sobota, 27 czerwca 2015

Bookathon 2015 --> wrażenia i podsumowanie

Bookathonowy tydzień minął w mgnieniu oka i nadszedł czas na małe podsumowanie. Zanim jednak zacznę pisać o moich wrażeniach i rezultatach, chciałam serdecznie podziękować organizaorkom, a więc Ewelinie, Oldze i Anicie za wspaniałą zabawę. Spisałyście się na medal, dziewczyny i autentycznie podziwiam Was za ogrom pracy jaki włożyłyście w zorganizowanie, a przede wszystkim ogarnięcie tego całego przedsięwzięcia! Bardzo Wam dziękuję i biję pokłony :)

Jeżeli chodzi o mnie, to podjęłam się wyzwania z wielką radością, jednak już na wstępie zwątpiłam czy podołam. Przyczyna prozaiczna - choroba dzieci, która rozpoczęła się na dzień przed, a skończyła wraz z końcem wyzwania :) Jednak, to co początkowo wydawało się przeszkodą, okazało się mieć swoje dobre strony, gdyż czuwając po nocach przy maluchach, miałam duuużo czasu na czytanie. Tym sposobem wywiązałam się ze wszystkich wyzwań, co - nie ukrywam - bardzo mnie cieszy!



Przejdźmy więc do poszczególnych wyzwań. Opiszę je teraz ogólnie, a w najbliższych dniach postaram się o bardziej obszerne recenzje.

Dzień 1. Dokończ książkę, której nie dokończyłeś
U mnie był to "Najgorszy człowiek na świecie" Małgorzaty Halber. Zaczęłam tę książkę w maju i odrazu mi się ona spodobała, jednak po kilkunastu stronach musiałam ją odłożyć, gdyż pojawiły się egzemplarze recenckie, a te, jak wiadomo, mają priorytet. Teraz, po skończonej lekturze, dalej twierdzę, że jest to świetna książka i naprawdę warto po nią sięgnąć!



Dzień 2. Przeczytaj książkę, która czeka na ciebie od kilku lat
"Chłopiec z latawcem" Khaleda Hosseini był moim małym wyrzutem sumienia od trzech, jak nie czterech lat. Kupiłam tę książkę na fali zachwytu po "Tysiącu wspaniałych słońc" tegoż autora, ale zanim doszła przesyłka, zaczęłam podczytywać inne i tym sposobem ta poszła w niepamięć. Tym bardziej się się cieszę, że powróciła do łask dzięki bookathonowi, bo okazała się cudowną lekturą!

Dzień 3. Przeczytaj książkę z gatunku, po który najrzadziej sięgasz
Jako, że najrzadziej sięgam po poradniki, to padło na "Obudź swoją kreatywność" Dagmary Gmitrzak. Początkowo miałam z nią mały problem, bo o jakiejkolwiek kreatywności w tym tygodniu mogłam zapomnieć, więc ciężko był mi wczuć się w ten klimat, jednak kiedy już do niej usiadłam, to nie mogłam się oderwać. Książka ta może nie zmieniła mojego życia, jednak okazała się bardzo inspirującą lekturą.  


Dzień 4. Książka, którą wybrała dla ciebie inna osoba
Do przeczytania "Bajek robotów" Stanisława Lema byłam bardzo długo namawiana przez męża, więc kiedy tylko zobaczyłam tytuł tego wyzwania, wiedziałam, że to będzie właśnie ta książka. Bajki przeczytałam z przyjemnością, bo język jakim posługuje się Lem jest absolutnie fantastyczny, jednak wykreowane przez niego światy nieco mnie przerosły i nie przemówiły do mnie na tyle, żebym się bliżej z tym autorem zaprzyjaźniła. Niemniej podziwiam za niesamowitą wręcz fantazję!

Dzień 5. Przeczytaj książkę i obejrzyj jej filmową adaptację
W tym przypadku wybrałam „Igrzyska śmierci"Suzanne Collins i przyznam, że tu wyzwanie nieco nagięłam, bo tylko przeczytałam książkę. Filmu nie oglądałam, bo widziałam go niedawno po raz drugi w telewizji i nie zachwycił mnie on na tyle, żebym chciała teraz do niego wracać. Niemniej, książkę przeczytałam z przyjemnością i chętnie sięgnę po kolejne części, aby przekonać się jaki jest finał tej historii. Co prawda na części drugiej byłam już w kinie, ale była ona dla mnie tak nieprzekonująca, że wolę resztę doczytać.

