środa, 22 kwietnia 2015

"love, rosie" Cecelia Ahern

Zacznę może od tego, że wielu mylnie uważa, iż "love, rosie" jest najnowszą książką Cecelii Ahern. Nieprawda. Jest to druga (z dziesięciu) po "P.S. Kocham Cię" książka w dorobku tej autorki, ale wcześniej zatytułowana ona była "Na końcu tęczy". Widocznie w ostatnich latach stwierdzono jednak, że jest to tyuł zbyt banalny i wprowadzono nowy i bardziej amerykański, dodając przy tym nową szatę graficzną i... nową cenę (wydanie po lewej 9zł, wydanie po prawej 35zł).



Głównymi bohaterami książki są Rosie i Alex, dwójka przyjaciół, która zna się od kołyski i niejedno już ze sobą przeżyła. Wydaje im się, że nic nie jest w stanie ich rozdzielić, jednak pewnego dnia stają przed smutnym faktem, jakim jest przeprowadzka rodziny Alexa z Irlandii do Stanów. Jak to nastolatkowie obiecują sobie (i głęboko w to wierzą), że ich relacje w żaden sposób na tym nie ucierpią, ale życie ma to do siebie, że nic nie można zaplanować i ich chwilowa rozłąka okaże się szalenie długą drogą, a do tego prawdziwym testem ich wzajemnego przywiązania.

Wydawać by się mogło, że jest to historia nudna i banalna, a do tego traktująca o nastolatkach, a więc przeznaczona dla młodszej grupy odbiorców, ale nic bardziej mylnego. Choć puktem wyjścia są tu faktycznie bardzo młodzi ludzie, to na kartach tej książki śledzimy ich losy na przestrzeni kolejnych trzydziestu lat, dzięki czemu niejako dojrzewamy razem z nimi i bacznie śledzimy wszystkie zmiany zachodzące w ich życiu oraz oczywiście w ich wzajemnych relacjach. A dzieje się bardzo dużo.

To co z pewnością wyróżnia tę książkę spośród innych, to sposób w jaki została napisana. Nie mamy tu typowego narratora, a całą historię śledzimy czytając korespondencję między naszymi bohaterami. Początkowo są to liściki w szkolnej ławce, później listy klasyczne, messangery, zaproszenia na różne ważne okazje, SMSy itd. Mnie akurat ten epistolarny styl bardzo przypadł do gustu, ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to coś, co polubi każdy, w związku z czym proponuję przed zakupem dobrze się zastanowić czy to coś dla nas.

Do kolejnych plusów tej książki zaliczyłabym szybki rozwój sytuacji oraz pełen humoru i ciętej riposty język. To jest dokładnie to, za co cenię panią Ahern. Praktycznie w każdej jej książce znajduję ciekawą historię, która ma tego przysłowiowego pazura i napisana jest w lekkim, choć niebanalnym stylu. "Love, Rosie", tudzież "Na końcu tęczy" też mnie w tej kwestii nie rozczarowała.

Było o plusach, czas na minusy. W zasadzie to jest tylko jedna kwestia, która nieco mi przeszkadzała, mianowicie chaos jaki niekiedy panował w tej wymianie zdań. Wyglądało to tak, jakby autorka od czasu do czasu próbowała zmieścić maksimum informacji w minimum użytych słów, przez co nie do końca byłam w stanie nadążyć za naszymi bohaterami. Na szczęście kilka stron dalej wszytsko w ten czy inny sposób się wyjaśniało, więc spokojnie można na to przymknąć oko.

Reasumując, mi "Love, Rosie" bardzo przypadło do gustu i ja ze swojej strony ją polecam. Owszem, nie jest to typ książki, która na lata zapadnie w pamięć i serce, ale taki typ na wspomnienie którego ciepło nam się robi koło tego serca i automatycznie zaczynamy się zastanawiać czy autorka nie wydała przypadkiem czegoś nowego, bo chętnie byśmy przeczytali coś w podobnym klimacie.

3 komentarze:

  1. Na półce czeka "Love, Rosie", więc na pewno sięgnę po ten tytuł, tym bardziej, że przymierzałam się do tego już od dawna - wtedy, gdy książka królowała jako "Na końcu tęczy". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sylwuch, wiosna, to idealny czas na tę książkę! :) Jestem strasznie ciekawa czy Ci się spodoba, bo w blogosferze opinie o niej są skrajnie różne. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowite! Właśnie odkryłam, ze "Love, rosie" to książka, która czytałam kiedyś po niemiecku zatytułowana "Für immer vielleicht" !! Oryginalny tytuł brzmi : "Where rainbows end" i pamiętam, ze kiedyś zastanawiałam się nad sensem zmienienia tytułu przez niemieckiego wydawcę. Jedna książka i tyle pomysłów na tytuły:) Właściwie nie wiem, który pasuje najbardziej a Tobie, który się najbardziej podoba?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!