piątek, 11 marca 2016

Remigiusz Mróz w wywiadzie dla Mojego Miasta

W najnowszym numerze polonijnego magazynu Moje Miasto ukazał się mój wywiad z panem Remigiuszem Mrozem, więc wszystkich tych, którzy jeszcze go nie czytali, zapraszam do lektury tutaj.

                                                            ***

fot. Sławomir Mielnik
Remigiusz Mróz już od kilku lat szturmem podbija serca czytelnikówi  jest najlepszym przykładem na to, że jako Polacy, nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o szeroko pojętą  literaturę sensacyjną i kryminalną. 

Z wykształcenia doktor prawa, z powołania pisarz, a do tego skromny, sympatyczny i otwarty na czytelnika człowiek. Do tej pory wydał 11 powieści, z czego 3 stanowią odrębne historie: „Chór zapomnianych głosów”, „Wieża milczenia” i „Turkusowe szale”, a pozostałe 8 wchodzi w skład cyklów: Parabellum, Joanna Chyłka i Trylogia z komisarzem Forstem.  

Są to pozycje bardzo zróźnicowane tematycznie, więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie, a ja ze swojej strony zapewniam, że niezależnie od fabuły, każda z tych książek jest szalenie wciągająca i trzymająca w napięciu do samego końca. 

Aby lepiej poznać tego autora i dowiedzieć się jakich jeszcze tytułów możemy się spodziewać w najbliższym czasie, serdecznie zapraszam do przeczytania rozmowy jaką z nim przeprowadziłam.


M.G. Jak zaczęła się pańska przygoda z pisaniem?

R.M. Od czytania. Od bezsenności. A właściwie od jednego i drugiego, w pewnym sensie. Jako dziecko nie potrafiłem zasnąć, jeśli rodzice nie poczytali mi choćby przez pół godziny. Często sam dopowiadałem sobie ciąg dalszy lub wymyślałem własne historie, a w podstawówce zacząłem eksportować je z wyobraźni do komputera. I tak to się zaczęło.

M.G. Czy ma pan jeszcze inne pasje oprócz książek?
R.M. Na dobrą sprawę nie, bo chyba ich nie potrzebuję. Nie bez powodu mówi się, że kto czyta, ten żyje tysiącem żyć. Jeśli ktoś jeszcze przy okazji pisze, ta liczba żywotów zwiększa się jeszcze bardziej.

M.G. Jakie książki czyta pan prywatnie?
R.M. Przeważają skandynawskie kryminały, ale lubię sięgać po powieści z każdej półki. Ostatecznie jednak dość szybko wracam zawsze do mojego gatunku bazowego, gdzie pojawia się zbrodnia pod taką czy inną postacią. Czasem jest trudno. Teraz czytam Myśliwskiego i nie mogę przestać – Nesbø, Mankell, Nesser i inni poszli w odstawkę.

M.G. Preferuje pan idę spontanicznego pisania i czekania na wenę czy może systematycznej, codziennej pracy nad powieścią?
R.M. Czekając na wenę, pisarz właściwie nie doczeka się niczego. A z pewnością nie końca pracy nad książką. To słowo trzeba usunąć ze słownika i pisać dzień w dzień, wyrabiając określoną normę ilościową lub godzinową. W moim przypadku to od dziesięciu do piętnastu stron dziennie, co przekłada się na… typowy, ośmiogodzinny dzień pracy. Z codziennymi nadgodzinami. A najlepsze jest to, że każda minuta spędzona przy książce to niesamowita frajda.

M.G. Czy planuje pan wydawanie swoich powieści również poza granicami Polski?
R.M. Oczywiście! Myślę, że każdy pisarz chce reprezentować swój kraj za granicą – to jeden z tych wielkich celów, które stawia sobie każdy z nas. Żadnych konkretów w kwestii moich książek niestety nie mogę ujawnić, ale chyba mogę zdradzić, że jestem dobrej myśli.

