środa, 24 lutego 2016

"Wilk" Marek Hłasko

Ufberg image 13
Źródło
Polski James Dean, czyli Marek Hłasko urodził się tuż przed wojną, a swoje pierwsze pisarskie kroki stawiał 18 lat później. Z natury niepokorny, choć przy tym szalenie wrażliwy, szybko stał się postacią kultową i jednym z najciekawszych głosów swego pokolenia. Jak sam wielokrotnie podkreślał, po tym co przeżył w młodości, nie potrafi pisać ckliwych powieści ku pokrzepieniu serc, niemniej w każdej z nich tli się jakaś iskierka nadziei w człowieka bądź też na lepsze jutro. I to właśnie ta niezwykła mieszanka, buntu, ale i marzycielstwa, zarazem oraz niebywały talent sprawiły, że młody Hłasko szybko wzbił się na literackie wyżyny, a jego książki są chętnie czytane po dziś dzień.

Co się tyczy "Wilka", to jest to pierwsza powieść jaką napisał (rok 1954), ale ostatnia, która została wydana (rok 2015). Stało się tak za sprawą odnalezionego po latach  rękopisu, co niektórym czytelnikom może się niestety skojarzyć z wątpliwej jakości dziełem czy też odcinaniem kuponów po zmarłym autorze. Nic bardziej mylnego. W tym przypadku grzechem byłoby nie wydać tej historii, gdyż jest ona nie tylko przepięknym debiutem i pełnowartościową powieścią, ale także największym dowodem na to, jak bardzo utalentowany był Hłasko, skoro już w wieku 18 lat potrafił pisać tak dobrze!
"Trudno jest być mężczyzną, trudno jest być twardym, jeśli się w życiu nic jeszcze nie zaczęło, a wszystko skończyło"* 
Marymont jest jedną z najbiedniejszych warszawskich dzielnic. Szarą, brudną i wynędzniałą. To właśnie tu na świat przychodzi Rysiek Lewandowski, który mimo licznych problemów i ubóstwa, jest dzieckiem szczęśliwym i ufnie spoglądającym w przyszłość. Choć otaczają go głównie drobne złodziejaszki, szuje i wieczni kombinatorzy, to on nie przestaje szukać wzorców, godnych naśladowania. Niestety, w takich miejscach jak Ryśkowa dzielnica, nic nie jest tylko czarne lub białe i nasz bohater mimo szczerych chęci, gubi się w tym co tak naprawdę znaczy "bycie dobrym". Nie wie nawet jak to "lepsze życie" powinno wyglądać, więc błądzi, potyka się, ale ani na chwilę nie przestaje szukać...

