niedziela, 29 listopada 2015

"Fight Club. Podziemny krąg" Chuck Palahniuk

Dziś kilka słów o książce bardzo nietypowej i nieskończenie mocnej. Książce brutalnej, ale i zmuszającej do myślenia oraz poruszającej do granic możliwości. Po prostu o tytule, którego się nie zapomina.

Poznajcie głównego bohatera. Nie znamy jego imienia, ale wiemy, że jest w wieku 30+, pracuje na odpowiedzialnym stanowisku w wielkiej korporacji, uwielbia swoje mieszkanie urządzone meblami z Ikei i miewa problemy z emocjami, a co za tym idzie, również z zasypianiem. W zasadzie mógłby być to każdy z nas, prawda? Jednak to, co wyróżnia go spośród innych, to sposób w jaki radzi sobie z bezsennością. Mianowicie uczęszcza on na wszelkie możliwe grupy wsparcia - od raka  jelit, przez białaczkę po pasożyty mózgu. Kiedy się tam nasłucha tych wszystkich strasznych historii i wypłacze bez reszty, usypia jak niemowlak. Na jednej z takich sesji poznaje Marlę. Marla Singer, wraz z poznanym wcześniej w pubie Tylerem Durdenem sprawią, że życie naszego bohatera wywróci się do góry nogami, a my towarzysząc mu w opowieści jego życia i wchodząc razem z nim  w podziemny krąg, przeżyjemy emocjonalny rollercoaster...

Książka Palahniuka od lat wzbudza wielkie kontrowersje i wcale się temu nie dziwię. Po pierwsze, jest ona bardzo nietypowa, po drugie tytuł ten doczekał się genialnej, filmowej adaptacji z Edwardem Nortonem i Bradem Pittem w rolach głównych, która jeszcze bardziej namieszała ludziom w głowach, niż sama książka. I dobrze, bo takie tytuły, filmy i kontrowersje są bardzo potrzebne!

Lajtmotiw tej książki jest łatwy do wyłowienia - wszechobecny konsumpcjonizm, ślepe podążanie za tłumem, karmienie się medialną papką i brak  głębszych emocji, to znak naszych czasów. Przysłowiowe schody zaczynają się przy subiektywnej interpretacji tych kwestii, bo dla każdego z nas, mają one inne znaczenie i to co dla jednych będzie stanowiło kwestię poboczną, dla kogoś innego może oznaczać kwestię życia lub śmierci. Tak, jak dla naszego bohatera. Pytanie jak my wyjdziemy z tej konfrontacji?

Generalnie, autor zadaje nam w tej książce mnóstwo ważnych pytań, ale nie podaje żadnych odpowiedzi. Bawi się z nami w kotka i myszkę, momentami drwi z czytelnika, jednak nie robi tego bezmyślnie. Co prawda buduje fabułę w bardzo specyficzny i - umówmy się - brutalny sposób, jednak w tym szaleństwie jest metoda, która finalnie pozostawia nas z efektem WOW i sprawia, że książkę tę albo z miejsca pokochamy, albo znienawidzimy. Na pewno nie będą to letnie emocje.

Co ciekawe, styl autora jest w tym wszystkim bardzo oszczędny. Po męsku dosadny i bez zbędnych ozdobników, ale potrafiący wzbudzić wielkie emocje. Jak dla mnie genialne połączenie i bardzo miła odmiana, tym bardziej, że nie brak tu też sarkazmu i ironii, a te środki stylistyczne są przeze mnie zawsze mile widziane!

Jednak jest w tej książce coś, o czym z pewnością warto wspomnieć i co sprawia, że lektura ta nie przypadnie do gustu każdemu. Wielu czytelnikom może przeszkadzać wszechobecna agresja, frustracja i anarchistyczne zapędy autora, więc jeżeli jesteście ludźmi, którzy szukają w książkach piękna i ukojenia, to lepiej trzymajcie się od "Fight Clubu" z daleka. Dla mnie to wszystko nie stanowiło większego problemu, bo wcześniej widziałam film i wiedziałam czego się po książce spodziewać, a że czasem lubię zafundować sobie naprawdę mocne wrażenia, to z przyjemnością zatopiłam się w tej historii.

Reasumując, książka "Fight Club" jest w moim odczuciu bardzo interesująca i godna polecenia, jednak jeszcze raz podkreślam, że nie jest to książka dla każdego. Dla mnie stanowiła ona wspaniałą odskocznię od czytanych w ostatnim czasie tytułów i jestem pewna nie tylko tego, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, ale także tego, że sięgnę również po inne tytuły tego autora.

sobota, 28 listopada 2015

"Motylek" Katarzyna Puzyńska

Nie wiem czy pamiętacie, ale w pierwszym artykule jaki napisałam dla magazynu Moje Miasto, gorąco zachęcałam jego czytelników do sięgania po powieści polskie. Był to taki nieco symboliczny gest, gdyż często słyszę, że nie warto ich czytać, a ja uważam, że wręcz przeciwnie. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić i w każdym gatunku można znaleźć prawdziwe perełki. Ogromnie się cieszę, że kolejne książki po które sięgam tylko tę opinię potwierdzają i dokładnie tak było z "Motylkiem" Katarzyny Puzyńskiej.