M.G. Jakie premiery pańskich książek czekają na nas w tym roku i kiedy możemy się ich
spodziewać?  
R.M. Trzydziestego marca wraca niezmordowana warszawska prawniczka, Joanna Chyłka, która będzie musiała zmierzyć się zarówno z problemami na sali sądowej, jak i w życiu osobistym. Rewizja poruszy też pewien ważny temat, który z jakiegoś powodu omijamy w polskiej literaturze kryminalnej… Na przełomie maja i czerwca ukaże się zaś ostatni tom trylogii z Wiktorem Forstem. Właśnie kończę go pisać i mogę z czystym sercem przyznać, że takie emocje podczas tworzenia finału nie towarzyszyły mi przy pracy nad żadną inną książką.

M.G. Dziękuję za czas poświęcony czytelnikom Mojego Miasta. Życzę Panu wielu, kolejnych sukcesów, a naszych czytelników gorąco zachęcam do zapoznania się z twórczością Remigiusza Mroza!

Po więcej informacji o tym, co warto czytać, zapraszam na www.magotaczyta.blogspot.de oraz www.facebook.com/magotkowo .

                                                    ***

niedziela, 6 marca 2016

"Beksińscy. Portrert podwójny" Magdalena Grzebałkowska

Książkę o Beksińskich czytałam ponad pół roku. I to nie dlatego, że była zła, bo wręcz przeciwnie. Trwało to tyle właśnie dlatego, że jest tak mocna.

Myślę, że bez względu na to czy interesujemy się malarstwem czy nie, większość z nas i tak choć raz w życiu usłyszała nazwisko Beksiński. Z jednej strony sztuka, którą tworzył Zdzisław wzbudzała (i nadal wzbudza) wiele kontrowersji, z drugiej, jego relacje z synem Tomkiem, który popełnił za przyzwoleniem ojca samobójstwo, również odbiły się w Polsce szerokim echem. Nikt jednak tak do końca nie poznał  prawdy i nikt nie chciał się w temat zagłębić tak, jak w końcu zrobiła to pani Grzebałkowska.

Przyznać trzeba, ża autorka - mówiąc/pisząc kolokwialnie - odwaliła kawał dobrej roboty. Tak solidnie opracowanej książki biograficznej nie miałam w rękach już dawno i szczerze podziwiam panią Grzebałkowską za to ile pracy i serca włożyła w tę książkę, bo nie dość, że od początku do końca trzyma ona ten sam, bardzo wysoki poziom, to jeszcze przedstawia życie Beksińskich tak ciekawie, wielowarstwowo i przede wszystkim przejmująco, że nie sposób nie zakochać się w tej pozycji.

Tomasz Beksiński (źródło)

Jak sam tytuł wskazuje, książka portretuje zarówno ojca, jak i syna. Obydwoje oni byli obdarzeni niesamowitą wyobraźnią, przy czym u Zdzisława przełożyło się to na malarstwo i fotografię, natomiast u Tomka na zamiłowanie do filmów (przez wiele lat je tłumaczył) i muzyki (przez długi czas pracował w Trójce). Tym, co jeszcze ich łączyło, było absolutnie nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie, zakompleksienie i momentami wręcz chore zagłębianie się w swoją psychikę. Oraz wzajemna niechęć.

Powiedzieć, że ich relacje były skomplikowane, to powiedzieć tyle, co nic. I nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi o to, że pałali oni do siebie nienawiścią i o tym jest ta książka. Nie, ona jest o tym, że Beksińscy na swój skomplikowany sposób siebie kochali, ale absolutnie nie byli w stanie funkcjonować jako rodzina i choć wielokrotnie próbowali w ten czy w inny sposób do siebie dotrzeć, to tak naprawdę nigdy im się to nie udało.

Zdzisław Beksiński (źródło)
Wspomniałam o tym, że zarówno Zdzisław, jak i Tomek często analizowali to, co czują i myślą. Wiemy to stąd, że bardzo skrupulatnie to wszystko dokumentowali, a robili to m.in. poprzez prowadzenie dzienników fonetycznych oraz niezliczoną ilość listów, jakie pisali do rodziny i znajomych. Wolę nawet nie myśleć ile czasu autorka poświęciła na przebrnięcie przez to wszystko, a jeśli dołożymy do tego liczne rozmowy, które przeprowadziła z każdą ważniejszą osobą z życia Beksińskich, do której udało jej się dotrzeć, to dopiero uzsykamy pełen obraz tego, jak wielowymiarowa i autentyczna jest ta książka.

