sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie 2016 roku oraz wyzwania "Przeczytam 52 książki..."

Kochani!

Zanim przejdę do podsumowań, chciałabym skorzystać z okazji i złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia na Nowy 2017 Rok!  Niech będzie on dla Was łaskawy nie tylko pod względem czytelniczym, ale przede wszystkim prywatnym, zdrowotnym i zawodowym. Ale także i finansowym, co by jednak na te książki starczyło. ;) Dziękuję Wam również z całego serca za ten wspólnie spędzony rok i mam nadzieję, że jeszcze niejeden taki przed nami :)



Koniec jednego, a początek drugiego roku ma to do siebie, że wielu z nas skłania do przemyśleń, podsumowań i planów na rok kolejny. Ja również pokusiłam się o małe zestawienie tego, co czytelniczo było dobre, a co złe, więc jeśli jesteście ciekawi, serdecznie zapraszam do dalszego czytania.

Dla mnie czytelniczo był to dobry rok, dla mojego bloga nieco mniej :) Nowa praca, kolejny etap rozwoju dzieci i nowe obowiązki mocno zintensyfikowały moje życie, co nie tyle sprawiło, że przestałam czytać, co spowodowało, że mocno już okrojony czas wolny stanowczo wolałam poświęcić na dobrą książkę niż na pisanie o nich.

Inna sprawa, że już od jakiegoś czasu chodzi za mną przeskok z blogspota na własną stronę i trochę mniej się tu udzielałam myśląc, że zaszeleję już "na nowym", jednak okazało się, że kwestia ta trochę przerosła mnie technicznie, a co za tym idzie przeciągnęła w czasie. Niemniej plany nadal staram się wprowadzić w życie i jednym z moich noworocznych postanowień jest właśnie doprowadzenie tego projektu do końca.

Czas na statystyki. W 2016 roku przeczytałam 62 książki. Dla jednych mało, dla drugich dużo, mnie ten wynik bardzo zadowala. Tym bardziej, że podczas świąt czy urlopu rzadko sięgam po książki, a letnie weekendy często spędzaliśmy w plenerze.

Z książek, które a) najbardziej zapadły mi w pamięć b)wzbudziły najwięcej emocji c) zaliczam do najlepszych w 2016 roku, należą:

Reportaż: 
"Nie oświadczam się" Wiesław Łuka (jest moc!)

Literatura podróżnicza: 
"Wszystko za Everest" Jon Krakauer - recenzja
"Czochrałem antarktycznego słonia" Mikołaj Golachowski (przezabawna i wprost cudowna w swojej autentyczności)
Biografie: 
"Kukuczka" Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski (recenzja pojawi się w styczniu)
"Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej - recenzja

Proza polska:
"Dygot" Jakub Małecki
"Drach" Szczepan Twardoch
"Rzeka ludzi osobnych" Katarzyna Enerlich 
(Recenzje tych książek z pewnością się jeszcze pojawią na blogu. Są one już przygotowane, ale przed publikacją chciałam jeszcze powrócić do niektórych fragmentów i je na spokojnie "przetrawić")

Proza światowa:
" Oblubienice wojny" - recenzja

Klasycy:
"Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald - recenzja
"Wilk" Marek Hłasko - oficjalna - oficjalna recenzja dla wydawnictwa Iskry

Poezja:
"Rozbiórka. Wiersze, rozmowy i portrety 26 poetów" Magdalena Rybak - recenzja

Fantasy:
"Gra o tron" George R. R. Martin - recenzja

Kryminał:
"Paskudna historia" Bernard Minier (recenzja gotowa, pojawi się w styczniu)
"Mock" Marek Krajewski - recenzja 

Obyczaj:
"Szeptucha" - recenzja 

Literatura dziecięca:
"Szary domek" Katarzyna Szestak, Natalia Jabłońska (bardzo niepozorna, kupiona na szybko w Biedronce, bo akurat leżała przy kasie, okazała się być prawdziwą perełką. Zachwyciły się nią dzieci, zachwyciłam się ja)

Skoro było o najlepszych, to i trzeba wspomnieć o najgorszych. Najgorszych nie w sensie, że nie mogłam ich strawić i absolutnie nie polecam, ale w sensie rozczarowania, bo po recenzjach innych czytelników, spodziewałam się znacznie większych fajerwerków.

Zaszczytne pierwsze miejsce otrzymuje tu... "Dziewczyna z pociągu" Pauli Hawkins. A, jakże! O mojej trudnej relacji z tą książką ;) pisałam tutaj. Kolejnym średnio pozytywnym zaskoczeniem byli "Chłopcy" Kuby Ćwieka. Tak, tak... wiem, że grono jego fanów jest ogromne i książka ta jest bardzo zachwalana, niemniej jak dla mnie szału nie było. Owszem, miło się czytało, ale ani mnie ona nie zachywciła, ani nie porwała. Ot, takie bardzo letnie uczucia. Podobnie jak i z "Porwaną pieśniarką" Danielle L. Jensen. Nasłuchałam się ochów i achów z każdej strony, padło magiczne słowo: trolle, więc rzuciłam się na nią niczym Reksio na szynkę, a tu taka przeciętność... Niemniej, podobno kontynuacja lepsza, a że krąży gdzieś ona wśród znajomych, to istnieje szansa, że dam autorce drugą szansę.