Akcja książki rozgrywa się w Lipowie. Jest to mała wioska gdzieś na Mazurach i jak to w takich miejscowościach bywa, każdy zna tu każdego, a wszelkie plotki rozchodzą się lotem błyskawicy. Nic dziwnego, że kiedy przybywa tam Weronika, która porzuca miejskie życie i zdradzającego ją męża (absolutnie nie mylić tego wątku z tym, co znajdujemy na kartach powieści obyczajowych, których  akcja toczy się na rozlewiskach czy innych uroczyskach ;) ), w Lipowie zaczyna wrzeć. Każdy jest ciekawy nowej mieszkanki, snuje na jej temat własne domysły i pewnie jeszcze długo byłaby ona w centrum zainteresowania, gdyby nie to, że na obrzeżach wioski niespodziewanie pojawiają się zwłoki tajemniczej zakonnicy, co siłą rzeczy sprawia, że oczy wszystkich kierują się w tę stronę. To, co początkowo wygląda na zwykły wypadek, okazuje się być czymś znacznie bardziej skomplikowanym i z momentem, kiedy ruszy śledztwo, które musi poprowadzić debiutująca w tym temacie lokalna policja, życie mieszkańców wioski zostanie odmienione na zawsze.

To, co najbardziej mnie w "Motylku" urzekło, to pięknie nakreślone tło społeczno - obyczajowe. Autorce udało się zbudować naprawdę fajną i ciekawą historię, osadzając ją w miejscu doskonale znanym większości z nas. Wystarczy, że raz spędziliście wakacje na wsi, a doskonale będziecie wiedzieli o czym mówię - duszna atmosfera miejsca, gdzie każdy zna każdego, znudzona życiem i szukająca rozrywki młodzież oraz sklep i kościół jako miejsca najlepiej zaopatrzone w plotkę...

Jednak to, co wysuwa się w tej powieści na pierwszy plan, to ludzie. Przez to, że autorka nie ograniczyła się do schematu złoczyńca i polujący na niego stróż prawa, a rozbudowała motyw do wielu bohaterów zamieszanych w śmierć zakonnicy oraz kilku policjantów, zajmujących się śledztwem, powieść staje się wielowymiarowa i znacznie bardziej interesująca. I co ważne, wszyscy oni są zwyczajnymi ludźmi, takimi jak ja i Ty, przez co bardzo łatwo można się z nimi utożsamić. Nie ważne czy jest to gospodyni proboszcza, lokalny gangster czy pani w sklepie - każdy z nich wzbudza prawdziwe emocje, bo najzwyczajniej w świecie, bije od nich autentyczność. Tacy też są policjanci, prowadzący śledztwo. Każdy z nich jest na nieco innym etapie życia, przez co boryka się też z innymi problemami, a to akurat dodaje historii właściwej smaczka i sprawia, że na komisariacie nigdy nie jest nudno.

Jeżeli chodzi o samą akcję, to również jestem jak najbardziej na tak. Uważam, że fabuła jest nieprzekombinowana i wciągająca, a sam wątek kryminalny przemyślany i dopracowany. Po prostu dobrze skonstruowany kryminał. Ale na to, że czyta się go tak dobrze ma wpływ nie tylko to, że pani Puzyńska stworzyła trzymającą w napięciu historię, ale też to, w jaki sposób ją opisała. Jej styl, choć lekki, jest na wysokim poziomie i - co jest dla mnie bardzo istotne -  nie ma w niej dłużyzn i nierówności. Po prostu czujemy, że nie jest to książka pisana na siłę, gdzie dorzucane są takie czy inne wątki poboczne, byleby zapełnić strony. Tu wszystko jest przemyślane i każdy poruszony wątek, w mniejszym lub większym stopniu ma wpływ na całą historię.

Reasumując, z ręką na sercu polecam. Jest to bardzo dobry kryminał, osadzony w dobrze nam znanych realiach i uważam, że zadowoli on każdego miłośnika tego gatunku. Ja z pewnością sięgnę po kolejne tomy z tej serii, bo jak dla mnie autorka ma wielki potencjał i jestem bardzo ciekawa w jaki sposób go wykorzystała.

piątek, 27 listopada 2015

Magotowy BLOGMAS 2015

Moi Drodzy!

Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc pomyślałam, że dobrze by było przenieść tę niezwykłą, grudniową atmosferę również na bloga. Długo myślałam nad tym, jak to zrobić i postanowiłam, że będzie to BLOGMAS, a więc zabawa polegająca na tym, że począwszy od pierwszego dnia grudnia do samej Wigilii, będę tutaj codziennie publikowała jeden wpis o tematyce książkowo - świątecznej.




Jakie będą to wpisy? Bardzo zróżnicowane :) Będą oczywiście w dalszym ciągu recenzje, ale poza tym czekają na Was dwa konkursy, porady jakie książki można sprezentować bliskim w prezencie, świąteczne inspiracje, a także coś, czego w grudniu nie może zabraknąć, a więc książkowe podsumowania minionego roku. Nie mogę się już doczekać! :) 

✪ Mam nadzieję, że będziemy się świetnie bawili! 

Pozdrawiam
Magota

czwartek, 26 listopada 2015

"Moje pierwsze imago" Anna Purowska

Imago
1. «ostatecznie ukształtowana postać owada»
2. «w psychoanalizie: wyobrażenie określonej osoby, wytworzone we wczesnym dzieciństwie»*

"Moje pierwsze imago" jest pozycją dla mnie wyjątkową. Po raz pierwszy czytałam książkę autora, a raczej autorki, którą znam, ale nie w sensie wywiadów czy spotkań autorskich, ale prywatnie i to z czasów, kiedy mnie nie śniło się jeszcze o pisaniu bloga, a Ani o wydawaniu książek. 


