czwartek, 17 grudnia 2015

Blogmas #17 --> "Zaginięcie" Remigiusz Mróz


Po lekturze "Kasacji" Remigiusza Mroza (recenzja), wiedziałam że co by nie było, sięgnę po jej kontynuację. Tak się złożyło, że dostałam możliwość zrecenzowania "Zaginięcia" dla portalu biblionetka.pl, więc wraz z nimi zapraszam na kilka słów o tej książce.

Napisać dobry kryminał to jedno, ale stworzyć równie mocną kontynuację, to już całkiem inna historia. Remigiusz Mróz podjął się takiego zadania i w niespełna rok po wydaniu „Kasacji” oddał w nasze ręce „Zaginięcie”, kolejną historię, w której główną rolę odgrywają Chyłka i Zordon. Co ciekawe, w tym samym roku wydał jeszcze kilka innych powieści oraz obronił doktorat, co oznacza, że jest niezwykle ambitnym człowiekiem. Pytanie tylko, czy w przypadku jego literackiej twórczości tempo i ilość przekładają się na jakość? Pozwólcie, że odpowiem na to pytanie właśnie na przykładzie „Zaginięcia”.

Akcja rozpoczyna się od pewnego niespodziewanego telefonu w samym środku nocy. Do Joanny Chyłki dzwoni dawna znajoma i z desperacją w głosie prosi o pomoc w sprawie z pozoru beznadziejnej. Chodzi o zaginięcie jej córki z domu, w którym coś takiego nie miało prawa się wydarzyć, gdyż był on całkowicie objęty alarmem. Dziewczynka jakby rozpłynęła się w powietrzu, a głównymi oskarżonymi siłą rzeczy stają się jej rodzice, podejrzani o zamordowanie dziecka i ukrycie zwłok. Chyłka natychmiast dzwoni do swojego podopiecznego, Zordona i wraz z nim udaje się na miejsce zdarzenia, gdzie szybko przekonuje się, iż sprawa ma drugie dno. Od tej chwili zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem, pełen wrażeń, nagłych zwrotów akcji i z finałem wzbudzającym szybsze bicie serca. 

Trzeba przyznać, że pomysł na fabułę jest nad wyraz trafiony. Zaginięcie małego dziecka zawsze wzbudza żywe emocje, a jeśli głównymi podejrzanymi stają się jego rodzice, sprawa nabiera szczególnego znaczenia. Przypomnijmy sobie choćby takie historie, jak tajemnicze zniknięcie małej Madeleine McCane, które swego czasu poruszyło cały świat oraz bardziej lokalną, albo równie wielka tragedia – sprawa małej Madzi z Sosnowca. Podczas lektury „Zaginięcia” nie sposób oprzeć się wrażeniu, że stanowiły one dla autora inspirację (który zresztą do tej drugiej sprawy kilkakrotnie nawiązuje na kartach książki), jednak – co należy docenić – oszczędził nam taniego sentymentalizmu czy emocjonalnych zagrywek poniżej pasa. 

Mróz skupia się na wątku kryminalnym, przede wszystkim na poczynaniach tych, którzy robią wszystko, aby sprawę rozwikłać, czyli oczywiście na duecie prawniczym w osobach Chyłki i Zordona, ale poznajemy też punkt widzenia prokuratury, pełniącej rolę oskarżyciela w tej sprawie. Zabieg niezwykle udany, który z całą brutalnością uświadamia nam, jak wielka przepaść dzieli prawników pracujących z urzędu i tych z prywatnej, renomowanej kancelarii. Zarówno pod względem mentalnym, jak i w kwestii możliwości. Niby wszyscy to wiemy, a jednak w trakcie lektury nie raz i nie dwa się zdziwimy. 

Ten właśnie motyw z pewnością wyróżnia „Kasację” oraz „Zaginięcie” spośród wielu im podobnych. Autor, który sam ukończył prawo, jest doskonale obeznany z tematem i potrafi tę wiedzę interesująco przekazać. Co ważne, robi to w sposób prosty i przystępny, nie tracąc przy tym wiarygodności. Dzięki temu powieść jest ciekawa ze względu nie tylko na wartką akcję i interesującą fabułę, ale również na to, że zostaje uchylony rąbek tajemnicy odnośnie do tego, jak naprawdę funkcjonuje polskie prawo, czego – jakkolwiek by patrzeć – nie uświadczymy ani u Grishama, ani u Margolina czy Carofiglia. 

Wróćmy jednak do naszych bohaterów. Chyłka i Zordon zachwycają dokładnie tak samo jak w „Kasacji”, choć wydaje mi się, że trochę wyewoluowali. Ona – wygadana, z pozoru bez serca i niezwykle ambitna, zaczyna dopuszczać do głosu uczucia, on – szarmancki, inteligentny, ale nieco zbyt uległy w stosunku do swojej przełóżonej, jest teraz nieco bardziej pewny swego zdania, dzięki czemu staje się też bardziej wyrazisty. Te właśnie zmiany sprawiają, że chemia między nimi jest coraz bardziej namacalna, a autor serwuje nam emocjonalny rollercoaster, choć jak to u niego bywa, do samego końca bawi się z nami w kotka i myszkę. Przyznać trzeba, że takie wodzenie za nos i pozostawianie w coraz większej niepewności co do rozwoju wydarzeń staje się już znakiem rozpoznawczym autora. Podobnie jak i pędząca w zastraszającym tempie akcja oraz bardzo wyraziści bohaterowie, których nie sposób nie polubić już choćby ze względu na ich oryginalne usposobienia czy pełne humoru i ironii wypowiedzi. Jedyne, czego mi jeszcze ciągle brakuje, to nieco bardziej rozbudowane tło społeczno-obyczajowe, choć i tu można dostrzec znaczne postępy w stosunku do „Kasacji”, np. ukazany został koloryt lokalny Sajenka, wioski, w której toczy się akcja. 

„Zaginięcie” jest więc, moim zdaniem, równie dobre jak „Kasacja”, o ile nie lepsze, i z pewnością stanowi jego godną kontynuację. Remigiusz Mróz nadal śmiało przeciera szlaki w raczkującym jeszcze w Polsce gatunku o nazwie thriller prawniczy i wychodzi mu to nad wyraz dobrze. Po raz kolejny wykazuje się pisarską intuicją, kreując świat, który budzi żywe emocje, a tym samym udowadnia, że można pisać wiele i jednocześnie dobrze. Cieszy to tym bardziej, że na styczeń zapowiadana jest kolejna część cyklu, na którą ja z niecierpliwością czekam. 

1 komentarz:

  1. No i teraz będę musiała pomaszerować do księgarni... Przedwczoraj skończyłam "Kasację" i owszem, byłam ciekawa, co będzie dalej, ale po Twojej recenzji jestem ciekawa sto razy bardziej. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!