niedziela, 13 grudnia 2015

Blogmas #12--> "Prawie siostry" Maria Ulatowska



(...) Aleksandra, Jolanta i Teodora. One same mówiły o sobie, że są jak siostry. - Prawie siostry - uściślała Aleksandra, która jedyna z tej trójki miała dwie siostry rodzone i twierdziła, że siostry to zgagi i gangreny, natomiast "prawie siostry" to po prostu wybór serca." 
O książkach Marii Ulatowskiej słyszałam już wiele, jednak dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z jedną z nich. Wybór padł na "Prawie siostry", ponieważ właśnie tę książkę dostałam w prezencie i choć czytało się naprawdę miło, to mój wrodzony sceptycyzm nie dawał mi spokoju i co rusz wtrącał swoje trzy grosze ;)

Aleksandra, Jolanta i Teodora przyjaźnią się od dzieciństwa. Choć pochodzą z zupełnie różnych środowisk, łączy je niezwykła więź, której za żadną cenę nie chcą stracić. Dlatego też wraz z końcem liceum umawiają się, że bez względu na to, jak potoczą się ich losy, będą się spotykały co 5 lat w konkretnym miejscu i czasie. Umowy tej dotrzymują, a my wraz z nimi śledzimy nie tylko historię tych spotkań, ale też życiowe perypetie każdej z nich.

Zacznę może od tego, że książki obyczajowe, to w moim przypadku pewien paradoks. 80% z tych, które czytałam określiłabym jako przeciętne i w przypadku każdego innego gatunku, dałabym już sobie spokój z dalszym sięganiem po coś z tej półki, jednak w tym przypadku nie potrafię. Ciągle szukam, ciągle próbuję i nie tracę nadziei, że kiedyś natrafię na autorkę lub autora, który zachwyci mnie bez reszty i sprawi, że na nowo uwierzę w moc literatury kobiecej. Stąd też regularnie sięgam po tytuły takie jak te i ... regularnie się ich czepiam. Wiem, że trochę to nie w porządku, stąd też słowem wstępu takie wyjaśnienie.

W przypadku pani Marii sprawa ma się tak, że nie do końca wiem, co o niej myśleć. Z jednej strony pisze ona naprawdę przyjemnym językiem i książkę pochłania się z przyjemnością, z drugiej jednak, fabuła pozostawia nieco do życzenia i książka o której mowa, była w moim odczuciu po prostu nierówna. Pierwsza połowa bardzo mnie wciągnęła i byłam strasznie ciekawa, jak potoczą się losy naszych bohaterek, jednak im dalej w las, tym więcej naciąganych wątków i coraz mniej przekonywujących historii miłosnych.

Same bohaterki były dosyć ciekawe. Każda z nich zyskała w ten czy inny sposób moją sympatię i muszę przyznać, że jako całość świetnie się uzupełniały. Problem w tym, że kiedy tylko na horyzoncie pojawiał się jakiś mężczyzna, natychmiast zachowywały się one co najmniej dziwnie i część tej sympatii się ulatniała. Być może był to zabieg celowy, jednak mnie, nie przypadł on do gustu.

Za to coś, co szalenie mi się spodobało, to motyw przyjaźni pomiędzy dziewczynami. Bez względu na to, jak bardzo one w życiu błądziły i ile nie przeszły, prędzej czy później odnajdywały drogę do siebie. Tutaj nie było przesłodzenia. Wręcz przeciwnie. Zdarzały się kłótnie, okresy długiego niewidzenia się czy brak ogólnego zrozumienia między nimi, jednak chęć podtrzymania tak ważnej w życiu relacji, prędzej czy później brała górę i okazywało się, że wzajemna lojalność jest jedną z najcenniejszym rzeczy, jakie mają. Było to bardzo pozytywne przesłanie, które - nie ukrywam - skłoniło mnie również do małej autorefleksji :)

Reasumując, książka nie porwała mnie do tego stopnia, żebym piała z zachwytu, ale nie mogę też jednoznacznie powiedzieć, że jest zła. Spodobał mi się styl i emocjonalność autorki, ale sposób w jaki poprowadzona została część wątków, był zbyt schematyczny, stąd też moje odczucia są raczej mieszane. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli za jakiś czas dam jeszcze jedną szansę tej autorce i przekonam się czy jednak więcej nas łączy czy może dzieli.

2 komentarze:

  1. Nie czytałam. Ale okładka jest piękna, skradła moje serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka piękna, to fakt. Z resztą z tego, co kojarzę, to wszystkie książki pani Ulatowskiej są równie klimatyczne i przyciągają wzrok. Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!