Zarówno zdjęcie, jak i opis pochodzą ze strony
lubimyczytac.pl

"Anna, dwudziestoparoletnia niepoprawna romantyczka, ma za sobą nieudany związek z młodszym mężczyzną. Kolejne rozstanie oraz ciężka praca sprawiają, że czuje się zmęczona i rozczarowana życiem. Dlatego wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką wyrusza na wymarzone wakacje do słonecznej Chorwacji. Pomimo złamanego serca bohaterka postanawia zapomnieć o problemach i w pełni skorzystać z uroków tego pięknego kraju. Dziewczyny spędzają beztrosko czas, zwiedzając zabytki i degustując miejscowe trunki. Wkrótce poznają Darka, który szczególnie interesuje się Anną. Ona jednak musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest gotowa na kolejną miłosną przygodę…"


"Moje pierwsze imago" jest książką bardzo klimatyczną i kobiecą, którą pochłania się na raz. Czytając ją, mamy wrażenie, że czytamy o sobie, o naszych koleżankach czy przyjaciółkach, bo która z nas nie miała kiedyś złamanego serca, chwil zwątpienia i pragnienia by choć na chwilę od tego wszystkiego uciec? Ani się to udaje, a podczas swojej podróży do wymarzonej Chorwacji odkrywa siebie na nowo.

I to jest kolejny plus tej książki. Razem z autorką udajemy się na kilkudniowe wakacje, a że Ania pięknie opisuje tę podróż, mamy wrażenie, że jesteśmy tam razem z nią. Ja akurat nigdy w Chorwacji nie byłam, więc z wielką przyjemnością czytałam o tych wszystkich malowniczych miasteczkach, pięknych zabytkach i słonecznej plaży.

Jednak ta podróż, to dla naszej bohaterki znacznie więcej niż tylko wycieczka. Jest to także podróż w głąb samej siebie i analiza tego jaką dziewczyną była ona przed wyjazdem, a jaką chciałaby być w przyszłości. Ania snuje tu wspomnienia, analizuje dawne związki i nabiera przekonania, że  na pewne sytuacje nie chce, a nawet nie może już sobie pozwolić. Jednak co ważne, mimo tych słodko - gorzkich refleksji, nie traci nadziei na odnalezienie swojego szczęścia i z nadzieją patrzy w przyszłość.

Reasumując, książka Ani jest bardzo przyjemną lekturą, choć wydaje mi się, że skierowaną raczej do młodszych, aniżeli starszych czytelniczek. Z pewnością nada się ona na wakacyjną lekturę, ale myślę, że będzie również miłą odskocznią, kiedy zasiądziemy do niej przy pysznej herbatce podczas jesienno - zimowej szarugi. Wiem co mówię, bo sama czytałam ją zarówno latem, jak i teraz ;)

Aniu, z całego serca gratuluję Ci tej jakże ważnej, bo pierwszej książki i mocno zaciskam kciuki za wszystkie kolejne, bo że takie będą, nie wątpię :) Powodzenia!

Natomiast Wydawnictwu Papierowy Motyl serdecznie dziękuję za udostępnienie tego tytułu.











http://sjp.pwn.pl/szukaj/Imago.html


środa, 25 listopada 2015

"Klub filmowy Mery Streep" Mia March

Jako, że Meryl Streep jest jedną z moich ulubionych aktorek, nie mogłam przejść obojętnie obok książki, w której filmy z jej udziałem odgrywają tak ważną rolę. Długo na tę powieść polowałam i wiązałam z nią wielkie nadzieje, ale czy było warto?

Pewnego zimowego poranka dochodzi do wielkiej tragedii. W wypadku samochodowym giną 3 osoby, zostawiając swoich najbliższych w traumie, która będzie im towarzyszyła przez wiele kolejnych lat. Są to Lolly - właścicielka pewnego pensjonatu, która w wypadku straciła męża, jej córka Kat, która już nigdy nie zobaczy swojego ojca oraz June i Isabel, które w jednej chwili zostały całkowicie osierocone. Po latach, wszystkie te kobiety ponownie spotykają się w pensjonacie Lolly, a każda z nich boryka się z innymi problemami. Po części są to ich troski, wynikające z obecnej sytuacji życiowej, a po części stare żale i frustracje, które od lat nie pozwalają tym kobietom zbliżyć się do siebie. Łącznikiem między nimi mają być piątkowe seanse filmowe, kiedy to oglądając filmy z Meryl Streep, komentują jej poczynania, odnosząc poszczególne sceny do własnego życia. Czy będzie to rozwiązanie ich problemów? Czy odnajdą drogę do siebie i wyjaśnią kwestie, które od lat nie dają im spokoju?

Jeśli mam być szczera, to książka ta wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Na plus z pewnością można zaliczyć tu pomysł na fabułę i ciepły klimat książki oraz postać Meryl Streep, która staje się niejako piątą bohaterką tej powieści. Wnosi ona wiele świeżości i nadaje lekkości fabule, która w innych okolicznościach, mogłaby się wydać bardzo schematyczna.

Dodatkową siłą tej książki jest lekki, sympatyczny styl, sprawiający, że czyta się ją niezwykle szybko i przyjemnie oraz przesłanie, które nigdy nie traci na aktualności  - lojalność wobec najbliższych i szczerość w stosunku do siebie, są w życiu najważniejsze.

