niedziela, 7 stycznia 2018

"Dzieci drzewa jakarandy" Sahar Delijani

Przyznam szczerze, iż zupełnie nie spodziewałam się, że pierwszą przeczytaną przeze mnie w tym roku książką będzie akurat ta z irańską rewolucją w tle, jednak za sprawą przypadku tak się właśnie  stało, a ja nie żałuję ani jednej minuty przy tej książce spędzonej.

"Ze łzami radości w oczach, załamującymi się z emocji głosami mówili o swoim triumfie, o triumfie narodu (...) Byli pełni nadziei. A jednak wiedzieli, że coś poszło nie tak. Władzę przejęli mężczyźni o surowych twarzach i zaciętych, wykrzywionych wściekłością ustach, którzy odwoływali się do Boga i twierdzili, że niosą prawdę i święte prawa. To było przerażające."*


Zdjęcie ze str. wydawcy
3 pokolenia Irańczyków, 7 poruszających opowieści, temat z cyklu tych, które ciężko streścić na 300 stronach i o którym ciężko pisać bez patosu, zwłaszcza, jeśli tak, jak w tym przypadku, autorka wplata wątki autobiograficzne (matka autorki, jak jedna z naszych bohaterek, urodziła dziecko w jednym z najgorszych irackich więzień). A jednak się udaje. Sahar Delijani znajduje złoty środek i pisze równie dobrze, co przejmująco o tym, co każdy z nas o najnowszej historii Iranu wiedzieć powinien, bo z jednej strony to, co tam zaszło w ostatnich 30 latach jest zjawiskiem naprawdę wyjątkowym (również z antropologicznego punktu widzenia), ale przede wszystkim dlatego, że książka ta wprost fantastycznie ukazuje nam ludzi z krwi i kości, którzy tę historię tworzyli. Zarówno te czarne charaktery, jakimi byli i są Strażnicy Rewolucji, jak i zwykłych obywateli, którzy po dziś dzień walczą o przywrócenie normalności i godności dla siebie i woich najbliższych. Jednak aby tę historię zrozumieć, należy znać choćby podstawy tego, co było przyczyną tejże rewolucji.

W wielkim skrócie: mowa tu o rewolucji z roku 1979, która to doprowadziła do przekształcenia Iranu z cywilizowanego, otwartego na świat kraju w republikę islamską. Obalono wtedy szacha Mohammada Rezę Pahlawiego, zarzucając mu iż jest zbyt otwartym przywódcą (utrzymywał bardzo dobre kontakty ze Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami zachodnimi, dążył do równouprawnienia kobiet i obsadzania ważnych stanowisk również ludźmi z mniejszości religijnych), ale też, z drugiej strony, wytykając mu korupcję czy nadmierne działania SAWAK, czyli tajnej policji działającej na jego zlecenie. Policja ta w zamierzeniu miała gasić w zarodku silnie rozwijającą się opozycję, a finalnie doprowadziła do tego iż islamscy fantacy rośli w siłę, coraz sprawniej werbowali w swoje kręgi najniższe i najmniej zadowolone warstwy społeczne, obalając ostatecznie rządy Pahlawiego i osadzając na jego miejscu Ajatollaha Chomeiniego. Od tej pory zaczął się dla Iranu czas bardzo okrutny, tym bardziej, że w 1980 roku doszła do tego wszystkiego również wojna iracko - irańsko, gdzie - o ironio- zarówno Stany Zjednoczone, jak i świat zachodni opowiedziały się za Irakiem, bojąc się... rozprzestrzenienia irańskiej rewolucji islamskiej. W każdym razie dla irańskiej ludności skończyła się jakakolwiek wolność, a jej miejsce zajęła cenzura, brutalne pobicia, więzienia, represje i jeden wielki fanatyzm religijny. Szach tłumił kolejne protesty siłą, aresztując i zabijając demonstrujących.