Dzięki temu, poznajemy tu wszystkie możliwe twarze naszych bohaterów. A jest ich naprawdę wiele. Zdzisław jako awangardowy twórca, czuły mąż, zupełnie nie odnajdujący się w roli ojciec, mężczyzna szalenie wrażliwy, ale także przepełniony wieloma fobiami oraz Tomek, jako nad wyraz dziwne i poważne dziecko, depresyjny młodzieniec i dorosły gardzący rodzicami i kobietami, ale przez całe życie szukający w nich oparcia, a także miłośnik bardzo dziwnych filmów, pięknej muzyki i co rusz, podejmujący próby samobójcze. Poznajemy ich z tylu różnych stron, że po lekturze tak naprawdę jeszcze bardziej nie wiemy, co o nich myśleć i zastanawiamy się jak to możliwe, że w jednym człowieku może być aż tyle sprzeczności, a w jednej rodzinie tyle problemów tak ciężkiego kalibru...

Będąc przy rodzinie, nie wolno zapominać o Zofii - żonie Zdzisława i mamie Tomka. Jest ona niejako  trzecią, choć bardzo cichą bohaterką reportażu pani Grzebałkoweskiej. Ta kobieta, to fenomen. Niesamowicie skryta i spokojna, była tak oddana Zdzisławowi, że absolutnie każdy apsekt swojego życia podporządkowała jemu. Z resztą najlepiej oddadzą to słowa autorki:

" Zdzisław tworzy - Zofia pierwsza ocenia
Zdzisław ma kryzys - Zofia wspiera
Zdzisław mało zarabia - Zofia dużo oszczędza
Zdzisław nienawidzi ryb - Zofia wykreśla je z menu
Zdzisław chce nowe radio - Zofia nie protestuje
Zdzisław słucha głośnej muzyki - Zofia słyszy głośną muzykę
Zdzisław nie narzeka - Zofia się nie użala.
Zofia nigdy z nikim nie rozmawia o życiu prywatnym. Raz tylko jej się wyrwie: "Kobiety do Beksińskich się nie zaliczają. Kobiety są przylepione". " *
Rodzina Beksińskich (źródło)

Mną ta książka autentycznie wstrząsnęła. Jak już wspomniałam, czytałam ją ponad pół roku, ponieważ każdorazowo udawało mi się przeczytać co najwyżej 20-30 stron i musiałam ją odkładać, aby przetrawić to, co właśnie przeczytałam. Duża w tym zasługa stylu autorki. która za pomocą krótkich, prostych zdań przekazywała taką dawkę treści i emocji, że niejeden autor stosujący zdania siedmiokrotnie złożone, nie byłby w stanie tego osiągnąć. Ona sama natomiast nie ocenia, nie komentuje, wręcz usuwa się w cień, oddając głos innym, a przedstawiając jedną kwestię z kilku perspektyw, zmusza wręcz czytelnika do wyciągnięcia własnych, bardzo słodko-gorzkich wniosków.

Reasumując, książka "Beksińscy. Portret podwójny" jest niesamowitą lekturą. Opowiada ona o bardzo trudnych, ale przede wszystkim niesamowicie interesujących ludziach. Obok ich osobistych perypetii, śledzimy równolegle ich rozwój i twórczość, a także zaglądamy do prywatnego archiwum i poznajemy kontekst tragicznych śmierci obydwu panów (Tomek -samobójstwo, Zdzisław - morderstwo). Oprócz tego znajdziemy w tej książce wiele innych smaczków i naprawdę apetycznych kąsków (absolutnie najciekawszym jest moim zdaniem stosunek Zdzisława do własnej sztuki!), więc nie pozsotaje mi nic innego, jak z czystym sumieniem polecić, choć raczej tym osobom, o mocnych nerwach. I pamiętajcie, że niebawem na ekrany wejdzie film o naszych bohaterach, więc warto zawczasu zapoznać się z ich prawdziwą historią.