Natomiast to, co bardzo mnie irytowało, żeby nie powiedzieć mierziło, to niejakie oderwanie naszych bohaterek od rzeczywistości, co wyrażało się tym, że ich emocje zawsze brały górę nad realnym życiem. Co tam praca i obowiązki, skoro jest mi dzisiaj tak źle? Co z tego, że mój narzeczony dobija się do mnie od ponad tygodnia, skoro ja nie mam potrzeby rozmawiania z nim o czymkolwiek? No i skoro przy mężczyznach jesteśmy - mam nieodparte wrażenie, że w tej książce występowali oni tylko w dwóch wariantach -  jako ci bardzo, bardzo dobrzy albo Ci bardzo, bardzo źli. Generalnie mało która postać  do mnie przemówiła, co bezdyskusyjnie utrudniało wgryzienie się w tę powieść.

Sama fabuła jest dość interesująca. Spodobał mi się pomysł z powrotem do pensjonatu, który dla każdej z tych kobiet oznaczał w pewnym sensie dom (choć nie do końca taki, o jakim by marzyły), a wątek z wieczorkami filmowymi, niewątpliwie dodał całości uroku. Z przyjemnością odświeżyłam sobie niektóre tytuły w których zagrała Meryl Streep, a na kilka innych nabrałam wielkiej chrapki, więc już choćby z tego względu bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę.

Stąd też moje mieszane odczucia. Z jednej strony fajny pomysł, z drugiej, nie do końca dobrze zrealizowany. Generalnie książka ma swój potencjał i czyta się ją naprawdę miło, ale ja nawet od czytadeł oczekuję nieco więcej. Chciałabym oderwać się od rzeczywistości bez tego frustrującego uczucia, że bohaterowie żyją na całkiem innej planecie, gdzie nie obowiązują znane nam wszystkim reguły (oczywiście, o ile nie jest to gatunek typu powieść historyczna czy s-f :) ), gdzie nie występują żadne odcienie szarości, bo wszystko jest czarne, albo białe... po prostu chciałabym aby książka obyczajowa była nie tylko interesująca, ale i przekonująca. Tutaj zabrakło mi spójności w budowie pewnych wątków, relacji, które robią wrażenie autentycznych, a przede wszystkim postaci z którymi byłabym się w stanie identyfikować. Tak więc spędziłam przy tej książce kilka przyjemnych chwil, ale coś mi się wydaje, że za rok zupełnie nie będę o niej pamiętała...

wtorek, 24 listopada 2015

3x Liebster Blog Award

W ostatnim czasie mój blog został trzy razy wyróżniony nagrodą Liebster Blog Award, za co serdecznie dziękuję Yvaine z bloga Castle on a cloud, Dominice z bloga Polka w Monachium oraz Danielowi z Belikov Book Blog! Czas odpowiedzieć na zadane przez nich pytania :)



Na pierwszy ogień idą pytania od Yvaine 

1. Pierwsza książka, którą pamiętasz?
"Szelmostwa Lisa Witalisa" Brzechwy. Uwielbiałam jak Tato czytał mi ją do snu :) 

2. Ulubiony serial?
Generalnie jestem mało serialowa, ale do ulubionych na pewno mogę zaliczyć "Sons of Anarchy" i "Rodzinę Soprano"

3. Żart, suchar, z którego zawsze się śmiejesz.
Hmm, tu muszę przyznać, że mam dość specyficzne poczucie humoru i poza czarnym humorem, który uwielbiam, często śmieję się z rzeczy mało poprawnych politycznie, więc raczej nie będę tu wrzucać ulubieńców ;)

4. Tytuł, tekst piosenki, który opisuje Twój obecny nastrój.
"Sometimes it's hard to be a woman..." ;)

5. Gdybyś mógł/mogła zagrać główną rolę w wybranym filmie, który byś wybrał(a)?
"Wybór Zofii"

6. Rzecz, którą lubisz, ale niekoniecznie lubisz się tym chwalić.
Oglądanie vlogów life style :) 

7. Mało znany blog, który chciałbyś/chciałabyś polecić.
Polonista na emigracji: http://iwonas.blogspot.de/

8. Najlepszy motywator?
W życiu realnym - uśmiechnięte twarze moich dzieci, w social mediach - żywe reakcje na to co robię i piszę.

9. Ulubiona para, najlepszy romans.
Od lat uważam, że Rhett i Scarlett z "Przeminęło z wiatrem" są absolutnie najbardziej interesującą parą! :)

10. Popularne zachowanie, którego nie rozumiesz u innych ludzi.
Hejtowanie. Przeraża mnie to jak wielu ludzi bezmyślnie jedzie innych, a poza tym chorobliwie nie znoszę poniżania, wyzywania i wyśmiewania  słabszych.

11. Które z odwiedzonych przez Ciebie miejsc (do tej pory) najbardziej Ci sie podobało?
Moje serce całkowicie skradła Toskania!

Kolejne pytania pochodzą od Polki w Monachium 

1. Z czym wiąże się nazwa Twojego bloga / co ona oznacza dla Ciebie?
Niestety tutaj nie ma żadnej romantycznej historii :) Magota jest skrótem od mojego imienia (Małgorzata), a czytadła, bo strasznie lubię to słówko. 

2. Ile czasu spędzasz w tygodniu na czytaniu innych blogów?
Ostatnio stanowczo za mało, ale generalnie staram się im poświęcić 30-40 minut dziennie.