Dzień 6. Przeczytaj bestseller, którego jeszcze nie przeczytałeś
Robiąc plany na ten czytelniczy maraton postawiłam na światowy bestseller, jakim jest "Droga" Cormaca McCarthy'ego, jednak w trakcie minionego tygodnia absolutnie nie miałam nastroju na tę książkę. Chore dzieci i ogólne przemęczenie ewidentnie nie sprzyjały wizji końca świata jaka pojawia się w "Drodze", więc postanowiłam do niej wrócić za jakiś czas, a tymczasem na ostatnią bookathonową książkę wybrałam coś znacznie lżejszego, mianowicie "Zostań jeśli kochasz" Gayle Forman. Swego czasu blogosfera aż huczała na temat tej powieści, ja jednak ja chyba już jestem troszkę za stara na takie historie. Owszem, czytało się bardzo przyjemnie, lecz skłamałabym twierdząc, że zalewałam się przy niej łzami...

Dzień 7. Przeczytaj w trakcie trwania BookAThonu 2015 ponad 1500 stron
 Właśnie zrobiłam ostateczne podsumowanie i wychodzi mi 1712 stron, a więc i to zadanie wykonane. 


Tak, teraz z czystym sumieniem mogę zameldować, że Bookathon 2015 został zakończony sukcesem, gdyż sprostałam wszystkim wymaganiom.  :)

Jednak nie tylko to uważam za sukces. Moim zdaniem dużo ważniejsze od samego czytania było to, że wszyscy świetnie się bawiliśmy podczas tej całej zabawy, poszerzyliśmy swoje horyzonty i wielu z nas - blogerów i czytelników, poznało się od całkiem innej strony strony. Nie wspomnę już o tym, że lista książek, które chciałabym kiedyś przeczytać znowu niemiłosiernie się wydłużyła...

Tak więc jeszcze raz dziękuję wszystkim organizotorkom i uczestnikom i... do następnego! :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Bookathon 2015

Tak, tak, to już dziś startuje nasz mały czytelniczy maraton! Dla niewtajemniczonych, jest to zabawa organizowana przez 3 niesamowite blogerki/vlogerki:

Ewelinę:http://EwelinaMierzwinska.pl/
Anitę: http://BookReviews.pl/ 
i Olgę: http://WielkiBuk.com/

Ja, oczywiście postanowiłam wziąć w nim udział, do czego i Was zachęcam. 7 dni, 7 wyzwań, przy czym przede wszystkim chodzi o dobrą zabawę i zmobilizowanie się do przeczytania choćby jednej czy dwóch książek w tym czasie. Jeśli macie ochotę przyłączyć się do zabawy, zapraszam na Facebooka, o TUTAJ gdzie można dołączyć do wydarzenia i gdzie publikowane są też wszystkie aktualności.

Jeśli chodzi o zasady tej zabawy, to nie będę ich tutaj szczegółowo opisywała, bo wszystko zostało już doskonale rozpisane u Eweliny, ale zdradzę tylko, że na każdy dzień tygodnia wybieramy jedną książkę, która odpowiada danemu wyzwaniu. W moim przypadku wygląda to tak:



Dzień 1. Dokończ książkę, której nie dokończyłeś - "Najgorszy człowiek na świecie"
Dzień 2. Przeczytaj książkę, która czeka na ciebie od kilku lat - "Chłopiec z latawcem"
Dzień 3. Przeczytaj książkę z gatunku, po który najrzadziej sięgasz - poradnik "Obudź swoją kreatywność"
Dzień 4. Książka, którą wybrała dla ciebie inna osoba - "Bajki robotów"
Dzień 5. Przeczytaj książkę i obejrzyj jej filmową adaptację – „Igrzyska śmierci"
Dzień 6. Przeczytaj bestseller, którego jeszcze nie przeczytałeś - "Droga" Dzień 7. Przeczytaj w trakcie trwania BookAThonu 2015 ponad 1500 stron – z moich książek wychodzi 1512 

O moich postępach będę informowała na bieżąco na Magotowym profilu na Facebook'u i Instagramie, tutaj natomiast, dokonam podumowania w przyszłą niedzielę.