Na koniec kilka przykładowych, a zarazem moich ulubionych prac Beksińskiego:

Ognisko (źródło)


źródło
źródło

Kołyska (źródło)



* Beksińscy portret podwójny, Magdalena Grzebałkowska, Wydawnictow ZNAK, Kraków 2014, str. 82

środa, 2 marca 2016

Podsumowanie lutego + stosik

Luty był dla mnie pod kątem książkowym bardzo intensywnym miesiącem, jednak nie tyle ilość mam tu na myśli, co jakość. Pomijając baśniową Narnię, która pełniła czysto relaksacyjną rolę, to wszystkie pozostałe książki wzbudziły we mnie spore emocje, przy czym te najsilniejsze towarzyszyły bezdyskusyjnie Beksińskim. Oj, odchorowałam tę książkę... :)


Tak, "Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej są naprawdę mocną i godną polecania lekturą, podobnie z resztą jak i "Drach" Szczepana Twardocha, choć tu ze względu na specyficzną formę i język autora, na pewno nie będzie to powieść dla każdego. Mnie w każdym razie zachwyciła, tylko mam wielki problem z ujęciem w słowa tego, co o niej myślę... Za to o "Wielkim Gatsbym" F. Scott Fitzgeralda napisałam już trochę TUTAJ,  a co do pozostałych tytułów, czyli "Skaznych na Shawshank" Stephena Kinga i "Graficznej podróży" Eda Sheerana, to z pewnością przeczytacie o nich w marcu. Natomiast "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa" C. S. Lewisa zostawiam na czas, kiedy skończę całą serię :)

Jeśli chodzi o to, co nowego pojawiło się na moich półkach w tym miesiącu , to nie ma tego dużo, ale za to wszystko tak bardzo mnie cieszy, że gdybym mogła, to czytałabym wszystko na raz :)


"Uległość" Michel Houellebecq - kto wie, o czym jest ta książka, nie będzie pytał czemu chcę ją przeczytać, a kto nie wie, tego odsyłam do spojrzenia na opis z okładki, który znajdziecie  na przykład TUTAJ :)
"Ptak dobrego Boga" James McBride - och, nawet nie wiecie jakiego smaczka miałam na tę książkę! Niestety przez długi czas nigdzie nie mogłam jej nigdzie dostać, aż w końcu jest - moja i tylko moja :)
"David Bowie" Paul Trynka - o mojej nagłej fascynacji Bowiem opowiem Wam niebawem. Obiecuję. Najpierw tylko dokończę tę książkę.


"Absolwenci" i "Love story" Ericha Segala - zakupione, ponieważ bardzo lubię tego autora (przy okazji gorąco polecam jego "Akty wiary") i postanowiłam go sobie trochę odświeżyć. Jak widać nie są to te piękne okładki, które od jakiegoś czasu można obserwować na stronach księgarń czy innych blogach, jednak w tym przypadku nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, bo książki te po przeczytaniu i tak pójdą w dalszy obieg :)


Na koniec dwa zupełnie spontaniczne zakupy, zainspirowane... Oscarami. Co prawda kinomaniaczka ze mnie żadna i większość nominacji poznałam dopiero w dniu rozdawania nagród (póki co widziałam z tego jedynie "Marsjanina"), jednak kilka historii zaciekawiło mnie na tyle, że zaczęłam czytać o nich więcej i kiedy okazało się, że dwie z nich, które interesują mnie najbardziej, zostały stworzone na podstawie powieści, nie zastanawiałam się nad zakupem nawet przez chwilę. Tym bardziej, że cena tych książek w formie e-booków była naprawdę korzystna!  Tytuły o których mówię, to "Zjawa" Michaela Punke oraz "Pokój" Emmy Donoghue. Tę pierwszą już kończę i jestem bardzo, ale to bardzo na tak! Co z drugą, okaże się niebawem ;)

I to tyle jeśli chodzi o luty w świecie Magoty :) A jak tam wasze zaczytanie?