3. Czy poznałaś już jakieś inne blogerki / jakiś innych blogerów osobiście?
Tak, poznałam już kilka osób, a te z którymi utrzymuję stały kontakt, to: Polka w Monachium i Polonista na emigracji :)

4. Kiedy najlepiej pracuje Ci się przy komputerze?
Kiedy nie ma w pobliżu moich dzieci :) Poza tym od zawsze jestem nocnym markiem, więc noc jest dla mnie porą idealną.

5. Jakie jest ulubione miejsce w mieście, w którym obecnie mieszkasz?
Jest kilka takich miejsc w Monachium. Bardzo lubię wypić kawę w Literatuhaus, jestem niezmiennie oczarowana parkami Englischer Garten i Westpark i chętnie do nich wracam o każdej porze roku, natomiast z dziećmi bardzo chętnie odwiedzam Kinderkunsthaus i Wildpark Poing.

6. Dokąd najchętniej wybrałabyś się na najbliższy urlop?
Portugalia.

7. Czy masz jakiś talent, o którym wie niewiele osób?
Obok szydełkowania i robienia na drutach potrafię jeszcze tworzyć biżuterię, a do tego jestem mistrzynią w gotowaniu zup ;)

8. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
Wiosna. Szalenie lubię te pierwsze, cieplejsze promienie słońca i budzącą się do życia przyrodę. 

9. Aparat cyfrowy czy aparat w telefonie komórkowym?
Stanowczo cyfrowy, a najchętniej lustrzanka, choć i telefonem nie pogardzę, jak nie ma innej możliwości :)

10. Jak Twoi bliscy reagują na Twoje blogowanie?
Mega pozytywnie. Wspierają, kupują książki i cieszą się razem ze mną, że mam coś, co sprawia mi tak wielką przyjemność.

11. Czy jest jakiś smak dzieciństwa, za jakim tęsknisz?
Pampuchy, czyli drożdżowe kluski na parze w wykonaniu mojej babci :D

I ostatnia seria pytań od przemiłego Daniel Bielińskiego

1. Jesteś ekstrawertykiem czy introwertykiem?
Z pewnością bliżej mi do ekstrawertyka, choć nie jestem nim w 100%

2. Ulubiona seria.
Odkąd pojawiły się dzieci jest to seria "Poczytaj mi mamo" ;), a z tych dorosłych, to "Wiedźmin", "Obca" i kryminały Camilli Läckberg.

3. Ulubiony pisarz amerykański.
William Wharton. Mam do niego wielki sentyment.

4. Książki papierowe czy ebooki?
Lubię i jedno i drugie, choć i tak najczęściej stawiam na te papierowe :)

5. Czytanie na fotelu czy w łóżku? (inne warianty mile widziane)
Jako, że nie mam fotela, wybór będzie prosty - łóżko :)

6. Lubisz swoje imię?
Uwielbiam, ale strasznie przez nie cierpię, żyjąc w Niemczech ;) Nawet nie wiecie jak bardzo można zmasakrować wymowę Małgorzaty...  

7. Kto lub co zachęcił/o Cię do czytania?
Rodzice, którzy nigdy nie żałowali czasu na czytanie ze mną i pieniędzy na książki dla mnie. Do tego miałam cudowną polonistkę w podstawówce, więc po prostu nie mogłam nie zostać molem książkowym :)

8. Komu dedykujesz ten post?
Właśnie mojej kochanej polonistce. Choć odkąd skończyłam podstawówkę minęło już kilkanaście lat i obydwie wyjechałyśmy z Polski,  to nadal jesteśmy w kontakcie i kibicujemy sobie na każdym nowym etapie naszego życia. Autentycznie, wniosła ona bardzo dużo dobrego w moje życie.

9. Ulubiony przedmiot w szkole? 
Nie będzie zaskoczeń - język polski :)

10. Wolisz chodzić czy biegać?
Chodzić, choć mam wrażenie, że odkąd są dzieci, to tylko biegam :)

11. Czy uważasz, że czytanie książek to też sport?
W pewien sposób tak. Jest to na pewno dobra gimnastyka dla umysłu!

Czas na moje pytania i nominacje:

1. Pierwsza książka, którą sama sobie kupiłaś?
2. Czytasz książki raz czy powracasz do nich od czasu do czasu?
3. Co najbardziej lubisz, a co Cię drażni u innych blogerów?
4. Jaka książka w ostatnim roku zaskoczyła Cię najmocniej?
5. Który gatunek jest Ci najbliższy?
6. Preferujesz autorów polskich czy zagranicznych?
7. Gdzie kupujesz książki najczęściej?  
8. Którego autora nie lubisz i dlaczego?
9. Jeśli musiałabyś oddać wszystkie swoje książki poza jedną, jaka książka by to była?
10. Czy masz jeszcze inne hobby oprócz czytania?
11. Jakiej muzyki słuchasz?

Do zabawy zapraszam, ale nie przymuszam, 3 osoby :)


poniedziałek, 23 listopada 2015

Synowie Anarchii - komiks

Dziś coś nietypowego i czego jeszcze na moim blogu nie było. Komiks! Tak, tak moi drodzy, dobrze widzicie - nie dość, że komiks, to jeszcze o motocyklistach, o Synach Anarchii! :)

Pewnie co niektórzy stukają się teraz w głowę, ale naprawdę nie macie się czemu dziwić, bo wierzcie lub nie, ale był czas (i mam wielką nadzieję, że ten czas jeszcze wróci!), kiedy motocykle stanowiły integralną część mojego życia. Kiedy moje koleżanki z liceum spędzały czas w dyskotekach, ja przesiadywałam z bratem i naszymi znajomymi w klubie motocyklowym, albo na zlotach. Mam z tych kilku lat piękne wspomnienia, ludzi, którzy na zawsze zostaną w serduchu i wielki sentyment do wszystkiego co się z motocyklami wiąże.