Czas na kilka słów o wyzwaniu  "Przeczytam 52 książki w...". Wyzwanie to, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, udało mi się zrealizować, jednak chciałam tu wspomnieć o jednej rzeczy. Mianowicie, wielu ludzi zarzuca uczestnikom tej akcji, że udział w niej równy jest czytaniu na akord, co mija się z celem, bo liczy się ilość, a nie jakość. Nie wiem jak u innych, ale dla mnie nie było to wyznacznikiem niczego. Liczba książek, które czytałam wynosiła kilka lat temu 20, później 30 itd. Rośnie ona z roku na rok z tego względu, że im więcej czytam, tym szybciej mi to idzie i zapisując się do tego wzywania zrobiłam to tylko i wyłącznie w celu nagłośnienia akcji i propagowania czytelnictwa. Nie, aby sobie czy komuś coś udowodnić. Tak więc bardzo się cieszę, że podołałam temu zadaniu, ale dla mnie jest to jakby efekt uboczny całej zabawy z książkami, a nie cel sam w sobie.

A co z rokiem 2017? Czy mam jakieś postanowienia oprócz tego wspomnianego we wstępie? Tak, jest to postanowienie, które zaczęłam wprowadzać w życie już teraz i mam zamiar konsekwentnie je realizować w roku kolejnym. Chodzi o współprace. Początkowo wydawało mi się, że współpraca z portalami/wydawnictwami/autorami jest przysłowiową wisienką na torcie blogera, jednak praktyka pokazała, że nie jest to droga, którą chcę podążać, a przynajmniej nie w tym wymiarze co do tej pory. Owszem, bardzo pochlebia mi zaufanie tych, którzy mają bezpośredni wpływ na to, co się dzieje na polskim rynku wydawniczym i nie, nikt nie potraktował mnie tak, że mi się tego odechciało. Po prostu doszłam do punktu, gdzie nie bawi mnie już ciągłe recenzowanie nowości i choć pierwszym warunkiem, jaki stawiałam przy podejmowaniu nowych zobowiązań zawsze była dowolność w doborze lektur oraz możliwość wyrażenia każdej, nawet najbardziej negatywnej opinii, to jednak pisanie oficjalnej notki ma już zupełnie inny wymiar. Stąd też w 2017 roku pozostaję przy dalszymi pisaniu artykułów do gazety, współpracy z portalem lubimyczytac.pl oraz dwoma wydawnictwami, które są najbliższe mojemu sercu, ale za resztę stopniowo będę dziękować. Fantastyczna przygoda i samorealizacja, ale na obecnym etapie życia, nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

A jak to wygląda u Was? Przeczytaliście w 2016 roku tyle ile chcieliście? Które książki uważacie za najlepsze lub najgorsze w minonym roku?

Ściskam
Magota

10 komentarzy:

  1. Moja tegoroczna TOP-trójka wyszła bardzo kobieca :)
    1. "Amerykaana" Chimamanda Ngozi Adichie
    2. "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk
    3. "Pani furia" Grażyna Plebanek
    Pozdrawiam i samych dobrych książek w 2017 życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, nic jeszcze z tego nie czytałam, ale chętnie po nie sięgnę. Dziękuję za polecenie! :)

      Usuń
  2. "Dla jednych mało, dla drugich dużo"... a innych nie porusza to wcale ;) I zdecydowanie rozumiem rezygnację z pisania na rzecz czytania. Sam zapewne bym tak zrobił, ale - na szczęście - czasu mi na razie jeszcze starcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oby tak zostało jak najdłużej! :D

      Usuń
  3. Świetny wynik. Ja wciąż dążę do 52 książek, ale w tym roku już było całkiem nieźle, bo czytałam 46 książek, z czego 44 skończyłam, a z 2 nadal się męczę :)

    Ze współpracy już dawno zrezygnowałam. Nie wyrabiałam czasowo, a poza tym nie lubię czytania na akord! Czasami jeszcze ktoś jakąś propozycje podeśle, ale jestem jak na razie nieugięta :)

    Widzę, że podobnymi książkami się zachwycamy. "Wszystko za Everest" było też jednym z moich najlepszych reportaży tego roku. "Beksińscy" rok temu plasowali się również w tej czołówce. "Grą o tron" fascynowałam się jakieś dwa lata temu - nadal czekam na najnowszy tom! A "Nie oświadczam się" mam już na półce i mam nadzieję, że będzie to moja lektura 2017 (obok "Dracha", "Dygotu" i może "Mocka") :)

    W nowym roku życzę wielu czytelniczych radości, literackich zachwytów i oczywiście wytrwałości oraz cierpliwości w blogowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję i wzajemnie :) A Twój wynik jest rewelacyjny! Jak sama piszesz, nie chodzi o ilość, a o jakość i o to, żeby czytanie sprawiało przyjemność.
      Ja bym jeszcze sobie tylko życzyła więcej reportaży w 2017 roku.... ;)

      Usuń
  4. Gratuluję! I oby obecny rok przyniósł Ci jeszcze więcej książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Może być nawet i mniej, byle by były dobre :)Tobie również wielu wspaniałych lektur w Nowym Roku! Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  5. Gratuluję miesiąca. To naprawdę dobry wynik :)
    Zaczytanego 2017!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie! Samych wspaniałości w tym Nowym Roku! :)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!