środa, 25 listopada 2015

"Klub filmowy Mery Streep" Mia March

Jako, że Meryl Streep jest jedną z moich ulubionych aktorek, nie mogłam przejść obojętnie obok książki, w której filmy z jej udziałem odgrywają tak ważną rolę. Długo na tę powieść polowałam i wiązałam z nią wielkie nadzieje, ale czy było warto?

Pewnego zimowego poranka dochodzi do wielkiej tragedii. W wypadku samochodowym giną 3 osoby, zostawiając swoich najbliższych w traumie, która będzie im towarzyszyła przez wiele kolejnych lat. Są to Lolly - właścicielka pewnego pensjonatu, która w wypadku straciła męża, jej córka Kat, która już nigdy nie zobaczy swojego ojca oraz June i Isabel, które w jednej chwili zostały całkowicie osierocone. Po latach, wszystkie te kobiety ponownie spotykają się w pensjonacie Lolly, a każda z nich boryka się z innymi problemami. Po części są to ich troski, wynikające z obecnej sytuacji życiowej, a po części stare żale i frustracje, które od lat nie pozwalają tym kobietom zbliżyć się do siebie. Łącznikiem między nimi mają być piątkowe seanse filmowe, kiedy to oglądając filmy z Meryl Streep, komentują jej poczynania, odnosząc poszczególne sceny do własnego życia. Czy będzie to rozwiązanie ich problemów? Czy odnajdą drogę do siebie i wyjaśnią kwestie, które od lat nie dają im spokoju?

Jeśli mam być szczera, to książka ta wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Na plus z pewnością można zaliczyć tu pomysł na fabułę i ciepły klimat książki oraz postać Meryl Streep, która staje się niejako piątą bohaterką tej powieści. Wnosi ona wiele świeżości i nadaje lekkości fabule, która w innych okolicznościach, mogłaby się wydać bardzo schematyczna.

Dodatkową siłą tej książki jest lekki, sympatyczny styl, sprawiający, że czyta się ją niezwykle szybko i przyjemnie oraz przesłanie, które nigdy nie traci na aktualności  - lojalność wobec najbliższych i szczerość w stosunku do siebie, są w życiu najważniejsze.

Natomiast to, co bardzo mnie irytowało, żeby nie powiedzieć mierziło, to niejakie oderwanie naszych bohaterek od rzeczywistości, co wyrażało się tym, że ich emocje zawsze brały górę nad realnym życiem. Co tam praca i obowiązki, skoro jest mi dzisiaj tak źle? Co z tego, że mój narzeczony dobija się do mnie od ponad tygodnia, skoro ja nie mam potrzeby rozmawiania z nim o czymkolwiek? No i skoro przy mężczyznach jesteśmy - mam nieodparte wrażenie, że w tej książce występowali oni tylko w dwóch wariantach -  jako ci bardzo, bardzo dobrzy albo Ci bardzo, bardzo źli. Generalnie mało która postać  do mnie przemówiła, co bezdyskusyjnie utrudniało wgryzienie się w tę powieść.

Sama fabuła jest dość interesująca. Spodobał mi się pomysł z powrotem do pensjonatu, który dla każdej z tych kobiet oznaczał w pewnym sensie dom (choć nie do końca taki, o jakim by marzyły), a wątek z wieczorkami filmowymi, niewątpliwie dodał całości uroku. Z przyjemnością odświeżyłam sobie niektóre tytuły w których zagrała Meryl Streep, a na kilka innych nabrałam wielkiej chrapki, więc już choćby z tego względu bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę.

Stąd też moje mieszane odczucia. Z jednej strony fajny pomysł, z drugiej, nie do końca dobrze zrealizowany. Generalnie książka ma swój potencjał i czyta się ją naprawdę miło, ale ja nawet od czytadeł oczekuję nieco więcej. Chciałabym oderwać się od rzeczywistości bez tego frustrującego uczucia, że bohaterowie żyją na całkiem innej planecie, gdzie nie obowiązują znane nam wszystkim reguły (oczywiście, o ile nie jest to gatunek typu powieść historyczna czy s-f :) ), gdzie nie występują żadne odcienie szarości, bo wszystko jest czarne, albo białe... po prostu chciałabym aby książka obyczajowa była nie tylko interesująca, ale i przekonująca. Tutaj zabrakło mi spójności w budowie pewnych wątków, relacji, które robią wrażenie autentycznych, a przede wszystkim postaci z którymi byłabym się w stanie identyfikować. Tak więc spędziłam przy tej książce kilka przyjemnych chwil, ale coś mi się wydaje, że za rok zupełnie nie będę o niej pamiętała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!