Trzymajcie kciuki i niech BOOK będzie z Wami ;)
Wasza Magota 

sobota, 20 czerwca 2015

"Lotnisko w Monachium" Greg Baxter

Duże i anonimowe lotniska z jednej strony kuszą swoją tajemniczością, z drugiej wzbudzają niechęć i przytłaczają. Stanowią swoisty mikrokosmos i są doskonałym odzwierciedleniem świata w którym obecnie żyjemy - w tłumie, ale samotni, wydający dużo pieniędzy na rzeczy, które nie są tego warte, a do tego wpatrzeni w ekrany laptopów, tabletów i telefonów, coraz bardziej przestajemy interesować się światem, który nas otacza...

Jednak dla naszego bohatera to właśnie lotnisko staje się miejscem swoistego wybudzenia, gdzie chowając się za maską obojętności, dokonuje smutnego rachunku sumienia. Zważając na cel jego podróży, wcale nas to nie dziwi.

Przybywa on z Londynu do Niemiec na wieść o tragicznej śmierci swojej siostry, Miriam. Wraz ze swoim ojcem spędza kilka w Berlinie i okolicach, porządkując jej sprawy. Ostatcznie obydwaj mężczyźni trafiają na lotnisko w Monachium, skąd zwłoki Miriam mają być przetransportowane do domu rodzinnego, znajdującego się w Stanach i próbują odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Z jakim skutkiem? Tego oczywiście zdradzić nie mogę. Sami musicie się przekonać, sięgając po tę książkę.

Lotnisko w Monachium 2010
Akcja książki Baxtera rozwija się powoli. Tak naprawdę, to kwestia śmierci Miriam szybko schodzi na drugi plan i staje sie jedynie tłem dla snutych przez naszego bohatera wspomnień. Wspomnień związanych nie tylko z nią, bo rozlicza się on z całą swoją przeszłością. Niestety, mimo niewątpliwych sukcesów, które osiągnął w swoim życiu, nie można powiedzieć, że są to wspomnienia dobre czy miłe. Raczej słodko - gorzkie, ze znaczną przewagą tego drugiego. Jednak myli się ten, kto sądzi, że nasz bohater siedzi i użala się nad sobą. On po prostu pozwala się ponieść fali smutku i w końcu przestaje zamiatać pod dywan niewygodne tematy.

Lotnisko w Monachium 2013
Książka Baxtera mocno chwyta za serce. Jest to przejmujące studium samotności, opisane pięknym i szalenie precyzyjnym językiem. Ponad to autor zastosował w swojej książce dwa ciekawe zabiegi. Jednym z nich jest nietypowe zakończenie, drugim to, że do końca książki nie poznajemy imienia ani nazwiska naszego bohatera. Przez to zatarcie tożsamości spotęgowany jest efekt jego anonimowości, co jest o tyle interesujące, że tak naprawdę znamy wszystkie fakty dotyczące jego życia...


Reasumując, "Lotnisko w Monachium" to nieśpieszna, bardzo przejmująca opowieść o pustce i przemijaniu. O tęsknocie, samotności i zagubieniu we współczesnym świecie. Ale przede wszystkim jest to brutalna prawda o tym, jak płytkie stały się, w ostatnich latach, relacje międzyludzkie. Nawet, a może zwłaszcza te, które powinny być najsilniejsze, bo między ludźmi, których łączą więzy krwi. Ze swojej strony serdecznie polecam, a nieprzekonanych odsyłam do posłuchania co na temat tej książki mówi Michał Nogaś w Radiowej Trójce, o TUTAJ.

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona

piątek, 19 czerwca 2015

"Dave Grohl. Oto moje (po)wołanie" Paul Brannigan

"Zdaniem tych osób pewnie powinienem był stać się jakimś ponurym odludkiem i po prostu zniknąć. Nie ma Nirvany, nie ma mnie i to koniec mojego życia. [...] Nirvana przestała istnieć, gdy ja nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa... i nadal go, kurwa, nie powiedziałem."*
Kim jest Dave Grohl? Najprościej mówiąc: założycielem zespołu Foo Fighters oraz byłym perkusistą Nirvany. Grał on również w zespole Scream oraz dla Iggy’ego Popa, Paula McCartneya czy The Prodigy, jednak powiedzieć, że jest po prostu muzykiem będzie niedopowiedzeniem roku. 
 

Dave Grohl oprócz tego, że jest muzykiem, jest również  wielkim pasjonatem i producentem. Ostre granie ma we krwi i bez wątpienia jest to jego powołanie. Muzyką żyje od dziecka i dla niego nigdy nie było innej opcji niż podążanie tą drogą. Co ciekawe, jest samoukiem i do tego multiinstrumentalistą!

