "Sto Książek, które chciałabym przeczytać"



Koniecznie dajcie znać co Wam się spodobało w tym tygodniu oraz pochwalcie się o czym pisaliście u siebie! Z przyjemnością poczytam :)

sobota, 11 kwietnia 2015

"Osobliwy dom pani Peregrine" Random Riggs



Osobliwość
1. «coś, co występuje rzadko i zwraca uwagę swoją niezwykłością»
2. «osobliwy charakter czegoś» *



Jacob Portman jest dzieckiem jakich wiele. Prowadzi spokojne życie chłopca z dobrego domu, marzy o tym aby zostać wielkim odkrywcą, a w momencie kiedy go poznajemy, jego największym przyjacielem i autorytetem jest nieco specyficzny dziadek Abraham, przez najbliższych zwany Abe. To właśnie on objaśniał Jacobowi świat, pokazywał mapy, tajemnicze zdjęcia i opowiadał fascynujące historie o bardzo nietypowym sierocińcu na dalekiej wyspie w którym rzekomo mieszkał lata temu, kiedy to musiał uciekać z ogarniętej wojną Europy. Historie o tym domu i jego specyficznych mieszkańcach są tak niesamowite, że nikt w nie nie wierzy, poza Jacobem, oczywiście. Ale i to do czasu.

"Naprawdę mu wierzyłem conajmniej przez kilka lat, przede wszystkim dlatego, że chciałem, tak jak moi rówieśnicy chcieli wierzyć w Świętego Mikołaja. Kurczowo czepiamy się naszych fantazji, dopóki cena wiary w nie nie okaże się zbyt wysoka." **

Pewnego dnia Abe ginie w bardzo dziwnych okolicznościach, a świat Jacoba rozpada się na kawałki. Dręczą go koszmary, zamyka się on w sobie, aż ostatecznie ląduje u terapeuty. Ten, w porozumieniu z rodzicami Jacoba zachęca go do podróży śladami dziadka, aby znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania, a tym samym ostatecznie uporać się z traumą. Jacob chętnie przystaje na tę propozycję i jakiś czas później wybiera się z ojcem, zapalonym botanikiem na Cairnhol, nie zdając sobie nawet sprawy, że od tej pory nic już nigdy nie będzie takie samo...

Fotografia z książki, źródło
Stwierdzenie, że "Osobliwy dom Pani Peregrinne" jest książką nietypową będzie niedpowiedzeniem roku. Ta książka jest tak wyjątkowa, że nie znam osoby, która przeszłaby obok niej obojętnie. Już choćby ze względu na oprawę. Szalenie klimatyczną, dopracowaną w każdym szczególe i co najważniejsze pełną zdjęć od których mamy ciarki na plecach, a które stanowią oś napędową całej historii przedstawionej w książce. Tutaj należy dodać, że autor przekonuje, iż są to fotografie autentyczne, wygrzebane na różnych targach staroci, więc tym bardziej warto się im przyjrzeć.


Jeśli chodzi o samą historię, to ja byłam nią oczarowana już od pierwszych stron. Ransom Riggs stopniowo wprowadza nas w ten nieco mroczny świat, fantastycznie budując klimat grozy, ale nie takiej w stylu Stephena Kinga, a nieco bardziej ukierunkowanej w stronę zjawisk paranormalnych i magii. Wydawać by się więc mogło, że jest to banalna historia o dziwadłach jakich wiele, ale to nieprawda. "Osobliwy dom Pani Peregrine" jest bardzo dobrze skonstruowaną opowieścią, z ważnym i ponadczasowym przesłaniem w tle. Mamy tu motyw nazizmu, dramat rodzin rozłączonych w czasie wojny, a przede wszystkim wielkiej nietolerancji w stosunku do wszystkiego, co inne.


"Nie były to jednak potwory z mackami i gnijącą skórą [...], lecz potwory o ludzkich obliczach, w eleganckich mundurach, maszerujące równym krokiem i tak boleśnie banalnie, że człowiek rozpoznawał w nich monstra dopiero, kiedy było już za późno."***

Książkę Ransoma Riggsa polecam z czystym sumieniem. Autor fantastycznie połączył tutaj brutalną, wojenną rzeczywistość z realizmem magicznym i zapętleniem w czasie, wynikiem czego jest książka nietuzinkowa i porywająca, z wartką akcją i całą plejadą bardzo ciekawych bohaterów. Dodając do tego spójną fabułę i piękny styl, otrzymujemy powieść  od której nie jesteśmy w stanie się oderwać i do której chcemy wracać. Z resztą o tym jak bardzo mi się ona podobała najlepiej zaświadczy fakt, że na półce czeka już "Miasto cieni", a więc jej kontynuacja oraz, że nie kto inny, a sam Tim Burton zainteresował się nią na tyle, że postanowił ją zekranizować. Premiera zapowiadana jest na rok 2016.