Stąd też z miejsca zakochałam się w serialu "Synowie Anarchii". Dosłownie po pierwszym odcinku jaki zobaczyłam. Nawet Outlander tego nie przebije ;) Z resztą pomijając już nawet pobudki osobiste, uważam, że twórcy "Synów Anarchii" dali z siebie wszystko i stworzyli serial, który przypadnie do gustu nie tylko zapalonym motocyklistom, ale każdemu widzowi, spragnionemu dobrej akcji i ciekawej fabuły. Poza tym z tego co się orientuję, to serial ten zbiera również świetne recenzje wśród krytyków, więc coś jest na rzeczy.

Wracając jednak do komiksu... Jest to po prostu wisienka na serialowym torcie, a do tego jest tak pięknie wydany, że niejedna książka z mojej biblioteczki się przy nim chowa!

Zacznę może od strony technicznej. Po pierwsze, twarda oprawa z matowo - błyszczącym nadrukiem sprawia, że  każde załamanie światła cieszy oko. Mała rzecz, a cieszy :) Po drugie, bardzo solidny papier, który w komiksach jest naprawdę rzadkością, a po trzecie, miła niespodzianka w środku, w postaci pięknego, filmowego plakatu do zawieszenia na ścianie. Jak dla mnie cudo!

Jeśli chodzi o samą kreskę, to nie będę tutaj udawała specjalistki, bo aż tyle komiksów nie mam na swoim koncie, ale to, co z pewnością mogę powiedzieć to to, że rysunki tutaj są bardzo miłe dla oka, szalenie dopracowane, a przy tym nieprzekombinowane. Z resztą, jako ciekawostkę dodam, że na końcu książki zostało dokładnie pokazane, jak takie przykładowe rysunki powstają, więc można samemu prześledzić i nabrać szacunku do ich twórców ;). Coś niesamowitego!

A teraz sprawa najbardziej istotna - komiks ten jest bardzo czytelny i będzie zrozumiały nie tylko dla znawców serialu, ale i dla zupełnych laików w tym temacie.  Dzięki krótkim wyjaśnieniom, tzw. retrospekcjom jesteśmy wprowadzani w każdy ważniejszy wątek, przez co pozostałe teksty są dla nas jak najbardziej zrozumiałe. Ja, znając serial, dodam jeszcze ze swojej strony, że jestem bardzo zadowolona z tego, jak zostali tutaj przedstawieni bohaterowie, gdyż moim zdaniem, są to dość wierne odzwierciedlenia i jedyne, co tej lekturze mogę zarzucić to to, że zostawia ona po sobie wielki niedosyt! :)

Reasumując, uważam, że jest to pozycja jak najbardziej godna uwagi! Przepięknie wydana, wciągająca i zawierająca wiele bonusów związanych z serialem. Mam wielką nadzieją, że będą kolejne części!

Za możliwość przeczytania tego komiksu, serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN!



niedziela, 22 listopada 2015

Spotkanie autorskie z Eleanor Catton

O Eleanor Catton zrobiło się głośno w roku 2013, kiedy to jako najmłodsza w historii, otrzymała nagrodę Bookera, a więc nagrodę za najlepszą powieść anglojęzyczną. Jej książka "Wszystko, co lśni" podbiła serca nie tylko jury czy krytyków literackich, ale i urzekła miliony ludzi na całym świecie, a najlepszym dowodem na to, jest niesłabnące zainteresowanie tym tytułem do tej pory.

W Monachium, autorka pojawiła się 19.11.2015 w ramach Literaturfest 2015 i z miejsca oczarowała przybyłą publiczność. Skromna, z poczuciem humoru, okazała się być znakomitą rozmówczynią, a co najważniejsze, pokazała, że ma pomysł na siebie i jest prawdziwą miłośniczką literatury. Przy okazji wyszło też na jaw, że żaden gatunek nie jest jej obcy, a my dzięki temu mogliśmy się dowiedzieć, jakie przełożenie ma to na powieści, które sama pisze.

Spotkanie rozpoczęła i do końca moderowała Melanie Walz, która też tłumaczyła "Wszystko co lśni" na język niemiecki, a towarzyszył jej fenomenalny Thomasa Loibl, aktor, który odpowiedzialny był za odczyt poszczególnych fragmentów.


HITCHCOCK TOUCH

Pierwsza tura pytań dotyczyła przede wszystkim książki "Wszystko co lśni". Catton zdradziła m.in., że pracowała nad nią 5 lat, z czego 2 lata to było samo wgłębianie się w temat astrologii (w którą autorka, de facto, nie wierzy), poszukiwaczy złota czy życia w Nowej Zelandii  w tamtych czasach, a kolejne 3, to żmudne pisanie i korekty. Jak się okazuje, Eleanor Catton nic nie pozostawia przypadkowi i nie czeka na wenę, a pracuje według planu, który ustala na samym początku pisania i który na bieżąco aktualizuje. W tym momencie przyznała również, że nawet nie zaczyna pisać pierwszego zdania, jeśli nie jest w stanie opowiedzieć komuś o czym ma być ta książka.