 "Obok łóżka stało krzesło. Klękałem na podłodze, między nogi wkładałem sobie poduszkę, która służyła mi za werbel. Stojące po mojej lewej krzesło wykorzystywałem jako hi-hat, a łóżko służyło mi za tom-tom i blachy. Słuchałem płyt i grałem na tej swojej perskusji, aż szyby parowały od gorąca"**

Tak więc jego edukacja muzyczna, to przede wszystkim winylowe płyty mamy, perkusje tworzone absolutnie ze wszystkiego, gitary z pozrywanymi strunami oraz odwiedzanie wszelkich możliwych punkowych i rockowych koncertów. Czytanie o drodze jaką przeszedł od garażowych kapel do punktu w którym znajduje się obecnie, to wspaniała przygoda i prawdziwy muzyczny rollercoaster. Jest to historia, którą koniecznie trzeba poznać!

Jeżeli chodzi o książkę Paula Branningana, to trzeba przyznać, że - mówiąć kolokwianie - odwalił on kawał dobrej roboty! Prześledził on bardzo dokładnie losy Grohla i nie szczędzi nam szczegółów, które trudno znaleźć gdzie indziej. Dodatkowo nie skupia się tylko na samej jego karierze, ale próbuje również przybliżyć nam całe tło społeczno-muzyczno-obyczajowe Dave'a, dzięki czemu nie tylko poznajemy znacznie lepiej samego Grohla, ale i śledzimy też niejako historię punka i rocka. Czasem nadmiar tych wszystkich faktów może przytłaczać, niemniej bez nich nie ujrzelibyśmy prawdziwej twarzy muzyka, a i ominęłaby nas cała masa świetnej zabawy.





To, co mi się w tej książce najbardziej spodobało, to fakt, że skupiono się faktycznie na treści. Nie jest to biografia, gdzie na co drugiej stronie jest wielkie zdjęcie, a marginesy wynoszą po 5cm i po godzinie lekturę mamy za sobą. Tutaj tekst jest najważniejszy, a zdjęcia są jedynie dodatkiem. Takie biografie lubię i po takie najchętniej sięgam. Dodatkowo, podoba mi się to, że autor książki, który przeprowadził z Grohlem wiele wywiadów, nie tylko przekazuje nam to, co Dave mówił, ale i w jaki sposób to robił - czy się akurat zaśmiał, czy schował głowę w ręce... zabieg ten sprawia, że czujemy się jakbyśmy siedzieli tam razem z nimi i słuchali rozmowy między dwoma kumplami, a nie czytali o dalekiej muzycznej legendzie.

Reasumując, książka Paula Brannigana, to prawdziwa muzyczna uczta  i gratka nie tylko dla fanów Dave'a Grohla, Nirvany i Foo Fighters, ale dla każdego miłośnika muzyki, który chciałby się dowiedzieć czegoś więcej o przeróżnych muzycznych legendach. Serdecznie ją polecam!

* "Dave Grohl. Oto moje (po)wołanie" Paul Brannigan, wzdawnictwo SQN, Kraków 2013, str.279
** "Dave Grohl. Oto moje (po)wołanie" Paul Brannigan, wzdawnictwo SQN, Kraków 2013, str.29

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN



poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Drzwi do szczęścia" Richard Paul Evans

Richard Paul Evans jest autorem znanym i ceniononym na całym świecie. Wydał on kilkadziesiąt książek zaliczanych do literatury pięknej, a większość z nich była przetłumaczona na kilkanaście języków i szybko wskakiwała na listy bestsellerów na całym świecie. Czy istnieje jakaś recepta na taki sukces?

Zacznę może od tego, że czytałam kilka książek tego autora i wydaje mi się, że jest to taki typ literatury, który jest wśród kobiet najbardziej ceniony - z jednej strony przyjemna fabuła i lekki styl, z drugiej jednak, jakiś głębszy sens i pozytywne przesłanie. Człowiek, który tak pisze, musi więc być osobą niezwykle empatyczną, a to już pierwszy krok do sukcesu.

Jakie są kolejne? Tego właśnie możemy się dowiedzieć z jego najnowszej książki pt.: "Drzwi do szczęścia", gdzie autor dzieli się z nami swoim doświadczeniem i poglądami na temat szeroko pojętego sukcesu, zarówno w kontekście zawodu, jak i życia prywatnego.

Tutaj należy wspomnieć, że Evans oprócz tego, że pisze książki jest również znanym mówcą motywacyjnym, więc pozycja, którą trzymam w dłoni jest w zasadzie wszystkim tym, co autor potrafi najlepiej.