Osobliwy dom Pani Peregrine"
Random Riggs
Media Rodzina 2012
Liczba str. 395 


*Słownik języka polskiego PWN
**"Osobliwt dom Pani Peregrine", Random Riggs, Media Rodzina 2012, str. 19
*** tamże, str. 18

środa, 8 kwietnia 2015

"Pokolenie Ikea" Piotr C.



Pokolenie Ikea, to taki typowy książkowy fast food. Wiesz czego się spodziewać, masz czasem ochotę sięgnąć po coś tego typu, pochłoniesz z przyjemnością, ale po fakcie pytasz się czy na prawdę było warto? Nie lepiej było sięgnąć po coś zdrowszego?  

Piotr C. Pisze o pokoleniu współczesnych trzydziestolatków, tzw. korpoludków, których stać na kredyt w Wielkim Mieście, ale później przysłowiowe zęby w parapet i spanie na materacu w otoczniu najtańszych regałów z Ikei. Przyjeżdżają na ogół z małych miast, wgryzają się w nowe realia,  pracują po 12 godzin na dobę i w końcu z dumą podpisują cyrograf, oddając następne 30 lat swojego życia comiesięcznej racie kredytowej. Brak czasu na  życie, jeszcze mniej na rodzinę, a na głębszą refleksję w ogóle już brakuje miejsca.

Faktem jest, że w dzisiejszych czasach młodzi mają pod górkę i aby coś osiągnąć muszą bardzo wiele  poświęcić, niemniej sama należę do pokolenia o którym mowa i w wielu kwestiach się z autorem nie zgodzę. Owszem, zdaję sobie sprawę, że zamiarem Piotra C. było wzbudzenie żywych reakcji, nakłonienie do przemyśleń i dyskusji, przez co nakreślony przez niego obraz jest mocno przerysowany, jednak ten nadmierny cynizm na dłuższą metę męczył.

Taką sprawą jest na przykład obraz współczesnej, młodej kobiety, jaki wyłania się z kart tej książki. Zadufanej w sobie, interesownej i na ogół po prostu pustej. Nie ważne czy to singielka z kancelarii adwokackiej, żona kolegi i  matka jego dzieci czy też panienka poznana w klubie – wszystkie są wrzucone do jednego wora, jako desperatki, ewentualnie egoistki. Mężczyźni natomiast, których reprezentuje główny bohater i jego koledzy są niczym młode wilki – zaradni i zabawni, a do tego tak dobrze wiedzący czego chcą od życia... Litości! Aż tak to moje pokolenie różni się od przeszłych i przyszłych? Nie ma wśród nas normalnych kobiet i mało rozgarniętych facetów?

Prawda jest taka, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają teraz znacznie więcej dylematów niż mieli ich rodzice czy dziadkowie, przez co  trudniej im się odnaleźć we współczesnym świecie, jednak to jeszcze długo nie świadczy o tym, że wszyscy współcześni trzdziestolatkowie wyznają teraz jedynie kult seksu (mężczyźni) i pieniądza (kobiety), jak to sugeruje autor książki.  

To chyba najbardziej mi w tej książce przeszkadzało. „W pokoleniu Ikea” wszystko jest takie... płaskie i jednowymiarowe. Nie ma ludzi spełnionych, z pasją, nie ma normalnych związków i domów do których chce się wracać.  Są tylko samotnicy,  frustraci i pracoholicy. Tak, wiem. I takich ludzi nie brakuje na tym świecie, jednak wydaje mi się, że proporcje zostały tu mocno zachwiane, wręcz odwrócone, przez co obraz mojego pokolenia jest  moim zdaniem po prostu przekłamany.

Teraz może trochę plusów. Autor ma lekkie pióro i spore poczucie humoru, przez co książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Mimo pewnych irytacji czytamy z zainteresowaniem, lubimy głównego bohatera i faktycznie nie raz i nie dwa pokiwamy w zadumie głową. Jest to książka ciekawa, którą mimo wszystko polecam, jednak na pewno nie jest ona dla każdego i tym, którzy zechcą po nią sięgnąć z góry zalecam potraktować ją ze sporym przymrużeniem oka.