Ciekawym wątkiem w tej dyskusji było również stwierdzenie, że według wielu "Wszystko, co lśni" ma w sobie coś z klimatu filmów Hitchcocka i pytanie czy autorka myślała o ekranizacji swojej książki. Catton z rozbrajającą szczerością przyznała, że za grosz nie posiada "intuicji filmowej", a już odkąd zaczęła współpracować z wytwórnią filmową 20th Century Fox i napisała dla nich pilotażowy odcinek w związku z inną produkcją, wie, że pisanie powieści pod kątem ewentualnych ekranizacji w jej przypadku się nie sprawdzi. I tu ciekawostka - autorka jest wielką fanką Martina Scorsese, a filmy ogląda równie chętnie, co czyta książki :)

DEMOKRACJA CZY FEMINIZM?

Spora część dyskusji z Eleanor Catton dotyczyła jej książkowych bohaterów. Począwszy od pytań dlaczego w książce "Wszystko, co lśni" występują prawie jedynie męskie postaci, przez rozważania czy znaki zodiaku faktycznie mogę mieć wpływ na ich zachowanie, kończąc na tym czy autor może faworyzować któregoś ze swoich bohaterów?

Autorka przyznała, że jako kobiecie niełatwo jej było napisać powieść o typowo męskim świecie, a takim właśnie był ten zakątek ziemi w czasach gorączki złota i często spotyka się z zarzutami, że to nie przystoi kobiecie uważającej się za feministkę oraz, że jest zbyt wyrozumiała dla swoich bohaterów. Ona sama się z tym nie zgadza. Uważa, że każdy ma w sobie dobrą i złą stronę, którą trzeba "demokratycznie" pokazać, a co do feminizmu, to dla niej wcale nie oznacza on wrogości do mężczyzn, a wręcz przeciwnie. Jak sam mówi: "feministką można, a nawet należy być, również mówiąc dobrze o mężczyznach".

WINO I MOC SPISKU

Na koniec, autorka zdradziła nam, czym sama się interesuje, jakie powieści ceni najbardziej i dlaczego uważa, że najtrudniej pisać o niebanalnej miłości. Jak się okazuje, znacznie łatwiej przychodzi jej tworzenie powieści łotrzykowskiej, niż pisanie romansu, gdyż tak naprawdę od zawsze bardziej fascynowałą ją "ciemna strona mocy" niż grzeczne opowiastki o łzawym zakończeniu. Przyznaje, że sama jest osobą dość spokojną i ułożoną, więc tym chętniej puszcza wodze fantazji i snuje fabułę opartą na spisku, co też niejednokrotnie zaskakuje jej otoczenie.

Finalne pytanie do autorki brzmiało, co doradziłaby ze swojej strony początkującym pisarzom, a jej odpowiedź rozbawiła każdą osobę przebywającą na sali. Mianowicie powiedziała ona tylko jedno, ale jakże wymowne zdanie: "Pijcie dużo wina i rozmawiajcie z ludźmi. Tak od serca."
 
Generalnie, spotkanie z Eleanor Catton było niesamowicie ciekawe i inspirujące. Trwało ono ponad 2 godziny i zapewniam, że ani przez sekundę nie było nudno. Jest to szalenie ciekawa osobowość, która łączy w sobie kobiecą subtelność z iście męskim uporem. Było dużo śmiechu, niebanalnych odpowiedzi i cudownych wątków pobocznych. Jedyne, co moim zdaniem nie do końca zagrało, to konferansjerka, gdyż pani tłumaczka, widząc, że publiczność żywiołowo reaguje na wypowiedzi autorki, stwierdziła, że skoro wszyscy tak dobrze rozumieją angielski, to nie musi się już specjalnie skupiać na tłumaczeniu na niemiecki... Myślę, że część osób poczuła się w tym momencie trochę urażona, gdyż po 15 minutach takiego wybiórczego tłumaczenia 1/4 publiczności opuściła salę.
Niemniej, całość spotkania jak najbradziej na plus, a krótka wymiana zdań z autorką przy podpisywaniu mojego egzemplarza była już wisienką na torcie :)


Następne w kolejności jest spotkanie z Umberto Eco, które odbędzie się w Monachium 2.12.2015. Z pewnością nie będzie już tak kameralnie, ale liczę na to, że równie przyjemnie! Oczywiście, o nim również opowiem :)

piątek, 6 listopada 2015

Podsumowanie października, zakupy i plany na listopad

I kolejny miesiąc za nami. Pod wieloma względami był to czas bardzo udany (m.in. nawiązanie współpracy z Domem Wydawniczym Rebis, fantastyczne spotkania towarzyskie i cała masa cudownych wypadów w plener z dzieciakami), jednak w dużej mierze go przechorowaliśmy, więc w listopad wskoczyłam niestety w nie najlepszej formie... Jednak narzekać nie będę, ponieważ z początkiem miesiąca udało się też wyskoczyć na kilka dni do Polski, a tam, co by nie było, zawsze podładowuję baterie. Pytanie tylko na ile mi to doładowanie wystarczy ;)

Jeśli chodzi o książki, to w październiku było całkiem przyzwoicie. Dokończyłam to, co dokończyć miałam, a więc:
"Muzyka i emocje" Malcolm Budd
"Rozbiórka. Wiersze, rozmowy i portrety 26 poetów"
"Wybrana" Naomi Novik

A do tego udało mi się przeczytać 5 kolejnych książek. Były to:
"Lekkie jak kamień, jasne jak mrok" Barbara Maria Deja
"Marsjanin" Andy Weir (recenzja)
"Seks. Pozycja dla praktykujących" Joanna Mielewczyk
"Ostre przedmioty" Gillian Flynn
"Po prostu bądź" Magdalena Witkiewicz

Recenzje wszystkich tych książek są już przygotowane i będą się pojawiały w listopadzie.