Zacznę może od tego, że akcja książki rozgrywa się w Dwudziestoleciu Międzywojennym, a był to czas piękny, ale i szalenie trudny, zarazem. Z jednej strony wielka radość i duma z powodu odzyskania niepodległości, z drugiej jednak brak realnych perspektyw i totalne zagubienie. Przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi była ogromna i to jest właśnie kanwa na której autor snuje swoją opowieść o smutnych losach Ryśka, jako przedstawiciela najniższej warstwy społecznej.
"I tak, co dom, to głód, co dom, to jakaś rozpacz przez suche łzy, i w ogóle aż dziwne, że tyle zgryzoty i złego potrafi się pomieścić na jednej krzywej ulicy"**
Marymont jest miejscem fascynującym. Technicznie rzecz biorąc, jest to jedynie mała część powojennej Warszawy, ale patrząc na ten zakątek oczyma Hłaski, widzimy, że dla jego mieszkańców jest to cały świat i innego nie będzie. Tak, jak poszczególne ulice wyznaczają granice tej dzielnicy, tak dla naszych bohaterów bieda i lęk przed światem zewnętrznym, również stanowią barierę nie do przejścia. Wszystko na co ich stać, a raczej wszystko na co mogą sobie pozwolić, to ukradkowe i tęskne spojrzenia w stronę lepszych dzielnic, gdzie właśnie budowane są nowe osiedla. Jednak w oczach Ryśka i jego sąsiadów nie są to tylko ładne, nowe blokowiska, a synonim szczęścia absolutnego. Autor stosuje tu zabieg ciekawy, choć nieco wtórny, bo jest to koncepcja "jasnych domów", które podobnie jak "szklane domy" u Żeromskiego, stanowią wizję lepszej przyszłości i szlachetniejszych ludzi.
"- Będzie, Ignac nowe życie... Tam (...) będą nowe jasne domy, wspaniałe fabryki , takie fabryki, które ludzie kochać będą, w których będą śpiewać przy robocie. (...) I ludzie będą inni... Piękniejsi, lepsi, bez złości... Dziewczyny będą piękne, Ignac, i chłopaki - głos zadrżał mu nagle -  też będą piękni... zdrowi, silni... będą się kochać, marzyć (...) i wtedy już za żadnym oknem nie będzie mieszkać zwątpienie, tylko radość i szczęście" ***
Przyznam, że ja bardzo zżyłam się z mieszkańcami Marymontu. Obok Ryśka pojawia się tu naprawdę masa nietuzinkowych postaci - od drobnych cwaniaczków i złodziejaszków, przez nadętego księdza i dorobkiewiczów, po idealistów czy nieszczęśliwych kochanków. Autor wspaniale oddaje sposób bycia i myślenia każdego z nich, lecz - co się bardzo ceni - ocenę ich postępowania, Hłasko pozostawia już czytelnikowi. A wbrew pozorom i mimo wątpliwej moralności poszczególnych osobników, bardzo ciężko wydać jednoznaczny osąd. Wczuwając się w klimat tamtych czasów i stawiając się w ich sytuacji, wszystko nabiera zupełnie innego znaczenia i już choćby z tego względu warto sięgnąć po tę książkę. Dobrze czasem spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy, a tym samym nabrać trochę dystansu do tego wszystkiego, co nas teraz otacza.
My jesteśmy biedne ludzie (...) i dlatego kupić nas nie idzie. Biedny człowiek ma tylko jedną, drogą rzecz na świecie - swój honor - i jego nie sprzeda, bo tyle forsy nawet nikt nie ma, aby kupić" ****
Natomiast sam Rysiek okazał się jednym z takich bohaterów, na wspomnienie których zawsze coś zakłuje w sercu.... Marzyciel i idealista, ale w pełni świadomy swoich ograniczeń, jest niczym kolorowy ptak na tle smutku i szarości tamtych czasów. Z zapartym tchem śledzimy jego poczynania, tym bardziej, że znając przeszłość autora, domyślamy się, iż niektóre motywy i zachowania naszego bohatera, wynikają z przeżyć i rozterek samego Hłaski. Piękne i porażająco smutne, zarazem. I taka jest właściwie cała ta książka...

Reasumując, mnie Marek Hłasko zauroczył bez reszty. Przyznam, że nieczęsto zdarza mi się aż tak wczuwać w życie głównego bohatera i nieczęsto aż tak się przy książce wzruszam. W "Wilku" znalazłam wszystko to, czego wymagam od naprawdę dobrej lektury, a więc emocje, wciągającą i wielowymiarową fabułę, wyrazistego bohatera oraz oryginalny styl i piękny język. Gorąco polecam ten tytuł!
P.S. "A co do marzeń - to marzyć nigdy nie przestał..." ***** ;)
Z całego serca dziękuję Wydawnictwu Iskry za możliwość przeczytania tej książki. Była to dla mnie prawdziwa przyjemność!




*         Marek Hłasko, Wilk, Wydawnictwo Iskry, 2015, str. 341
**       Tamże, str. 29
***     Tamże, str. 340
****   Tamże, str.230
****Tamże, str. 300

2 komentarze:

  1. Czytałam Hłaskę wieki temu, w liceum. Jak pewnie większość z nas.
    Przypomniałaś mi swoim postem o tym pisarzu. Z pewnością sięgnę po "Wilka". Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dopiero poznaje Hłaskę poprzez profil na Fb "Anegdoty o sławnych Polakach" gdzie został udostepniony fragment: ".. Nie zabija się sześciu milionów ludzi bez powodu, niech pan się nad tym zastanowi - powiedział pewien Włoch do pisarza Marka Hłaski na temat zagłady Żydów podczas II wojny światowej. I ledwie skończył zdanie, znalazł się na ziemi, powalony ciosem Hłaski, który bokserem był równie dobrym jak pisarzem.
    - Nie dostaje się w mordę bez powodu, niech pan się nad tym zastanowi - usłyszał Włoch.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!