"Gdybyście mnie zapytali, co piszę, odpowiedziałbym, że przelewam na papier historie, które opisują ludzkie przeżycia, i upowszechniam ideały inspirujące rozwój duchowy. Niniejsza książka jest kompilacją moich przekonań w formie niebeletrystycznej."*

Czy jest to udany zabieg? Myślę, że dla miłośników poradników i lektur motywujących, jak najbardziej. Czyta się ją lekko, przyjemnie i nawet ja, umiarkowana entuzjastka takich książek, znalazłam w niej masę inspiracji i celnych wskazówek.

No dobrze, a o czym tak naprawdę jest ta książka? W zasadzie o tym, że nawet drobne czynności mogą być początkiem wielkiej zmiany na lepsze w życiu każdego człowieka.
Autor uznaje 3 fundamentalne prawdy (wolna wola, rozwój duchowy i możliwość zmiany) na których opiera tzw. Zasadę Czworga Drzwi. Każde z tych drzwi symbolizuje coś innego, a co dokładnie, tego oczywiście nie zdradzę, aby nie popsuć Wam przyjemności z czytania tej książki.

Jeżeli chodzi o mnie, to ja potraktowałam tę książkę raczej jako zbiór inspiracji, niż poradnik jak żyć i w tym kontekście bardzo mi się ona podobała. Jej wielkim plusem jest bez wątpienia sczerość autora i liczne przykłady zaczerpnięte z jego własnego życia. Okazuje się, że przeszedł on naprawdę wiele, a na sukces jaki osiągnął, pracował bez wytchnienia latami. Dla mnie to największa motywacja z możliwych, więc cel książki został osiągnęty.

Reasumując, "Drzwi do szczęścia" polecam każdemu, kto ma ochotę na chwilę zapomnienia i refleksji nad własnym życiem. Myślę, że będzie to świetna lektura na lato, która z jednej strony dostarczy nam rozrywki, a z drugiej - jak to u Evansa - wniesie coś dobrego w nasze życie.

*"Drzwi do szczęścia" R. P. Evans, ZNAK 2015, str. 17

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu ZNAK



czwartek, 11 czerwca 2015

"Listy niezapomniane" Shaun Usher

Przyznam, że miałam pewien problem ze zrecenzowaniem tej książki. Zaczynałam pisać tekst i kasowałam, pisałam i kasowałam... "Listy niezapomniane" wywarły na mnie tak wielkie wrażenie, że wszystko co o tej książce później pisałam wydawało mi się albo zbyt "płaskie" albo zbyt patetyczne, a tak naprawdę za grosz nie oddawało klimatu tej niezwykłej książki. Powiem więc wprost - ta lektura zachwyca, onieśmiela, wzrusza i zapada w pamięć na bardzo długo.

Shaun Usher, autor "Listów niezapomnianych" jest miłośnikiem tradycyjnych listów. Przez długie lata poszerzał on swoją wiedzę i zbiory o kolejne perełki, efektem czego jest arcyciekawa strona (www.lettersofnote.com) oraz książka o tym samym tytule, przetłumaczonym na język polski jako "Listy niezapomniane". 

W książce Ushera znajdujemy 126 fascynujących listów mniej lub bardziej znanych osobistości i choć listy te nie miały może bezpośredniego wpływu na losy tego świata, to poruszyły one miliony ludzi na całym świecie, a część z nich z pewnością przejdzie do historii.

Jeśli chodzi o autorów tych listów, to jest to szalenie barwna galeria postaci. Począwszy od Elżbiety II, prezydenta Eisenhowera czy Abrahama Lincolna, przez Leonarda da Vinci i Ludwiga van Beethovena po Wisławę Szymborską, Marlona Brando czy Iggy'ego Popa. I to jest właśnie fenomen tej książki. Żaden z czytanych przez nas listów nie jest ani trochę podobny do poprzedniego. Są one całkowicie zróżnicowane zarówno pod wzlędem epoki w jakiej zostały napisane, jak i stylu oraz stopnia zażyłości z odbiorcą. Dzięki temu mimo tych ponad czterystu stron, nie nudzimy się nawet przez chwilę, a wręcz odczuwamy niedosyt. I tu dobra wiadomość. Autor zapowiada, że niebawem wyda kolejną część. Ja, osobiście mam nadzieję, że powstanie ich o wiele, wiele więcej!
 
