sobota, 20 sierpnia 2016

"Gra o tron", czyli pierwszy tom sagi "Pieśni lodu i ognia" George'a R. R. Martina

 "W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej"*


Niewielu jest w dzisiejszych czasach autorów tak oryginalnych, jak George R. R. Martin. Jego książki od ponad 20 lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, a za prawą serialu będącego ich ekranizacją, saga "Pieśni lodu i ognia" przyżywa prawdziwy renesans.

I ja się skusiłam na lekturę pierwszego tomu, bo choć nie jestem wielką fanką tego gatunku, to byłam bardzo ciekawa czym aż tak bardzo zachwycił się świat. I nie zawiodłam się, choć powiem Wam w tajemnicy, że jednak mimo wszystko większy efekt "wow" wywołało u mnie pierwsze spotkanie z "Wiedźminem" Sapkowskiego. ;)



Streszczenie fabuły "Gry o tron" graniczy z cudem. Tutaj dzieje się tyle rzeczy, że nie sposób wymienić choćby jednej dziesiątej, ale wszystko co należy wiedzieć na początek, to to, że po nagłej  śmierci króla Roberta, władcy Siedmiu Królestw rozpoczyna się walka o ŻELAZNY TRON, tym bardziej intensywna, że  NADCHODZI ZIMA, będąca symbolem zbliżającego się niebezpieczeństwa i ten kto wygra zadecyduje o być albo nie być tejże krainy...

"Gra o tron" jest książką niesamowitą. Napisana z epickim rozmachem, zawiera praktycznie  wszystkie elementy powieści może nie tyle doskonałej, co z pewnością arcyciekawej: mistrzowsko poprowadzona, wielowątkowa fabuła, fascynujące postaci, a przede wszystkim niesamowicie dobrze wykreowany świat, stanowiący tło powieści. Nic tu nie jest dziełem przypadku, nic nie psuje efektu całości, a biorąc pod uwagę fakt, jak obszerna jest to książka, biję autorowi pokłony.

Tak naprawdę jest tylko jedna rzecz, która z początku nieco mnie irytowała, a mianowicie  mnogość bohaterów. Mam nieodparte wrażenie, że autor celowo dorzucił kilkadziesiąt postaci, tylko po to, żeby je później spektakularnie uśmiercić. I o ile sam ten element zaskoczenia kto zginie, a kto nie uważam za zabieg bardzo ciekawy, o tyle momentami naprawdę męczące było doszukiwanie się kto był kim i jaką rolę odegrał kilkadziesiąt stron wcześniej tylko po to, żeby za chwilę się dowiedzieć, że tak naprawdę i tak nie ma to najmniejszego znaczenia... Na szczęście z biegiem czasu znacznie łatwiej było się w tym wszystkim połapać i jak już poznałam bliżej większość bohaterów tego tomu, to z prawdziwą przyjemnością zagłębiłam się w historię właściwą.

A historia właściwa, to pasjonująca podróż po zamkach i lasach Siedmiu Królestw. To poznawanie zwyczajów, pradawnych wierzeń i historii zarówno prostych, pierwotnych ludów, jak i najznakomitszych królewskich rodów, takich jak Starkowie, Lannisterowie czy Targaryenowie. To świat  pełen piękna, ale i okrucieństwa, świat wielkich przygód, nagłych zwrotów akcji i intryg tkanych misternie niczym pajęcza sieć. A wszystko to okraszone szczyptą magii, tajemnicy oraz oczywiście, wielkich namiętności.

Ja przeczytałam tę książkę z wielką przyjemnością. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie ona wciągnie i, że tak ciężko będzie mi po niej wrócić do rzeczywistości. Bo tak samo jak Tolkien we "Władcy Pierścieni" czy Sapkowski w "Wiedźminie", tak i Martin w "Pieśni Lodu i ognia" wykreował świat tak niesamowity i stworzył tak fantastycznych bohaterów, że naprawdę nie sposób o nich zapomnieć wraz zamknięciem książki. Jest to z pewnością najwyższa półkaw w swoim gatunku i niesamowicie się cieszę, że jeszcze tyle tomów (oraz serial) przede mną. A tym z Was, którzy są jeszcze niezdecydowani powiem jedno - po skończonej lekturze będziecie na siebie źli, że tak długo z tym zwlekaliście :)


* Gra o tron, Georg R. R. Martin, Wzdawnictwo Zysk i S-ka, 1996. str. 510

1 komentarz:

  1. Ech, aż mi się przypomniało moje pierwsze czytanie, które to miało miejsce ponad 10 lat temu.

    Mogę się podpisać pod większością stwierdzeń poza tym o oryginalności. Według mnie Martin po prostu bardzo umiejętnie połączył różne elementy już obecne w fantasy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!