Wracając jednak do książki... W moim odczuciu Sahar Delijani naprawdę wykazała się dużą odwagą pisząc o tym, o czym większość Irańczyków boi się mówić publicznie choćby słowo, a przy tym zrobiła to nad wyraz zgrabnie, tworząc powieść szalenie wielowymiarową. O temacie tak trudnym napisała w - jak dla mnie - fenomenalny sposób, przeplatając w odpowiednich proporcjach tematy bardzo ciężkie i przytłaczające z tymi, które pozwalają nam spojrzeć nam na Iran jej oczyma i zobaczyć kraj o niesamowitej tradycji, pięknej kulturze, a przede wszystkim poznać tamtejszą siłę więzi rodzinnych i wielopokoleniowych domów, które niczym tytułowe drzewo jakarandy dają korzenie i są ostoją bez względu na to jak się toczą losy kraju, a co za tym idzie, poszczególnych członków rodziny. Piękna lekcja lojalności, godności i poświęcenia w czasach, w których "Wszyscy nosili w sobie lęk. Jak kajdany wlekli go ze sobą ulicami, w cieniu smutnych, cudownych gór. I już nawet o tym nie wspominali. Strach stał się czymś nieuchwytnym, niewysłowionym. I rządził nimi, niewidzialny, wszechładny." **

Maman Zinat, Chale Lejla, Azar, Ismael, Amir czy Marjam... Przede wszystkim o nich jest ta książka. O ludziach po drugiej stronie barykady, broniących za wszelką cenę tego, co władza tak usilnie stara się im zabrać, a są to: człowieczeństwo, marzenia, wolność wyboru. I jest to nie tyle historia ich poczynań, co skutków tychże, bo samej polityki w "Dzieciach drzewa jakarandy" jest wbrew pozorom niewiele. Znajdziemy tu raczej skumulowanie związków przyczynowo skutkowych pomiędzy nacjonalizmem, a fanatyzmem, decyzjami rodziców, a późniejszymi wyborami dzieci, a przede wszystkim konsekwencji jakie pociąga za sobą stawianie oporu ludziom, którzy tak naprawdę sami nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi, ale są święcie przekonani, że robią dobrze, bo w imię Boga. Kim byli Ci ludzie?
"To byli strażnicy Rewolucji (...) Spuszczone ze smyczy potwory. Frankensteiny, które  zamykały w więzieniach, torturowały, zabijały i wypełniały masowe groby. Strażniczy, których jeszcze okrutniejsci protegowania grasowali teraz na ulicach i bili, zabijali, rozgramiając demonstracje." ***
Prości, młodzi ludzie wyrwani ze swoich wiosek, którzy poczuli władzę i urządzili swoim rodakom prawdziwe piekło na ziemi.
"Przez te czterdzieści pięć dni Amir dobrze poznał smród gnijącego mięsa. Dzień po dniu, wśród nakłądających się warst brudu, przesłuchanie po przesłuchaniu - podczas których powtarzały się te same oskarżenia, pytania, groźby, jak jakiś koszmar bez początku i końca - uczyli go czuć się jak zwierze. Nieszczęsne, cuchnące, ślepe zwierzę, któe nie ma już na co czekać, jak tylko na mijanie kolejnych godzin, dostanie czegoś do zjedzenia i wyprowadzenie do łazienki, żeby się wypróżnić.
  Stopniowo tracił poczucie łączności ze światem zewnętrznym. (...) Wszystko to wydawało się jak sen, słodki, nieosiągalny sen." ****
Nie będę ukrywać - nie jest to powieść, która napełni nas optymizmem i, którą skończymy z lekkim sercem. Ale chyba też nie o to tutaj chodzi. Myślę, że celem autorki było przede wszystkim to, aby uświadomić nam, że Bliski Wschód jaki znamy z mediów jest bardzo jednowymiarowy, a tak naprawdę mnóstwo w nim innych odcieni. Mną ta książka na swój sposób wstrząsneła, bo choć wiedziałam już co nieco o tym kraju (przy okazji gorąco polecam Wam wspaniałą powieść graficzną w tym temacie - "Persepolis" Marjane Satrapi!), to jedak dzięki tej powieści moja perspektywa znacznie się roszerzyła.  Ogromnie się cieszę, że w mniej więcej tym samym czasie odkryłam w biblioteczce taty reportaż "Wiza do Iranu" Artura Orzecha, bo autentycznie zaintrygował mnie ten temat i cieszę się, że będę mogła dowiedzieć się na temat tego kraju jeszcze więcej.



*      Delijani Sahar, "Dzieci drzewa jakarandy", Wydawnictwo Albatros, 2014, str. 27
**    tamże, str. 37
***   tamże, str. 29
**** tamże, str. 124

2 komentarze:

  1. Z pewnością wiele w nim odcieni. Na taką książkę muszę mieć odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już zapisałam do przeczytania! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!