Pisząc o tej książce, nie można także nie wspomnieć o dwóch innych kwestiach - niby pobocznych, a jednak dość istotnych w tym przypadku. Pierwszą z nich jest krótkie wprowadzenie przy każdym z listów, w którym autor wyjaśnia nam okoliczności powstania danego listu. Po przeczytaniu tej notki i zapoznaniu się z kontekstem, czytanie listu jest nie tylko znacznie łatwiejsze, ale i nabiera zupełnie innego wymiaru. Natomiast drugą rzeczą na którą warto zwrócić uwagę jest wspaniała oprawa graficzna.  Książka jest bardzo przejrzysta, miła dla oka, a przy każdym z listów znajdujemy dodatek - albo zdjęcie oryginalnej wersji, albo zdjęcie autora danego listu. Dzięki temu odbywamy cudowną podróż w czasie. 

Przyznam, że przed lekturą miałam pewne wątpliwości czy autor podoła zachowaniu dobrego smaku od początku do końca. W przypadku prywatnej korespondencji granica ta jest bardzo cienka, a i w dzisiejszych czasach, aby coś się dobrze sprzedało, musi ociekać skandalem. W tym przypadku jednak, moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Owszem, bywają listy i wypowiedzi bardzo intymne i emocjonalne, jednak nie jest to nic, co by budziło niesmak, a wręcz przeciwnie - ukazują one czasem autora w innym, bardziej ludzkim świetle.

Reasumując, książkę Shauna Ushera uważam za pozycję absolutnie fantastyczną i godną polecenia. Jest ona nie tylko szalenie klimatyczna i pięknie wydana, ale też w niezwykły sposób przypomina jaki ładunek emocjonalny potrafi się kryć w słowie pisanym. U mnie książka ta wylądowało jako tegoroczny numer jeden!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN








niedziela, 7 czerwca 2015

Podsumowanie maja i plany na czerwiec

Wierzyć się nie chce, że maj już za nami i czas na kolejne podsumowania! Poprzedni miesiąc był szalenie intensywny, stąd też moja mniejsza obecność na blogu, ale to wcale nie znaczy, że nie czytałam. Czytałam bardzo dużo, ale też i dużo czasu spędzałam z rodziną oraz naszymi  przyjaciółmi na przeróżnych wypadach, efektem czego jest cała masa fantastycznych wspomnień, ale też i coraz dłuższa lista książek czekających na swoje blogowe pięć minut :) Już zacieram łapki na czerwiec, aby Wam poopowiadać o tych wszystkich wspaniałościach!

A teraz do rzeczy. W maju przeczytałam 5 książek (pierwsze zdjęcie), a 4 kolejne rozpoczęłam i w chwili obecnej już prawie skończyłam (drugie zdjęcie):




Książki, jak widać, bardzo zróżnicowane, ale każda z nich na swój sposób piękna i ciekawa. O "Mężczyźnie ze Stumilowego Lasu" mogliście już poczytać, natomiast o reszcie dowiecie się niebawem. Już teraz jednak zdradzę, że książką, która w maju najbardziej podbiła moje serce były "Listy niezapomniane". Absolutnie cudowna lektura, która wylądowała na liście ulubionych książek tego roku!

Jeśli chodzi o plany na czerwiec, to dalej będę starała się przytrzymać klucza, który do tej pory najlepiej się u mnie sprawdza, a więc będę chciała przeczytać coś z dreszczykiem, coś z klasyki, odrobinę fantastyki, powieść kobiecą i jakąś biografię lub reportaż. Na chwilę obecną najbardziej kuszą mnie te pozycje...


 .... choć przywiozłam ostatnio z Polski tyle rewelacyjnych książek wygrzebanych z domowej biblioteczki i na przeróżnych promocjach, że i pewnie po nie sięgnę. Oczywiście pochwalę się Wam, co nowego w ostatnich tygodniach trafiło na moje półki, czekam tylko na ostatnią przesyłkę aby zrobić pełne podsumowanie.

A propos podsumowań i planów, to pod koniec tego miesiąca chciałabym jeszcze zrobić  zestawienie książek, które udało mi się przeczytać w ramach wyzwania "Przeczytam 52 książki w 2015 roku". Jakby nie patrzeć, zbliżamy się już do półmetku :)

I to tyle na chwilę obecną. Uciekam więc na wasze blogi, bo widzę, że wiele z Was robi podobne podsumowania, więc z wielką przyjemnością popatrzę jak Wam upłynął maj pod względem czytelniczym.

Pozdrawiam!
Magota