Jeśli chodzi o nowe nabytki, to trochę się tego uzbierało, ale jak już wspominałam byłam w Polsce i obok tego co otrzymałam od wydawnictw czy sama zakupiłam, zostałam  jeszcze obsypana masą cudownych, książkowych prezentów od rodziców. Dla ułatwienia podzieliłam to wielkie stosisko na 3 pomniejsze - pierwszy, to potwory, thrillery i horrory, drugi, to literatura stricte kobieca, natomiast trzeci określiłabym jako neutralny, gdzie królują polscy autorzy :)


Stosik pierwszy:
"Badacz potworów" Rick Yancey - książka ta wylądował na mojej liście "do przeczytania" jakiś rok temu, kiedy to natrafiłam na video recenzję Librocubicularist, tak więc kiedy tylko zobaczyłam tę książkę na promocji w Biedronce (8,99 zł), nie mogłam się oprzeć :)
Ze "Statkiem śmierci" Yrsy historia podobna, z tym, że tutaj przyczyniła się recenzja w Kąciku z książkami :) Cena, to również 8,99 zł
"Sześć grobów do Monachium" Mario Puzo- prezent od Taty
"Paskudna historia" Bernard Minier - recenzencka od Domu Wydawniczego Rebis
"Przeklęci" Joyce Carol Oates - recenzencka od Domu Wydawniczego Rebis
"Temat na pierwszą stronę" Umberto Eco - wspominałam ostatnio, że w grudniu wybieram się na spotkanie autorskie z tym pisarzem, więc postanowiłam sięgnąć po jego najnowszą powieść


Stosik drugi:
"Prawie siostry" Maria Ulatowska - prezent od mamy, a zarazem pierwsza książka przeczytana w listopadzie :)
"Wiosna w różanej przystani" Debbie Macomber - mam sentyment do tej pisarki, bo jej bohaterki nie dość, że lubią czytać książki, to jeszcze często robią na drutach :) Poza tym jest to kontynuacja "Pensjonatu wśród róż", a że ta książka była bardzo przyjemna, to nie mogłam się oprzeć części drugiej. Książka z promocji w Biedronce za 8,99 zł
"Klub filmowy Meryl Streep" Mia March - od dawna na mojej liście, ale czekałam na rozsądną cenę, bo za 35 zł na pewno nie kupię jednorazowego czytadła... Na szczęście jest Biedronka ;) Oprawa twarda, cena 12,95
"Wymarzony dom" i "Wymarzony czas" pożyczyłam od Mamy, bo postanowiłam dać drugą szansę tej autorce (jej "Okno z widokiem", które czytałam jakiś czas temu, niestety nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia)
"Szczęście w Twoich oczach" Caroline Leavitt - prezent od mamy z którego bardzo się cieszę, bo od dawna już chciałam sięgnąć po jakiś tytuł z cyklu "Leniwa niedziela" (Świat książki)

Stosik trzeci:
"Jolanta" Sylwia Chutnik - słyszałam dużo dobrego o tej książce, a że bardzo lubię panią Chutnik, to postanowiłam sięgnąć po jej najnowszą powieść
"Okularnik" Katarzyna Bonda - po "Pochłaniaczu" było dla mnie jasne, że sięgnę po kontynuację, a akurat była promocja w Empiku (24,99 zł), to nawet się nie zastanawiałam
"Inna dusza" Łukasz Orbitowski - coś mnie ciągnie do tego autora... jeszcze nie czytałam żadnej jego książki, ale podczytując fragmenty stwierdziłam, że jest to styl, który bardzo lubię, więc jest duża szansa, że się zaprzyjaźnimy
"Karbala" Piotr Głuchowski - chciałam kupić Tacie w prezencie, okazało się, że Tato kupił mi :) Jestem bardzo ciekawa tej historii!
"Więcej niż możesz zjeść" Dorota Masłowska - choć nie jestem wielką fanką tej autorki, to wybieram się w grudniu na jej spotkanie autorskie, więc wypadałoby przeczytać :)

Tyle z zakupów, czas na plany na listopad:



Z pewnością chcę skończyć "Placebo" Elizy Chojnackiej oraz nadal podczytywać "Wszystko co lśni" Eleanor Catton. Co prawda wiem, że nie ma szans, abym uwinęła się z tą książką do spotkania autorskiego 16.11, ale nie szkodzi. Ważne, żebym w ogóle przez nią przebrnęła, bo początek jest dość ciężki i idzie mi trochę opornie...

Ponad to w listopadzie z pewnością sięgnę po "Paskudną historię" Miniera oraz "Przeklętych" Oates, a jak wystarczy czasu, to na koniec miesiąca zajmę się jeszcze Umberto Eco i Dorotą Masłowską. Taki jest plan, a co z niego wyjdzie, to się jeszcze okaże, bo z tego co wiem, to Wydawnictwo Iskry również mi coś wysłało, a jeśli będzie to planowy Hłasko i Tuwim, to nie sądzę, żebym wytrzymała z lekturą do grudnia :)

I to tyle na chwilę obecną. Znacie coś z tego? Czytaliście już może?

Uściski
Magota